06.10.2023, 02:03 ✶
Odwzajemnił jej gest, na moment ściskając jej dłoń nieco mocniej, bo miała rację. Potrzebował tego drobnego gestu, nawet jeśli mówienie o tym tak go gniotło i było tak ciężkie. I w pewien sposób był jej wdzięczny za to, że zwyczajnie rozumiała, zapewniając go, że nie było w tym nic ani dziwnego, ani nienaturalnego.
Wiedział, że nie miał obowiązku spełniać oczekiwań kuzyna, ale była w nim jakaś potrzeba, by udowadniać innym, że było go na coś stać. Wyobrażenia Laurenta były ładne i pokrywały się z tymi Atreusa na tyle, że w głowie Bulstrode'a wydawały się warte zrealizowania. Nawet jeśli go to w pewien sposób złościło i irytowało, to do tego, czego oczekiwała od niego rodzina miał słabość. Wyzwania stawiała przed nim matka i stawiał przed nim ojciec. Miały mu pomóc przeć do przodu przez życie, a nawet jeśli mu się nie podobały, to wtedy wyraźnie oznajmiał swoją dezaprobatę. Teraz jednak... Prewett był tak delikatny, a jednocześnie tak nieznośnie uparty, jakby można było go z łatwością popsuć, podczas gdy zaraz okazywało się, że za każdym razem wstawał z ziemi wciąż przekonany o swojej racji. I o tym, że jest ona w najlepszym interesie drugiej osoby.
- Wiem - odpowiedział jej nieco martwawo. Bo przecież zwyczajnie miała rację. To, jak wtedy się czuł nie usprawiedliwiało tego, jak się zachował, a z drugiej strony pamiętał, ze wtedy miał wrażenie że nic innego nie zmusi Laurenta to przestania mówienia tych wszystkich bzdur. Tych wszystkich złudzeń, które miał na jego temat.
- Jeśli cię to chociaż odrobinę pocieszy, to przeprosiłem go. A przynajmniej grzecznie podziękowałem potem za to, co próbował osiągnąć - skrzywił się nieco, wspominając wysłany w środku nocy list. Nie spojrzał jednak na nią, patrząc gdzieś przed siebie na trawę.
Wiedział, że nie miał obowiązku spełniać oczekiwań kuzyna, ale była w nim jakaś potrzeba, by udowadniać innym, że było go na coś stać. Wyobrażenia Laurenta były ładne i pokrywały się z tymi Atreusa na tyle, że w głowie Bulstrode'a wydawały się warte zrealizowania. Nawet jeśli go to w pewien sposób złościło i irytowało, to do tego, czego oczekiwała od niego rodzina miał słabość. Wyzwania stawiała przed nim matka i stawiał przed nim ojciec. Miały mu pomóc przeć do przodu przez życie, a nawet jeśli mu się nie podobały, to wtedy wyraźnie oznajmiał swoją dezaprobatę. Teraz jednak... Prewett był tak delikatny, a jednocześnie tak nieznośnie uparty, jakby można było go z łatwością popsuć, podczas gdy zaraz okazywało się, że za każdym razem wstawał z ziemi wciąż przekonany o swojej racji. I o tym, że jest ona w najlepszym interesie drugiej osoby.
- Wiem - odpowiedział jej nieco martwawo. Bo przecież zwyczajnie miała rację. To, jak wtedy się czuł nie usprawiedliwiało tego, jak się zachował, a z drugiej strony pamiętał, ze wtedy miał wrażenie że nic innego nie zmusi Laurenta to przestania mówienia tych wszystkich bzdur. Tych wszystkich złudzeń, które miał na jego temat.
- Jeśli cię to chociaż odrobinę pocieszy, to przeprosiłem go. A przynajmniej grzecznie podziękowałem potem za to, co próbował osiągnąć - skrzywił się nieco, wspominając wysłany w środku nocy list. Nie spojrzał jednak na nią, patrząc gdzieś przed siebie na trawę.