04.10.2023, 22:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2024, 14:54 przez Brenna Longbottom.)
Cel.
Brenna też miała cel. W jakimś innym życiu – gdzie nigdy nie pojawił się Voldemort – może po prostu żyłaby zwykłym życiem – ale w tym skupiała się głównie na próbach ochrony ludzi, tych bliskich i tych mniej bliskich przed śmierciożercami. Ustawiła się więc z prawej strony Cane’a, wciąż z różdżką, chociaż jej palce, pokryte krwią, ślizgały się po drewnie i nie była pewna, ile zdoła rzucić zaklęć, a biodro i żebra sprawiały, że utykała z każdym krokiem nieco bardziej. Szła jednak do przodu bardzo uparcie.
– Nie – zaprotestowała, dość gwałtownie, kiedy Prewett wspomniał o Mungu. Ale zaraz uświadomiła sobie, że w gruncie rzeczy byłoby dobrze, gdyby Cane dostał ochronę Ministerstwa, a tych dwóch zaczęto by szukać oficjalnie. – Nie do mnie.
– Bre?
– Przecież nie chcesz się ukrywać – powiedziała Brenna z pewnym znużeniem, kiedy zbliżali się coraz bardziej do domu. Gdyby chciał, pomogłaby mu, ale podejrzewała, że ten mężczyzna tego nie zechce. – Pomogę ci znaleźć inne lokum, ale właściwie najlepiej, jeśli tych dwóch zaczną ścigać oficjalnie. Tylko…
Zawahała się.
Bo wiedziała, że Cane zrobi dokładnie to, o co poprosi, ale dlaczego Laurent Prewett miałby dla niej kłamać?
– Tylko? – spytał Cane, dość cicho.
– Najlepiej, gdyby nikt nie wiedział, że naprawdę dobrze znam Cane'a – stwierdziła w końcu sucho. Kiedyś chciała zwracać na siebie uwagę, odciągnąć ją od Idy i od Patricka. Ale teraz pół świata patrzyło na Stewarda, a Moody… Brenna nie wiedziała tak naprawdę, co robiła dotąd, była jednak świadoma, co spotkało ją teraz. A to oznaczało, że ona powinna chociaż na jakiś czas przestać robić wokół siebie tyle zamieszania. Tyle że nijak jej to nie wychodziło. – Nie byłoby dobrze, jeśli do uszu śmierciożerców dotarłoby, że po godzinach pracy pomagam komuś z rodziny mugoli. A zwłaszcza nie powinni o tym usłyszeć Edward Prewett i Victoria Lestrange. Wiem, że to twój ojciec, Laurent, ale pewnie narobiłby mi kłopotów. A Tori kocham, ale… jej rodzina ceni sobie czystość krwi, a wola rodu zawsze była dla niej ważna. Niekoniecznie chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że przyjaźnię się z mugolakami. To ściągnie dużo uwagi.
Nie patrzyła na Prewetta.
Choć całą sobą czekała na reakcję. Bo od niej… zależało wiele. Niekoniecznie dobro samej Brenny – w końcu wielu już i tak widziało w niej zdrajczynię krwi i wiedziała, że śmierciożercy wykorzystają każdą okazję, by jej zaszkodzić. Ale być może pewna idea, rodząca się jej w głowie… już tak.
Brenna też miała cel. W jakimś innym życiu – gdzie nigdy nie pojawił się Voldemort – może po prostu żyłaby zwykłym życiem – ale w tym skupiała się głównie na próbach ochrony ludzi, tych bliskich i tych mniej bliskich przed śmierciożercami. Ustawiła się więc z prawej strony Cane’a, wciąż z różdżką, chociaż jej palce, pokryte krwią, ślizgały się po drewnie i nie była pewna, ile zdoła rzucić zaklęć, a biodro i żebra sprawiały, że utykała z każdym krokiem nieco bardziej. Szła jednak do przodu bardzo uparcie.
– Nie – zaprotestowała, dość gwałtownie, kiedy Prewett wspomniał o Mungu. Ale zaraz uświadomiła sobie, że w gruncie rzeczy byłoby dobrze, gdyby Cane dostał ochronę Ministerstwa, a tych dwóch zaczęto by szukać oficjalnie. – Nie do mnie.
– Bre?
– Przecież nie chcesz się ukrywać – powiedziała Brenna z pewnym znużeniem, kiedy zbliżali się coraz bardziej do domu. Gdyby chciał, pomogłaby mu, ale podejrzewała, że ten mężczyzna tego nie zechce. – Pomogę ci znaleźć inne lokum, ale właściwie najlepiej, jeśli tych dwóch zaczną ścigać oficjalnie. Tylko…
Zawahała się.
Bo wiedziała, że Cane zrobi dokładnie to, o co poprosi, ale dlaczego Laurent Prewett miałby dla niej kłamać?
– Tylko? – spytał Cane, dość cicho.
– Najlepiej, gdyby nikt nie wiedział, że naprawdę dobrze znam Cane'a – stwierdziła w końcu sucho. Kiedyś chciała zwracać na siebie uwagę, odciągnąć ją od Idy i od Patricka. Ale teraz pół świata patrzyło na Stewarda, a Moody… Brenna nie wiedziała tak naprawdę, co robiła dotąd, była jednak świadoma, co spotkało ją teraz. A to oznaczało, że ona powinna chociaż na jakiś czas przestać robić wokół siebie tyle zamieszania. Tyle że nijak jej to nie wychodziło. – Nie byłoby dobrze, jeśli do uszu śmierciożerców dotarłoby, że po godzinach pracy pomagam komuś z rodziny mugoli. A zwłaszcza nie powinni o tym usłyszeć Edward Prewett i Victoria Lestrange. Wiem, że to twój ojciec, Laurent, ale pewnie narobiłby mi kłopotów. A Tori kocham, ale… jej rodzina ceni sobie czystość krwi, a wola rodu zawsze była dla niej ważna. Niekoniecznie chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że przyjaźnię się z mugolakami. To ściągnie dużo uwagi.
Nie patrzyła na Prewetta.
Choć całą sobą czekała na reakcję. Bo od niej… zależało wiele. Niekoniecznie dobro samej Brenny – w końcu wielu już i tak widziało w niej zdrajczynię krwi i wiedziała, że śmierciożercy wykorzystają każdą okazję, by jej zaszkodzić. Ale być może pewna idea, rodząca się jej w głowie… już tak.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.