Jako odpowiedzialny właściciel zwierząt nie mógł pozwolić na to aby kogoś pogryzły. Nie potrafiłby udzielić pierwszej pomocy w takiej sytuacji a wezwanie uzdrowiciela z dala od miasta byłoby trochę skomplikowane. Najrozsądniejszym w obecnej sytuacji byłoby przetransportowanie poszkodowanej do centrum Doliny Godryka. To byłby w stanie zrobić, choć trochę by to trwało. Dzięki jego szybkiej reakcji udało się tego uniknąć. Na całe szczęście.
Na posiadanie psidwaków potrzeba było zezwolenia wydawanego przez Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, wydawanego po przejściu testu. Przypadkiem pogryzienia człowieka przez psidwaki niewątpliwie zainteresowało się Ministerstwo Magii i miałby z tego sporo problemów. Nie chciałby aby zostały mu odebrane. Nie chciałby również tego aby one ucierpiały, gdyby ta dziewczyna próbowałaby się jakoś bronić. Z użyciem magii lub bez.
Sytuacja wydawała się opanowana, jednak psidwaki nie przestawały warczeć na tę dziewczynę. Jednocześnie wyglądało to nieco zabawnie, bowiem na smyczy i chowając się za jego nogami nie były już takie odważne. W dalszym ciągu nie wiedział co w nie wstąpiło. Odwzajemnił posłany mu uśmiech, z dołeczkami w policzkach. Nie zamierzając zakłócać dziewczynie odpoczynku na łonie łonie natury dłużej niż to koniecznie, zamierzał niebawem ruszyć dalej. Jeśli odejdzie stąd to stojące za nim psidwaki powinny przestać się denerwować i powarkiwać na wstającą z trawy dziewczynę.
— Z tym się zgadzam, jestem za nie odpowiedzialny. Na szczęście udało się uniknąć rozlewu krwi po obu stronach. — Przyznał dziewczynie rację. Poczuł pewną ulgę z powodu takiego, a nie innego zakończenia tej sytuacji. Nie ukrywał tego. Nie był obojętny na los zwierząt i byłby w stanie zrobić wiele aby ktoś nie skrzywdził jego pupili ani pozostałych zwierząt, magicznych lub nie.
— Philip Nott. Miło mi. To nie panny wina. Nie wiem co w nie wstąpiło. Dzisiaj jest naprawdę piękna pogoda i postanowiłem spuścić je ze smyczy aby trochę pobiegały po tej łące zanim wejdziemy do lasu. — Przedstawił się z uśmiechem i delikatnie uścisnął wyciągniętą ku niemu dłoń. Nie obwiniał ją za przerwanie mu spaceru. Po prostu się stało. Nie za bardzo rozumiał dlaczego, ale wiedział że zwierzęta wyczuwają więcej, niż ludzie. Powinien w jakimś stopniu przewidzieć to, że w ten piękny, letni dzień ktoś postanowi skorzystać ze słonecznej pogody. On również spoglądał na swoje psidwaki, które jakoś sobie radziły z tą sytuacją. Musiał mieć je na oku, skoro zdecydował się zamienić z Elaine kilka słów.