Polatanie na miotle nad New Forest było wspaniałą perspektywą na spędzenie reszty wolnego dnia. Jeśli się na to zdecyduje to dopiero po pożegnaniu się z Laurentem. Byłoby znacznie przyjemniej polatać na miotle w towarzystwie Laurenta, zdającego się stronić od latania na miotle. Zdawał się sporo tracić pod tym względem, bo to co on zaobserwował podczas lotu zapierało dech w piersi. Nie miał za złe Laurentowi przejawianego przez niego entuzjazmu względem przechadzki po tym bajecznym zakątku. Ten entuzjazm zdawał się mu udzielać od przebywania w jego towarzystwie i swojego zamiłowania do spędzania czasu na łonie natury. Cieszył się również na spotkanie z tym czarodziejem.
— Kimże jestem aby to kwestionować? — Zapytał pół żartem, pół serio, z wesołym uśmiechem obejmującym również jego spojrzenie. Powracająca do życia przyroda miała także swój urok i stanowiła wyłącznie preludium wiosny, zanim świat się zazieleni na nowo.
Zdaniem Philipa posiadanie ręki do uprawiania roślin stanowiło kolejną z tych niezwykłych umiejętności, których on w sobie nie odkrył i już raczej w sobie nie odkryje. Należąca do jego rodziców posiadłość w Puddlemere posiadała naprawdę piękny ogród, o który dbała jego matka. On posiadał jedynie sad, o który zadbanie wydawało mu się prostsze, niż o ogród. Wymagał on pilnowania kondycji drzew i zbierania rosnących na nich owoców oraz odpowiednio sposobu na ich wykorzystanie. Gdyby zdecydował się przenieść na stałe na wieś to oprócz sadu to wzniósłby tam ogród z warzywami i powierzyłby go Błyskowi albo kogoś zatrudniłby w tym celu.
— Lubię, kiedy tak mówisz. — Wymruczał. Nie chcąc psuć chwili, nie zaczynał się zastanawiać nad tym czy tak miłe łechtające jego wybujałe ego słowa były prawdziwe czy wyłącznie pięknym kłamstwem. — To może poleciłbyś mi jakieś? Albo lepiej... wybrałbyś się ze mną i pokazałbyś mi je osobiście. — Zapytał z nieukrywanym zainteresowaniem. Polegając na takiej rekomendacji chętnie wybrałby się na taką wycieczkę, najlepiej w towarzystwie samego Laurenta.
— Gdybym nie przyleciał na miotle równie chętnie napiłbym się grzanego wina. Dobrze... mogę poczekać. — Rzucił mimochodem. Kierowanie się zasadą piłeś - nie wsiadaj na miotłę wydawało się nad wyraz rozsądne. Niepijący alkoholu Laurent z pewnością posiadał co najmniej jedną butelkę wina. Piwo kremowe skutecznie rozgrzewało i posiadało znikomą zawartość alkoholu. Obserwował wślizgującego domu Laurenta i westchnął cicho, słysząc słowa skierowane do monstrum nazywanego pieszczotliwie psem. Niezależnie od tego jak Duma zachowywał się względem swojego pana, Philip nie widział w tym stworzeniu typowego psa i wolał trzymać się od niego z daleka. Wątpił aby kiedyś przekonał się do tej bestii.
— Oczywiście. — Wypuszczenie na zewnątrz tego psa z piekła rodem Philip przyjął z zadowoleniem. Czuł się znacznie swobodniej, gdy tego zwierzęcia nie było w pobliżu niego. Po przekroczeniu progu tego domu, pozostawieniu miotły w przedsionku skierował swoje kroki do znanego mu salonu. Na razie nie zdjął z siebie wierzchniej szaty, co zrobi jak się trochę rozgrzeje. W oczekiwaniu na przybycie gospodarza w pierwszej kolejności stanął przy kominku, wyciągając w stronę ognia dłonie, po czym postanowił przyjrzeć się zgromadzonym w salonie pamiątkom w poszukiwaniu tych, których nie widział podczas swojej poprzedniej wizyty w tym domu. Przez te wszystkie kwiaty ładnie tu pachniało, ale tak... gdyby Philip nie znał Laurenta to powiedziałby że tutaj mieszka kobieta zamiast nieżonatego mężczyzny.
— A Ty nic nie pijesz? Mam Ci uzupełnić zapasy piwa kremowego? — Zapytał swojego przyjaciela po tym jak zajął miejsce na kanapie. Zawsze milej prowadziło się rozmowy, jak rozmówca również trzymał w dłoniach kubek z kawą albo herbatą. — Dziękuję. — Powiedział z nieukrywaną wdzięcznością, gdy Laurent podał mu kufel z podgrzanym kremowym piwem. Pachniało tak jak zawsze i przywołały wspomnienia z czasów szkolnych, gdy chodził z przyjaciółmi do Hogsmeade i zawsze znajdował czas aby wstąpić do Trzech Mioteł. Upił pierwszy łyk napoju, tak cudownie rozgrzewającego od środka, którego pianka osiadła nad jego górną wargą. Na razie się tym nie przejmował.
— Co dzisiaj robiłeś poza czekaniem na moje przybycie? — Zainteresował się tym, co porabiał dzisiaj Laurent.