04.10.2023, 17:47 ✶
Catherine nie mieszkała może w najbardziej ruchliwej części Londynu, ale mimo wczesnej pory mijali mugoli spieszących do pracy czy po sprawunki. Stolica Anglii była jednym z tych miejsc, w których ciężko o ciszę i prywatność. Czy pośród ludzi wokół był ktoś z Ministerstwa albo jakiś śmierciożerca…? Czy ktoś jedzący śniadanie w knajpie po drugiej stronie ulicy nie zerkał tutaj, by sprawdzić, czy w okolicy nie pojawi się nikt podejrzany? Tego niestety nie wiedzieli. Może mężczyzna kupujący coś w pobliskim kiosku był aurorem, może kobieta wyglądająca z okna na parterze na ulicę współpracowała ze śmierciożercami? A może wcale nie. Jedyne informacje, jakimi dysponowali, były następujące: minęło kilka godzin od chwili, gdy aurorzy dotarli na miejsce zaginięcia Catherine, i zapewne szukali jej jakieś dwie czy trzy godziny dłużej od nich. Śmierciożercy z kolei zaczęli trzy – cztery godzinie wcześniej od aurorów. I prawdopodobnie i jedni, i drudzy mogli wiedzieć, gdzie znajdowało się mieszkanie. Musieli też być dyskretni, używając magii – w niemagicznym Londynie sporą kartą atutową była magia bezróżdżkowa Dory.
To mieściło się na pierwszym piętrze kamienicy. Wiedzieli, że niegdyś Catherine mieszkała tu ze swoją przyjaciółką – tą, która stała się jedną z ofiar Mulcibera. Opuściła ten lokal jakieś dwa miesiące temu, kiedy Ministerstwo Magii przydzieliło jej ochronę, ale na razie nie zabrano stąd rzeczy Barlow i jeszcze nikomu nieruchomości nie wynajęto. Dostać się do środka można było po prostu wchodząc do kamienicy (zapewne musieliby posłużyć się alohomorą) – klatka była wspólna, i mijało się drzwi, wiodące do poszczególnych mieszkań. Drugą opcją był niewielki balkonik, na tyle niski, że sprawni fizycznie Erik i Mavelle nie powinni mieć większych problemów, aby się na niego dostać. Tutaj jednak istniało pewne ryzyko, że chociaż nie wychodził na główną ulicę, przyciągną do siebie uwagę.
Nic nie wskazywało na to, że ktoś wcześniej próbował włamania, przynajmniej nie gdy stali na ulicy. Nie dostrzegali też nikogo podejrzanego, ale przecież nie każdy, kto obserwował jakieś miejsce, musiał od razu wzbudzać podejrzenia...
To mieściło się na pierwszym piętrze kamienicy. Wiedzieli, że niegdyś Catherine mieszkała tu ze swoją przyjaciółką – tą, która stała się jedną z ofiar Mulcibera. Opuściła ten lokal jakieś dwa miesiące temu, kiedy Ministerstwo Magii przydzieliło jej ochronę, ale na razie nie zabrano stąd rzeczy Barlow i jeszcze nikomu nieruchomości nie wynajęto. Dostać się do środka można było po prostu wchodząc do kamienicy (zapewne musieliby posłużyć się alohomorą) – klatka była wspólna, i mijało się drzwi, wiodące do poszczególnych mieszkań. Drugą opcją był niewielki balkonik, na tyle niski, że sprawni fizycznie Erik i Mavelle nie powinni mieć większych problemów, aby się na niego dostać. Tutaj jednak istniało pewne ryzyko, że chociaż nie wychodził na główną ulicę, przyciągną do siebie uwagę.
Nic nie wskazywało na to, że ktoś wcześniej próbował włamania, przynajmniej nie gdy stali na ulicy. Nie dostrzegali też nikogo podejrzanego, ale przecież nie każdy, kto obserwował jakieś miejsce, musiał od razu wzbudzać podejrzenia...