Philip z Nieve miał styczność już nie pierwszy raz i dlatego rościł sobie prawo do rozpieszczania należącej do Laurenta sowy. Ze szczerym uśmiechem spoglądał na Nieve przytulającą się do znacznie mniejszej Stłuczki. Tej samej, którą Laurent zwykł przetrzymywać dłużej, niż to konieczne. Nawet mu się nie dziwił, ponieważ dobrze wiedział, że Stłuczka potrafiła kraść ludziom serca i urzekać swoją słodyczą.
Miło być przez kogoś wyczekiwanym, choć Philip nie oczekiwał aby Laurent czekał na jego przybyciem stojąc z uchem przy drzwiach. Tym bardziej, że wybrany przez niego tym razem sposób transportu nie dorównywał szybkością świstoklikom czy Sieci Fiuu i dlatego do czasu jego przybycia Laurent mógł zajmować się swoimi sprawami. Za każdym razem, ilekroć spędzał czas w New Forest, to miał wrażenie, że w tym zakątku Anglii świeci słońce z całą swoją mocą przez cały rok. To miejsce cechowała tak przyjemnie sielska atmosfera, której nic nie było w stanie zakłócić i to niezależnie od pory roku.
Po zapukaniu do drzwi słyszał dobiegające zza nich stłumione kroki gospodarza, który po chwili stanął na progu swojego domu. Uśmiechnął się na jego widok i samemu objął wyższego mężczyznę na powitanie. To była kolejna rzecz, którą bardzo doceniał w tym malowniczym zakątku. Towarzyszyło mu przeświadczenie, że tu znacznie łatwiej było odetchnąć od zgiełku magicznego Londynu, niż w Dolinie Godryka. Oczywiście, to miało związek z witającym go Laurentem, który zawsze starał się go jak najlepiej ugościć. Jedynie co zdawało mu się nieco przeszkadzać było to, że właśnie w tych stronach było znacznie zimniej, niż w Dolinie Godryka czy w Londynie. Gdyby miał wybrać miejsce w tych okolicach, w których miałby kupić dom, to wybrałby z dala od morza, nad jeziorem albo blisko lasu.
— Tak? A myślałem, że piękniejsze stać się już nie może. Jeszcze zapragnę kupić dom gdzieś w tej części Anglii. — Skierował do niego retoryczne pytanie. Długi lot wysoko w powietrzu sprawił, że jego oznaczone dołeczkami policzki pokryły się delikatnym rumieńcem, który za sprawą słów blondyna stał się nieco wyraźniejszy. Sprawiał wrażenie lekko zmieszanego. Zdecydowanie mógłby kupić w tych stronach dom, do którego przenosiłby się na kilka dni od wiosny do jesieni, a może i przez cały rok. Przed wejściem do środka wytarł buty, jednak ich nie zdjął. Oparł swoją miotłę o ścianę w przedsionku.
— Dzień dobry, Laurie. Nie mogłem Ci odmówić. Chętnie się wybiorę z Tobą na długą przechadzkę i zobaczę wszystko, co zechcesz mi tego dnia pokazać. — Przywitał go serdecznie, pozwalając mu tak świergotać i roztaczać przed nim bardzo przyjemną wizję spędzania czasu na długiej przechadzce. — Nic się nie stało, Laurie. Nie masz za co przepraszać. Bardzo chętnie. Nie odmówiłbym kufla podawanego na ciepło piwa kremowego. Jeśli nie masz to poproszę kawę. Mam za sobą długi lot a tutaj jest znacznie zimniej, niż w magicznym Londynie. — Zapewnił go. Naprawdę to nie stanowiło to dla niego żadnego problemu. Zamarzył mu się taki kufel kremowego piwa na ciepło, o ile Laurent posiadał mały zapas tego napoju w butelkach. Jeśli nie to wystarczy kawa.