04.10.2023, 18:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.10.2023, 18:19 przez Brenna Longbottom.)
Brenna kazała uciekać z prostego powodu… będąc w dziurze nie miała pojęcia, jak wygląda sytuacja, i czy przypadkiem Cane zaraz nie zginie od jakiegoś zaklęcia, co zrobi Prewett… i cóż… czuła trzy tropy.
Jak się okazało… nie pomyliła się.
Zaklęcie świsnęło jej tuż nad głową, kiedy w ostatniej chwili padła na kolana, unikając czerwonego promienia. Pierwszy napastnik teraz był związany jej czarem, ale och, to była ta sytuacja, gdy Brenna już witała się z gąską, już sądziła, że kogoś aresztuje, a przynajmniej przepyta, kiedy nagle brama ogródka zatrzasnęła się i wilk odkrył, że pilnuje go bardzo wściekły myśliwy.
Drgnęła, słysząc śpiew. Ale nic się nie działo – pieśń selkie nie zadziałała na nią tak, jak tamtego kwietniowego dnia, gdy podążyła za nią do wody, omamiona magią i kryjącą się w niej fałszywą obietnicą, czymś, co nigdy nie było jej pisane. Nie dostrzegła nawet, że coś dzieje się z lasem, że drzewa zdają się poruszać, bo była zbyt skupiona na walce, aby być w stanie wychwycić drobne halucynacje, sprowadzone mocą krwi dziecka morza.
– Laurent, zabierz go stąd po prostu! – zawołała, bo wyglądało na to, że Prewett ostatecznie z sobie tylko znanych przyczyn – odruchu, znajomości z Canem, czy jakiegoś zaćmienia – stanął po ich stronie. Machnęła różdżką, tym razem zamierzając drugiemu z napastników, skrywającego się gdzieś w mroku drzew, jego własną broń z ręki. Ten czar zadziałał: różdżka wyrwała się z ręki mężczyzny i poleciała gdzieś w ciemność…
…tyle że mężczyzna spętany więzami, wciąż miał własną różdżkę. Wycelował w Brennę i pomknęło ku niej zaklęcie, a próba rzucenia tarczy…
Bardzo, bardzo nie zadziałała.
Coś się stało po prostu i Brenna poczuła w dłoni ostry ból, a chwilę później czar trafił w nią i ponownie odrzucił. Tym razem trafiła w pień drzewa, uderzając w nie z dużą siłą, tak że na moment ją zamroczyło z bólu. Z trudem utrzymała różdżkę w ręku. Można było powiedzieć, że i tak miała ogromne szczęście – bo napastnik numer dwa rzucił się szukać swojej różdżki, a ten pierwszy korzystając z sukcesu, zamiast zaatakować drugi raz, pozbył się krępujących go więzów.
Na tarczę
Na wytrącanie różdżki
Jak się okazało… nie pomyliła się.
Zaklęcie świsnęło jej tuż nad głową, kiedy w ostatniej chwili padła na kolana, unikając czerwonego promienia. Pierwszy napastnik teraz był związany jej czarem, ale och, to była ta sytuacja, gdy Brenna już witała się z gąską, już sądziła, że kogoś aresztuje, a przynajmniej przepyta, kiedy nagle brama ogródka zatrzasnęła się i wilk odkrył, że pilnuje go bardzo wściekły myśliwy.
Drgnęła, słysząc śpiew. Ale nic się nie działo – pieśń selkie nie zadziałała na nią tak, jak tamtego kwietniowego dnia, gdy podążyła za nią do wody, omamiona magią i kryjącą się w niej fałszywą obietnicą, czymś, co nigdy nie było jej pisane. Nie dostrzegła nawet, że coś dzieje się z lasem, że drzewa zdają się poruszać, bo była zbyt skupiona na walce, aby być w stanie wychwycić drobne halucynacje, sprowadzone mocą krwi dziecka morza.
– Laurent, zabierz go stąd po prostu! – zawołała, bo wyglądało na to, że Prewett ostatecznie z sobie tylko znanych przyczyn – odruchu, znajomości z Canem, czy jakiegoś zaćmienia – stanął po ich stronie. Machnęła różdżką, tym razem zamierzając drugiemu z napastników, skrywającego się gdzieś w mroku drzew, jego własną broń z ręki. Ten czar zadziałał: różdżka wyrwała się z ręki mężczyzny i poleciała gdzieś w ciemność…
…tyle że mężczyzna spętany więzami, wciąż miał własną różdżkę. Wycelował w Brennę i pomknęło ku niej zaklęcie, a próba rzucenia tarczy…
Bardzo, bardzo nie zadziałała.
Coś się stało po prostu i Brenna poczuła w dłoni ostry ból, a chwilę później czar trafił w nią i ponownie odrzucił. Tym razem trafiła w pień drzewa, uderzając w nie z dużą siłą, tak że na moment ją zamroczyło z bólu. Z trudem utrzymała różdżkę w ręku. Można było powiedzieć, że i tak miała ogromne szczęście – bo napastnik numer dwa rzucił się szukać swojej różdżki, a ten pierwszy korzystając z sukcesu, zamiast zaatakować drugi raz, pozbył się krępujących go więzów.
Na tarczę
Rzut N 1d100 - 1
Krytyczna porazka
Krytyczna porazka
Na wytrącanie różdżki
Rzut PO 1d100 - 43
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.