Philip pod wieloma względami był zwyczajnie prostym człowiekiem, ceniącym sobie proste życie i proste przyjemności. Nie był prostakiem. Nie oznaczało to, że nie był wyszczekany. Potrafił komuś tak przygadać, aż mu w pięty poszło. Nie przebierał wtedy w ostrych słowach, jednak unikał stosowania wulgaryzmów. Z swojego uczestnictwa w różnych bankietach organizowanych przez przez swojego ojca i matkę zdołał wywnioskować, że na tego typu przyjęcia nie zaprasza się każdego, kto liczył się w socjecie. Nie trzeba było wszystkich lubić. Sam tak robił, jeśli organizował wystawne przyjęcie dla większego grona osób. Stanowiło to dla niego element dbania o swoją reputację i miejsce w odpowiednich kręgach. Przyjęcia organizowane dla najbliższych przyjaciół były bardzo kameralne.
— Właściwie jest coś takiego. Grywasz w szachy czarodziejów? Moglibyśmy zagrać jutro wieczorem. — Skoro Bell wyraził chęć spełnienia jego życzeń, to postanowił z tego korzystać. Towarzystwo znajdował sobie zawsze sam, zgodnie ze swoimi potrzebami. Nie zakładał od razu, że Bell spędzi noc w jego łóżku, ale że raczej nie odmówi mu rozegrania partii czarodziejskich szachów, jeśli oczywiście w nie grywał. W czasach, kiedy część preferencji odnośnie wyboru kochanków, nie była społecznie akceptowana zwłaszcza wyższych sferach i kiedy było dbało się o swoją reputację oraz karierę, należało być ostrożnym. Liczne przelotne związki z kobietami nie miały takiego wpływu na jego karierę i reputację, jak mogłyby mieć okazyjne sypianie z mężczyznami.
— Staram się wybierać ciepłe kraje, z malowniczymi plażami ze złotym piaskiem i lazurowym morzem. Jest ich sporo, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Na terenie Wielkiej Brytanii staram się wybierać te blisko natury... blisko lasu albo nad jeziorem. — Odpowiedział na pytanie swojego rozmówcy. Mógłby o tym rozmawiać godzinami, zwłaszcza, że zwiedził już kawał świata. Nie był na to właściwy moment, biorąc pod uwagę branie udziału w tym bankiecie i to, że ktoś w każdej chwili może im przeszkodzić. Jeśli Bellamy zgodzi się przyjąć jego zaproszenie na partyjkę szachów to może opowie mu o kilku swoich podróżach bez obawy, że ktoś postanowi im przeszkodzić. — Samemu podróżujesz? — Postanowił dopytać, ze szczerym zainteresowaniem. Wspólne zainteresowania stanowiły doskonały temat do rozmów podczas nudnych przyjęć.
— Wiedziałem, że w Quidditchu każdy znajdzie coś dla siebie. — Zażartował w odpowiedzi. Nie miał tego za złe Bellowi, który nie zachowywał się jak ktoś, kto życzyłby wszystkiego najgorszego profesjonalnym zawodnikom. Same upadki się jednak zdarzały i nie należały do najprzyjemniejszych doświadczeń, tak samo jak faule. Tłuczki natomiast nikogo nie oszczędzały.
— Z pewnością tak będzie. — Zapewnił go z lekkim uśmiechem, podkreślającym dołeczki w policzkach. Jego kilkudniowy pobyt w tym zakątku mógł okazać się nad wyraz udany i zabierze stąd dobre wspomnienia.
— Musiałbym je wywołać, a nie zabrałem ze sobą eliksiru wywołującego zdjęcia... tego, żeby się poruszały. Jeśli taki posiadasz albo wiesz, gdzie mogę go dostać to tak. W przeciwnym razie mogę Ci je wysłać po powrocie do magicznego Londynu. — Zastanowił się nad tym chwilę, przez co mógł znaleźć zadowalający obie strony kompromis. Miał nadzieję. Zabierane w podróż eliksiry często nie lubiły się z ubraniami, powodując w nich trwałe straty. Wyjeżdżając w podróż chciał mieć wszystko pod kontrolą, aby pobyt w danym miejscu przebiegał bez zarzutu. Niektórzy mogli posiadać zapas różnego rodzaju eliksirów w swoich domach albo wiedzieli, gdzie takowe dostać. On tutaj był wyłącznie gościem.
— Kawa powinna postawić mnie na nogi o tak wczesnej porze. Z pewnością to wspaniałe widoki, dla których warto wstawać skoro świt. — Stwierdził, mając nadzieję, że Bell pojawi się z kubkiem gorącej kawy. Warto było to zobaczyć na własne oczy. Lubił się wysypiać, a z łóżka wyciągały go głównie wyczerpujące treningi i spacery z psidwakami.
— Załóżmy... gdybym chciał spróbować swoich sił w uprawianiu roślin to jaką poleciłbyś mi na początek? Cierpliwość i systematyka są bardzo istotne w sporcie — Uśmiech nie schodził mu z ust. Tak osiągało się sukcesy. Napił się szampana.