Borgin nie był może wielkim ekspertem z kształtowania ale na pewno nie był też najgorszy w tej sztuce dlatego ucieszył się co nie miara kiedy udało mu się zrealizować swój plan. Dzięki temu wiedział, że idealnie robi to o co został poproszony przez przyszłego dziedzica ich rodu - chronił Laurenta. Stanley zdawał sobie sprawę, że zapora, którą przygotował nie potrwa za długo. Mieli raptem kilka minut aby oddalić się z tego miejsca na bezpieczną odległość.
Nie zamierzał dochodzić tego kto miał tutaj największy wkład w to, że udało im się ujść na razie z życiem. Współpracowali, grali do jednej bramki - byli braćmi krwi. To był ich wspólny sukces na który pracowali razem, a podział ról był bardzo prosty - Prewett miał odnaleźć głosy, a Borginowie mieli go osłaniać. Bez niego oni nie mieli szans na przetrwanie, a on bez nich.
- Nasłuchuj dalej - zachęcał Laurenta, aby nie przestawał tego robić - A Ty się nie przejmuj. Włos Ci z głowy nie spadnie - zapewnił Anthony'ego - Skarbieeeec? - zapytał trochę niepewnie ale po chwili sobie wszystko przypomniał. To w końcu Pemberton miał bronić skarbca przed tą dobrze znaną mu dwójką, a teraz nawet dużo bliższą niż kiedykolwiek wcześniej - Gdziekolwiek słyszysz te głosy to po prostu idź prosto do nich. Nie pozwól aby one gdzieś odeszły... - dodał w uznaniu dla jego talentu. Wierzył, że rozwiązanie zagadki jest tuż na wyciągnięcie dłoni.
Schody... Schody... Pokiwał głową na zgodę i czym prędzej zaczął się za nimi rozglądać. Pomysł z udaniem się pod pokład wydawał się całkiem solidny, a z sekundy na sekundę, Stanley miał wrażenie, że rzeczywiście ktoś mógł tam kogoś zamknąć. Z tyłu głowy nadal jednak pozostała myśl o zamkniętym jegomościu, który pozostał za nimi. Nie mogli pozwolić sobie nawet na moment słabości, wszak ich życie było teraz na szali. Jeden zły krok i znaleźliby się w śmiertelnej pułapce, a raczej każdy z nich chciał powrócić całym i zdrowym do domu - Sprawdzam co jakiś czas, spokojnie - odparł na słowa kompana, zerkając za siebie. Może nie tyle co rzucał tam co chwilę okiem, a raczej nasłuchiwał czy ktoś się nie zbliża.
- Dobrze, że są... Jest tylko jedno ale... - wyszedł krok przed dwójkę mężczyzn, zatrzymując ich - Ja pójdę pierwszy i tym razem nie posłucham się Ciebie Anthony jeżeli masz zamiar mi rozkazać zrobić coś innego. Mam proste zadanie, chronić Ciebie i Laurenta - zapewnił dziedzica, wyciągając różdżkę przed siebie aby przeprowadzić inkantację tarczy ochronnej - Schodzę pierwszy, a wy zejdziecie dopiero wtedy kiedy dam Wam znać, że jest bezpiecznie albo nie będę dawać znaku życia. Rozumiemy się? - przyjrzał się to jednemu, to drugiemu i ruszył czym prędzej po schodach na dół - Alternatywnym momentem na zejście na dół jest kilka chwil po mnie abym w razie czego przyjął impet czegokolwiek tam się będzie czaiło - dodał znajdując się w połowie schodów, a następnie powrócił do dalszego schodzenia z wyciągniętą różdżką w dłoni. Teraz albo nigdy...
Rzut na utworzenie bariery ochronnej wokół siebie, ponieważ wchodzę pierwszy. Korzystam z rozproszenia.
Sukces!
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972