• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[sylwester 1967r] Talk Show Host

[sylwester 1967r] Talk Show Host
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
04.10.2023, 14:45  ✶  

Niektóre rzeczy potrzebowały miłości w swoim oddaniu. Potrzebowały nie magicznej sztuczki, która pozwoli im od razu stanąć na nogach, a słodkich szeptów, obietnic i samodzielnej nauki tego wstawania. Niektóre rzeczy były po prostu piękniejsze, kiedy poświęcałeś im swoje chwile. Oddawałeś zmysły, poświęcałeś umysł. Przenikały twoją duszą - tak powstawały cuda takie jak to miejsce. Szklarnia magiczna, a jednak wcale nie zaklęta magią. To niebieskie oczy Bellamyego je zaklinały. Jego palce i jego gesty. Jego serce, kiedy wkładał je w każde muśnięcie i każdą troskę, jaką przelewał na szkice, a ze szkicy na żywą prawdę. W tym niebie, zwierciadłach jego duszy, było dlatego widoczne coś więcej niż puste znużenie balem czy zwyczajne... "lubię kwiaty". Jakże to brzmiałoby banalnie i zupełnie leniwie na jego ustach! "Lubię kwiaty" było takim samym niedopowiedzeniem jak powiedzenie przez Laurenta, że "lubi morze". Nie, to nie było to. Aż dziw, że te niebieskie oczy Bella nie zieleniały w umiłowaniu do miejsca, w którym się znajdował i czasie, jaki spędził, aby wszystko tak wyglądało. A najlepsze było to, że Laurent nawet nie miał pojęcia, że stoi przed osobą, która za ten cud odpowiada. I teraz również mogłabym powiedzieć, że przecież on też lubił kwiaty. Kochał je. Mógłby stworzyć całą kreację z liści i płatków, a mówienie o tym, że kwiaty doskonale wyglądały kwitnąc w ogrodzie niż zerwane do wazonu uważał za marzycielską i nieprawdziwą wizję ludzi, którzy starali się ukryć brzydką prawdę za ślicznymi słówkami. Kwiaty wszędzie wyglądały doskonale i nie było żadnej straty w przycinaniu ich. I tak w końcu trzeba było to zrobić, by mogły rosnąć i kwitnąć na nowo.

Rumieńce były bardzo zdrową reakcją. Bardzo piękną. Przypominały o tym, że człowiek nie tylko żyje, ale żyje i jego serce, bijąc mocno, pompując krew i buzując przez żyły wszystkie emocje, dla których warto było żyć. Czy wcześniej te rumieńce gościły na tej porcelanowej twarzy ozdobionej woalem nocy w postaci włosów Bellamyego? Może. Chyba? Jeśli nawet Laurent pomyślał inaczej, niż że był to efekt po prostu zimna nie dał po sobie tego poznać.

- Bardzo mi pochlebia, że zostałem zapamiętany ze wspomnień i rozpoznany mimo bycia rozmytym tłem twojej rzeczywistości. - Och, bo to naprawdę było pochlebiające! Szczególnie, że Bell zdawał się zupełnie nie mówić o tym w negatywie. W jego ustach brzmiało to jak komplement. Ale może dlatego, że same te usta były komplementem. Przyjemnie było być rozpoznanym, ot tak po prostu. Przynajmniej jemu to pochlebiało. Może to było ze strony mężczyzny tylko grzecznościowe, ale pewne niedomówienia, półprawdy - jemu to nie przeszkadzało. Tak jak fałsz panujący wśród towarzystwa był codziennością, z jaką sobie radził i do której się uśmiechał. To wszystko było jedną wielką grą, zbieraniną prób wygrania między pragnieniami a kulturą osobistą.

- Uważam, że nie mam ni krztyny talentu pisarskiego. Ale dziękuję, miło mi, że uważasz inaczej. - Wiele osób mówiło mu, że powinien pisać książki, miało go za poetę, albo mówiło, że jak poeta się wysławia. Były osoby, którym tego szczędził. Ale i były takie jak Bellamy - osoby, które chciał objąć swoją adoracją, zaciekawiony, zaintrygowany i zauroczony. Dla takich osób warto się było starać. - Rzeczywiście nie mam doświadczenia z Paryżem ani latem, ani zimą, ani podczas jakiejkolwiek innej pory roku. - Wypowiadanie się więc, czy uważałby inaczej czy też nie mijało się dla niego z celem, bo tylko by się skompromitował. - Chciałem jedynie pokazać, że czasem wystarczy inaczej spojrzeć na obraz przed oczami. Nie tym nagim okiem. Czymś więcej... może tym samym, co właśnie masz w spojrzeniu, kiedy patrzysz na te róże. - To było specyficzne doznanie, kiedy patrzyłeś na coś, co wyzwalało nieco więcej niż czysto wzorkowe emocje.

- Aaach, jakoś nie potrafię się gniewać... - Coś prosiło się tutaj o dodanie apropo języka, ale Laurent bardzo celowo przeciągnął nieco ostatnie słowo, jakby dopowiedzieć coś zamierzał. Ale jednak nie. I to nie brzmiało, jakby się wycofał, tylko jakby zakończenie samo chciało zostać dodane. Na przykład... o tym, że on na plastyczność języka nie narzekał. I bynajmniej nie chodziło o wymogę. - Na szczęście zachwyciła mnie osoba, która opanowała oba w niesamowicie sprawnym stopniu. Bardzo imponujące. - Bo nie brzmiał nawet z wyraźnym akcentem, nie kaleczył angielskiego, mówił bardzo płynnie, gładko i widać było, że nie potrzebował zastanowienia, żeby przenieść się na ten język.

- To nie ja czaruję. To ja jestem oczarowywany. - Odparł gładko, mając ochotę zbliżyć się, by przesunąć palcami po tej samej róży, by przekonać się, czy palce Bella pozostawiły na niej jakikolwiek swój ślad. Albo może po to, żeby jeszcze raz dotknąć jego palców..? Niewinność była potężną bronią. Ludzie kochali to, co niewinne. Anielskie. Chcieli sięgać do białych piór, by zerwać ich chociaż kilka dla siebie. Zabrać ciepło i nieskazitelność. Bellamy jednak niewinny się nie wydawał. I nie chodziło o to, żeby robił fałszywe ruchy, choć dla Laurenta zaprezentował się tej śmielszej strony. Bardziej chodziło o to, jak chłonął to, co do niego mówił. A Laurent badał. Sprawdzał. Przekonywał się. Chciał do siebie przyciągnąć. Stać się magnesem, żeby Bell był opiłkami żelaza niezdolnymi walczyć z prawami fizyki. To zawsze bywała ryzykowna gra w świecie ostracyzmu społecznego. Ale przecież tutaj nikogo nie było, prawda? Tylko oni dwaj...

- Niestety ubolewam nad tym, że ze względów zdrowotnych wręcz nie mogę go pić. Dlatego punkt, w którym przyjęcia już przelały zbyt wiele alkoholu, staje się punktem, w którym miejsce takie jak to, z takim towarzystwem, staje się Rajem. - Oparł się jedną ręką o kamienną półkę, na której stały kolejne kwiaty w donicach. Ale kwiaty już przestały go interesować.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bell Dupont (3771), Laurent Prewett (4905)




Wiadomości w tym wątku
[sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Laurent Prewett - 26.09.2023, 17:41
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Bell Dupont - 30.09.2023, 12:37
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Laurent Prewett - 30.09.2023, 14:41
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Bell Dupont - 03.10.2023, 15:23
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Laurent Prewett - 04.10.2023, 11:58
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Bell Dupont - 04.10.2023, 13:24
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Laurent Prewett - 04.10.2023, 14:45
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Bell Dupont - 04.10.2023, 20:09
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Laurent Prewett - 04.10.2023, 20:51
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Bell Dupont - 05.10.2023, 18:35
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Laurent Prewett - 06.10.2023, 12:27
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Bell Dupont - 07.10.2023, 17:10
RE: [sylwester 1967r] Talk Show Host - przez Laurent Prewett - 08.10.2023, 10:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa