Odetchnęła z ulgą, gdy usłyszała słowa, które wypowiedziała Brenna. Będzie dobrze. Jeśli Longbottom tak mówiła, to nie mogło być inaczej. Nie pozwoliłaby na to, żeby Erik przemienił się przy tych wszystkich ludziach - co do tego była pewna. Ulżyło jej, bo na początku spanikowała. Wiedziała, że jej przyjaciel nie pozwoliłby na to, żeby ryzykować, ale co jeśli nie wiedział nic o tym, co działo się na niebie, to wszystko mogło być dziełem przypadku. Na całe szczęście przyjaciółka twierdziła inaczej. To musiał być pierwszy raz, kiedy Erik widział pełnię księżyca, zastanawiała się, jak mu z tym jest, bo nie była to dla niego codzienność od wielu lat. - Dobrze. - Rzekła jeszcze do Brenny spokojniejszym tonem.
Nie mogły zbyt długo debatować nad tym tematem, bo obok nich pojawił się ktoś jeszcze. Figg musiała zadrzeć głowę wysoko do góry, żeby zobaczyć twarz mężczyzny. Tak już wygląda życie osób, które wzrostem przypominają gobliny.
Mężczyzna jej nie zauważył, przynajmniej na początku, co spowodowało delikatne zawstydzenie u Norki. Nigdy do końca nie pogodziła się z tym, że jej nie zauważano, dlatego też zaczęła nosić krzykliwe stroje, żeby faktycznie zaznaczyć swoją obecność. Tym razem to nie wystarczyło. Na szczęście przyjaciółka wspomniała o tym, że i ona się tutaj znajduje. Jak zawsze ją uratowała. - Leciutko, to chyba dosyć delikatnie powiedziane. - Rzekła z uśmiechem, nie zamierzała żywić urazy o taką pierdołę. - Miło mi pana poznać, Nora Figg. - Powiedziała jeszcze, bo chyba wypadało, uścisnęła dłoń mężczyzny delikatnie, tak jak można się było tego spodziewać.
Coraz więcej znajomych twarzy pojawiało się na polanie. - Dobry wieczór! - Odparła z entuzjazmem, gdy obok nich zupełnie znikąd zjawił się Laurent ze swoją towarzyszką, której Norka nie znała. Dobrze było go zobaczyć.
Tuż po przytulaśnym przywitaniu Prewett przedstawił im swoją tajemniczą znajomą. Cóż, nie ma się, co dziwić, że Figg jej nie znała skoro przyjechała tutaj z Egiptu. Norka uśmiechnęła się do niej na przywitanie dosyć promiennie, jak miała w zwyczaju. Nazwisko mężczyzny, którego wcześniej poznała również brzmiało dosyć egzotycznie. Czy to był jakiś zlot obcokrajowców? Nie miała pojęcia. Trochę jej głupio było, że jest taką zwykłą Norą z Pokątnej, która nie ma zbyt wiele do powiedzenia.
Wtedy podszedł do nich prawdziwy wielkolud. Przy nim to dopiero Nora poczuła się niezbyt bezpiecznie. Miała chęć schować się za Brenną, ale tego nie zrobiła, żeby nie sprawić mu przykrości, chociaż walczyła ze sobą bardzo mocno. - Dzień dobry. - Powiedziała cicho, bardzo speszona. Najchętniej to by dała dyla za siebie i zniknęła gdzieś w tłumie. Zdecydowanie nie czuła się dobrze w tym kolorowym towarzystwie. Miała wrażenie, że zupełnie do nich nie pasuje.