04.10.2023, 14:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.10.2023, 14:35 przez Brenna Longbottom.)
Cóż, Brenna zdołała osiągnąć przynajmniej to, na czym zależało jej przede wszystkim - gdy skoczyła na mężczyznę, czerwony promień zaklęcia poleciał gdzieś w niebo, zamiast trafić uciekającego mężczyznę. Kopnięta w bok niemal natychmiast zaatakowała znowu, zacisnęła szczęki na jego nodze i...
...w tym momencie wpadł na nią Duma.
Trudno powiedzieć, czy nie zrozumiał polecenia Laurenta i założył, że ma bronić człowieka atakowanego przez wilczycę, czy też po prostu chciał rzucić się na mężczyznę, ale kiedy ten poruszył się, próbując uwolnić z wilczego uścisku, nie zdołał wyhamować pędu. Wpadł bowiem prosto na Brennę. Ta, chociaż nie rozumiała, co dokładnie się dzieje, odruchowo, szarpnęła się, zrzucając z siebie zwierzaka - bo wcale nie była małym ani słabym wilczkiem, a "należała" do największych przedstawicieli gatunku. Duma padł na ziemię kawałek dalej.
Tyle że to dało mężczyźnie dość czasu, aby wydobył różdżkę.
Czar trafił prosto w wilczycę, odrzucając ją z dużą siłą. Potraktowana zaklęciem czarodziejka straciła kontrolę nad przemianą: już w locie wilcze ciało przemieniło się i choć w powietrze wyrzucono wilczycę, to przecięła je już kobieta, która znikła Laurentowi i Cane'owi z oczu, wpadając gdzieś pomiędzy rośliny.
Kiedy poczuła, że stacza się do jakiegoś cholernego dołu, w głowie miała tylko jedną myśl.
Cholera, znowu?!
To był jeden z tych dni, gdy absolutnie wszystko, co mogło pójść nie tak, właśnie tak szło.
- Bre! - zawołał Cane mimowolnie się oglądając. Połączenie faktów w kwestii tego, skąd nagle wilk zamieniający się w kobietę, nie było takie trudne, zważywszy na to, że sam się z nią skontaktował. Zdawał się niezdecydowany, zawahał, jakby nie wiedząc, czy pozwolić pociągnąć się za ścianę z roślinności, czy próbować rzucić się na pomoc. Tyle że... chyba nawet nie miał różdżki - stracił ją gdzieś po drodze, inaczej przecież mógłby przynajmniej próbować bronić się przed atakiem.
Tymczasem Brenna, poobijana najpierw przez kopniaka, potem przez kotłowaninę z Dumą, a wreszcie przez to ostatnie zaklęcie, zrobiła to, co zdarzało się jej robić bardzo często w ostatnich trzech miesiącach.
Błyskawicznie zagłębiła palce w trawie i ziemi na brzegu dołu, chcąc się z niego wygrzebać. Szybko, zanim ten cholery gość dopadnie któreś z nich. Co nie było takie łatwe, gdy palce prawej ręki wciąż zaciskała na różdżce.
- SPIERDALAJ STĄD, CANE!!! - wrzasnęła jeszcze na wszelki wypadek, bo jeśli on by zniknął, ona w najgorszym razie mogłaby się deportować. W jaki sposób miałaby wyjaśnić to wszystko Prewettowi, wolała się w tej chwili nie zastanawiać. Może po prostu będzie szła wtedy w zaparte, że wcale jej tu nie było.
Na obronę przed Dumą
a tu rzuty, z których wychodzi, że skoczy na nią Duma, i że to ona oberwie spellem
...w tym momencie wpadł na nią Duma.
Trudno powiedzieć, czy nie zrozumiał polecenia Laurenta i założył, że ma bronić człowieka atakowanego przez wilczycę, czy też po prostu chciał rzucić się na mężczyznę, ale kiedy ten poruszył się, próbując uwolnić z wilczego uścisku, nie zdołał wyhamować pędu. Wpadł bowiem prosto na Brennę. Ta, chociaż nie rozumiała, co dokładnie się dzieje, odruchowo, szarpnęła się, zrzucając z siebie zwierzaka - bo wcale nie była małym ani słabym wilczkiem, a "należała" do największych przedstawicieli gatunku. Duma padł na ziemię kawałek dalej.
Tyle że to dało mężczyźnie dość czasu, aby wydobył różdżkę.
Czar trafił prosto w wilczycę, odrzucając ją z dużą siłą. Potraktowana zaklęciem czarodziejka straciła kontrolę nad przemianą: już w locie wilcze ciało przemieniło się i choć w powietrze wyrzucono wilczycę, to przecięła je już kobieta, która znikła Laurentowi i Cane'owi z oczu, wpadając gdzieś pomiędzy rośliny.
Kiedy poczuła, że stacza się do jakiegoś cholernego dołu, w głowie miała tylko jedną myśl.
Cholera, znowu?!
To był jeden z tych dni, gdy absolutnie wszystko, co mogło pójść nie tak, właśnie tak szło.
- Bre! - zawołał Cane mimowolnie się oglądając. Połączenie faktów w kwestii tego, skąd nagle wilk zamieniający się w kobietę, nie było takie trudne, zważywszy na to, że sam się z nią skontaktował. Zdawał się niezdecydowany, zawahał, jakby nie wiedząc, czy pozwolić pociągnąć się za ścianę z roślinności, czy próbować rzucić się na pomoc. Tyle że... chyba nawet nie miał różdżki - stracił ją gdzieś po drodze, inaczej przecież mógłby przynajmniej próbować bronić się przed atakiem.
Tymczasem Brenna, poobijana najpierw przez kopniaka, potem przez kotłowaninę z Dumą, a wreszcie przez to ostatnie zaklęcie, zrobiła to, co zdarzało się jej robić bardzo często w ostatnich trzech miesiącach.
Błyskawicznie zagłębiła palce w trawie i ziemi na brzegu dołu, chcąc się z niego wygrzebać. Szybko, zanim ten cholery gość dopadnie któreś z nich. Co nie było takie łatwe, gdy palce prawej ręki wciąż zaciskała na różdżce.
- SPIERDALAJ STĄD, CANE!!! - wrzasnęła jeszcze na wszelki wypadek, bo jeśli on by zniknął, ona w najgorszym razie mogłaby się deportować. W jaki sposób miałaby wyjaśnić to wszystko Prewettowi, wolała się w tej chwili nie zastanawiać. Może po prostu będzie szła wtedy w zaparte, że wcale jej tu nie było.
Na obronę przed Dumą
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 56
Sukces!
Sukces!
a tu rzuty, z których wychodzi, że skoczy na nią Duma, i że to ona oberwie spellem
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.