W pojętność Atreusa akurat sam nigdy nie wątpił, natomiast już w swoje zdolności wyjaśnienia tych widm - tak. No bo jak ująć, że coś jest nie widoczne, ale jesteś w stanie to przyuważyć? Jak ten mistyczny cień w kąciku oka, kiedy idziesz ciemną alejką i wchodzisz pod latarnię? Ale uśmiech Atreusa przekonał go, że chyba nie poszło mu tak tragicznie. Albo to już kuzyn zlitował się nad nim, bo Laurent wręcz czuł się zawstydzony. Pracowanie ze stworzeniami to jedno. Pracowanie z grupą ludzi? Ach, to było pełno zmiennych, pełno niepewnych... Kiedy mówimy o pracy nad przekleństwami w postaci Widm, rzecz jasna. I tak, pewnych rzeczy nie należało pośpieszać i pod pewnymi względami podzielał zdanie Geraldine. Bardzo duże nadzieje kładł tutaj na niej i samym Sebastianie. Na to, że we dwójkę będą mieli możliwości poskromić chociaż jednego z tych potworów. Blondyn jednak nie uważał, że należy brnąć na łeb i szyję, jeśli nie było na to możliwości. Warto było wiedzieć, kiedy rozsądniej jest zawrócić i odpuścić.
- Jeśli chodzi o pokrycie kosztów materiałów proszę się tym nie przejmować. - Zapewnił Laurent, spoglądając na Sebastiana jakby się spodziewał, że ten zaraz wyciągnie jakiś... coś drogiego w każdym razie. Przedmiot w wartości materialnej nie był problemem, a chyba takiego o wartości sentymentalnej by nie proponował? To, co zamierzali zrobić, nawet Prewettowi wydawało się szalone. A już na pewno śmiertelnie niebezpieczne. Przyjdzie im się chyba przekonać, jak bardzo. Najwyżej znów doliczą mu kilka lat, ach... wydawało się to teraz tak bardzo błahe... Więc tak, Sebastian całkiem dobrze założył, że na biednych nie trafiło. Chociażby sam abraksan mówił też sam za siebie. Abraksan, którego Laurent dotknął różdżką, żeby transmutować go w bardziej... końskiego towarzysza. Tak w razie czego, gdyby kręcili się tutaj jednak mugole, skoro wchodzili bezpośrednio na polanę.
- Ciebie też miło widzieć, Atreusie. - Odezwał się Michael, kiedy Atreus się do niego uśmiechnął. Ach, Michael był bardzo dumnym stworzeniem, a według Laurenta - również próżnym. Zachowywał się jak hipogryf - kiedy ktoś się przed nim pokłonił to nawet pozwalał się do siebie zbliżyć. Reagował na kurtuazje i grzeczności prawie tak, jakby wychował się na królewskim dworze. Miał niezwykle ciężki charakter. I co prawda nie widać było uśmiechu na końskim pysku, ale abraksan uniósł łeb wyżej i zadowolenie było słyszalne w jego głosie.
- Ustalenie tego, co jesteśmy w stanie osiągnąć jest ważne. Bo jeśli możemy przygotować się lepiej to lepiej dzisiaj zrobić zwykły zwiad i umówić się na inny termin. - Wymienili się informacjami, zbadają polanę, mogą się przejść po lesie, być może uda im się te widma zobaczyć, żeby wszyscy ich doświadczyli z kontrolowanej odległości - i tyle. - Równie dobrze możemy spotkać się za godzinę czy dwie, jeśli tyle wystarczy, by coś... przynieść, donieść, kupić. - Mieli możliwości, trzeba było korzystać z nich po prostu rozsądnie.
Zgodnie z sugestią Sebastiana zwolnił swojego kroku i pozwolił pójść Atreusowi przodem, żeby on się tym zajął. I tak, na pewno by to zrobił. Gdyby nie... ściana. Laurent wręcz się zatrzymał, nie rozumiejąc, co się stało.
- Czy wy to... widzicie to? Tę ścianę? - Chyba tak, biorąc pod uwagę to, jak chociażby Geraldine próbowała to ściągnąć. Michael również zatrzymał się i przestąpił zdenerwowany z nogi na nogę, parskając głośno. Laurent wyciągnął swoją dłoń, żeby sprawdzić ten dziwny materiał, który ich odgrodził od twarzy pracowników Departamentu Tajemnic. Miał dziwne uczucie, jakby unosił się na falach, albo jakby jego błędnik wariował. Podparł się odruchowo o bok Michaela. Jego druga ręka na nic nie natrafiła. To wydawało się takie miękkie, takie nęcące, proszące się o to, żeby to dotknąć i iść... dokąd? Gdzie? - Atreusie..? - Jakoś tak odruchowo w zasadzie wymówił jego imię, szukając go teraz spojrzeniem. Tak pytająco, czy on jest w stanie coś z tym zrobić, przejść przez to?