10.11.2022, 11:43 ✶
Być może, gdyby miała więcej czasu, wymyśliłaby jakieś lepsze zaklęcie. To niekoniecznie było najlepszym wyborem, podyktowanym pośpiechem, zdenerwowaniem i świadomością, że pędy miażdżą jej łydkę. Padło na nie głównie dlatego, że inne, które przychodziły jej do głowy, mogłyby nie zadziałaś na roślinę, istniała spora ryzyka pudła... a następnego niewykluczone, że nie zdołałaby już rzucić.
Płomyki zostały ugaszone, pozostawiając po sobie ślady wypalenia na spodniach. Brenna miała szczęście, że tego dnia nie poszła w ślady Dory i zdecydowała się na spodnie, w dodatku z jeansu.
- Co jest mordercze, ruchome i boi się ognia? To kurestwo, które omal mnie nie porwało - zażartowała, podciągając ostrożnie nogawkę. Na skórze nie było śladów poparzeń, za to roślina odcisnęła się na niej czerwienią tam, gdzie oplotła nogę. Brenna miała gwarantowane, że jeżeli nie użyje odpowiedniej maści, wkrótce łydka zaprezentuje światu wszystkie kolory tęczy, a ją samą będzie to cholernie bolało.
- Podobno tak, ale właściwie tylko dla tych, którzy są zagrożeniem dla Greengrassów - wydyszała, wstając powoli i sprawdzając, czy zdoła utrzymać ciężar ciała na nodze. Palce wciąż zaciskała na różdżce, a wzrok utkwiła w potężnym pniu, a raczej w jego dziurze. - Nie każde jest magiczne... chyba magicznie drzewo, nie pozwoliłoby, żeby zagnieździło się w nim... coś?
Zerknęła tu na Dorę, dość krótko. To ona z nich dwóch lepiej znała się na roślinach. I tych morderczych, i tych mniej zabójczych.
– Gadałam do tych drzew, uderzałam w korę, przytulałam je i właziłam na nie – przyznała Brenna, Poważna Pani Brygadzistka. W gruncie rzeczy potrafiła to wszystko robić nadal. Chociaż teraz zwykle mówiła do drzew albo się na nie wpisała, kiedy była pewna, że za wiele osób je nie zobaczy. Tak czy inaczej, nigdy żadne jej nie zaatakowało. Albo nie były dostatecznie blisko Kniei Godryka, a drzewa były tylko drzewami, albo nigdy nie uznały Brenny za zagrożenie. – Jakiś pomysł, jak to coś… stąd usunąć? – spytała z wahaniem. Stała teraz w oddaleniu od drzewa i starała się mieć oczy dookoła głowy, ale… – Bawią się tu czasem dzieci, i mugolskie, i nasze…
Jeżeli roślina omal nie porwała dorosłej czarodziejki, to dzieciak nie miał z nią szans.
Płomyki zostały ugaszone, pozostawiając po sobie ślady wypalenia na spodniach. Brenna miała szczęście, że tego dnia nie poszła w ślady Dory i zdecydowała się na spodnie, w dodatku z jeansu.
- Co jest mordercze, ruchome i boi się ognia? To kurestwo, które omal mnie nie porwało - zażartowała, podciągając ostrożnie nogawkę. Na skórze nie było śladów poparzeń, za to roślina odcisnęła się na niej czerwienią tam, gdzie oplotła nogę. Brenna miała gwarantowane, że jeżeli nie użyje odpowiedniej maści, wkrótce łydka zaprezentuje światu wszystkie kolory tęczy, a ją samą będzie to cholernie bolało.
- Podobno tak, ale właściwie tylko dla tych, którzy są zagrożeniem dla Greengrassów - wydyszała, wstając powoli i sprawdzając, czy zdoła utrzymać ciężar ciała na nodze. Palce wciąż zaciskała na różdżce, a wzrok utkwiła w potężnym pniu, a raczej w jego dziurze. - Nie każde jest magiczne... chyba magicznie drzewo, nie pozwoliłoby, żeby zagnieździło się w nim... coś?
Zerknęła tu na Dorę, dość krótko. To ona z nich dwóch lepiej znała się na roślinach. I tych morderczych, i tych mniej zabójczych.
– Gadałam do tych drzew, uderzałam w korę, przytulałam je i właziłam na nie – przyznała Brenna, Poważna Pani Brygadzistka. W gruncie rzeczy potrafiła to wszystko robić nadal. Chociaż teraz zwykle mówiła do drzew albo się na nie wpisała, kiedy była pewna, że za wiele osób je nie zobaczy. Tak czy inaczej, nigdy żadne jej nie zaatakowało. Albo nie były dostatecznie blisko Kniei Godryka, a drzewa były tylko drzewami, albo nigdy nie uznały Brenny za zagrożenie. – Jakiś pomysł, jak to coś… stąd usunąć? – spytała z wahaniem. Stała teraz w oddaleniu od drzewa i starała się mieć oczy dookoła głowy, ale… – Bawią się tu czasem dzieci, i mugolskie, i nasze…
Jeżeli roślina omal nie porwała dorosłej czarodziejki, to dzieciak nie miał z nią szans.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.