05.10.2023, 00:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2023, 00:31 przez Norvel Twonk.)
Marianne pogrążona była w półświecie na granicy życia i śmierci. Była na tej drodze, z której nie było już odwrotu a z której jednak jej matka próbowała ją zawrócić. Żeby to zrobić, Persefona Fawley gotowa była nawet popełniać morderstwa, nieskończenie wiele morderstw. Niestety, najwidoczniej nawet one, nie sprawiły by córka otworzyła oczy i odzyskała świadomość.
Sebastian nie odnalazł ani notatnika, ani czarnomagicznej księgi – ale kiedy otworzył drzwi do szafy, rozpoznał, że ta została powiększona czarami. W środku znalazł kocioł, szklaną kulę, trochę kamieni energetycznych, jakieś eliksiry (Marianne albo jej matka źle znosiły podróżowanie statkiem, bo sporo było takich przeciwko nudnościom), księgę traktującą o zaklęciach domowych i o rzucaniu uroków. W klatce siedziała również sowa (ta zahukała na jego widok a potem rozlała się po klatce zamieniona w morską pianę).
Przeglądając rzeczy, Sebastian mógł wysnuć wniosek, że ani pani Fawley, ani jej córka – przynajmniej na statku, nie posługiwały się czarnomagicznymi artefaktami, nie uprawiały również regularnie nekromancji. Może dlatego nekromancja nie zadziałała tak, jak chciałaby tego Persefona Fawley? A może w ogóle nie mogła zadziałać, bo pewnych rzeczy nie dało się odwrócić? Można było zapobiec śmierci, ale czy dałoby się ją odwrócić? Nie.
Wydawać by się mogło, że pytanie Sebastiana pozostanie bez odpowiedzi. A jednak odpowiedź nadeszła. Znowu taka sama jak wcześniej. Światło kolejny raz zamigotało: trzy razy krótko, trzy razy dłużej i znowu trzy razy krótko.
A potem, patrząc na ściany – Trawers zaczął dostrzegać pojawiające się na nich krople wody? Słyszał jej szum, gdy wlewała się korytarzem. Widział namakającą tapetę. Wydawało mu się, że woda napierała na drzwi prowadzące na korytarz. Światło zgasło zupełnie i przez kilka, długich sekund pogrążony był w zupełnej ciemności i ciszy. Takiej ciszy i ciemności, jakiej nigdy jeszcze nie był, która wciskała mu się w myśli poczuciem beznadziei i przeraźliwej samotności. Z dna oceanu nie dało się ot tak wypłynąć…
Wszystko zniknęło. Znowu stał w kajucie i patrzył na leżącą na łóżku Marianne.
Sebastian nie odnalazł ani notatnika, ani czarnomagicznej księgi – ale kiedy otworzył drzwi do szafy, rozpoznał, że ta została powiększona czarami. W środku znalazł kocioł, szklaną kulę, trochę kamieni energetycznych, jakieś eliksiry (Marianne albo jej matka źle znosiły podróżowanie statkiem, bo sporo było takich przeciwko nudnościom), księgę traktującą o zaklęciach domowych i o rzucaniu uroków. W klatce siedziała również sowa (ta zahukała na jego widok a potem rozlała się po klatce zamieniona w morską pianę).
Przeglądając rzeczy, Sebastian mógł wysnuć wniosek, że ani pani Fawley, ani jej córka – przynajmniej na statku, nie posługiwały się czarnomagicznymi artefaktami, nie uprawiały również regularnie nekromancji. Może dlatego nekromancja nie zadziałała tak, jak chciałaby tego Persefona Fawley? A może w ogóle nie mogła zadziałać, bo pewnych rzeczy nie dało się odwrócić? Można było zapobiec śmierci, ale czy dałoby się ją odwrócić? Nie.
Wydawać by się mogło, że pytanie Sebastiana pozostanie bez odpowiedzi. A jednak odpowiedź nadeszła. Znowu taka sama jak wcześniej. Światło kolejny raz zamigotało: trzy razy krótko, trzy razy dłużej i znowu trzy razy krótko.
A potem, patrząc na ściany – Trawers zaczął dostrzegać pojawiające się na nich krople wody? Słyszał jej szum, gdy wlewała się korytarzem. Widział namakającą tapetę. Wydawało mu się, że woda napierała na drzwi prowadzące na korytarz. Światło zgasło zupełnie i przez kilka, długich sekund pogrążony był w zupełnej ciemności i ciszy. Takiej ciszy i ciemności, jakiej nigdy jeszcze nie był, która wciskała mu się w myśli poczuciem beznadziei i przeraźliwej samotności. Z dna oceanu nie dało się ot tak wypłynąć…
Wszystko zniknęło. Znowu stał w kajucie i patrzył na leżącą na łóżku Marianne.
Tura trwa do 7.10.2023 roku do godziny 21.00