06.10.2023, 07:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.10.2023, 08:46 przez Brenna Longbottom.)
– W takim razie spróbujemy znaleźć trochę czasu – odparła Hjalmarowi, odnośnie ruin lub Zakazanego. Wprawdzie jej rozkład zajęć też był dość napięty, ale sen podobno był dla słabych, a ona już miała wprawę w radzeniu sobie bez niego. Spoważniała nieco, kiedy wspomniał, że nic się nie dzieje. – Myślę, że tak naprawdę to nie jest księżyc naszego nieba i dlatego nie działa tak, jak on – powiedziała cicho. Może bardziej do siebie niż do Hjalmara i Nory?
Brenna rozpromieniła się na widok Laurenta. Uścisnęła go serdecznie, a potem posłała przyprowadzonej przez niego kobiecie przyjazne spojrzenie i wyciągnęła rękę, gotowa uścisnąć jej dłoń.
– Cześć, witamy w deszczowej Anglii, nad którą jak widać świecą słońca i księżyce – powiedziała, na moment odrywając spojrzenie od egzotycznej twarzy Guinevere, by znów spojrzeć na niebo. Ten widok przyciągał jak magnes, fascynował i jednocześnie przyprawiał o niemiły skręt żołądka. – Jak wspomniał Laurent, Brenna, ale reaguję też na ej ty, gdyby imion było za dużo do zapamiętania. Polecam pączki. Podobno dobre też są śledzie.
Gdy nadciągnął Dagur, odruchowo sięgnęła dłonią ku dłoni Nory. Może zauważyła jej nerwowość, może przeczuła, że ta może umykać, a może tylko był to jeden ze zwykłych gestów Brenny. Sama nie przestraszyła się postury półolbrzyma – Dolina Godryka nie była na tyle duża, aby nigdy go nie zobaczyła, nawet jeżeli nigdy nie utrzymywali zażyłych stosunków i znacznie lepiej znała jego dzieci.
Gdyby się zastanowić, z całego tego towarzystwa to ona była najmniej kolorowa. Egzotyczna Guinevere, Laurent z morzem zaklętym w oczach, dwóch wikingów, śliczna Nora a barwnym stroju. Ale też Brennie zupełnie to nie przeszkadzało, a chociaż znaleźli się w małym tłumku, starała się nie tylko żadnego z nich nie zignorować, ale też kątem oka zerkać na innych.
– Dzień dobry, panie Nordgersim. Patrz, Norka, Dolina Godryka stała się chwilowo centrum świata, ściągają tu do nas czarodzieje ze wszystkich stron. Nordgersimowie są z Islandii.
Nie wspominając już o tym drugim świecie, dalszym niż Egipt. Mugoli, będących tuż koło nich. Brenna wcale nie rwała się do rozmowy - ani z ojcem małej Ray, ani z narzeczeństwem o smutnych minach, ani z nikim innym. Bo wiedziała, że czyszczenie im pamięci wcale nie jest fair, a jednocześnie było to coś, co robili od zawsze i będą robić tak długo, jak to możliwe, by nie doprowadzić do kolizji dwóch światów. Bo nie miała pojęcia, co mogłaby im powiedzieć: że przeprasza. A i niegrzeczne byłoby odbiec stąd po prostu, gdy stali już w małej grupie. Zadowoliła się na razie posłaniem pozdrowień do tych mugolskich sąsiadów, których znała, a którzy znaleźli się gdzieś w pobliżu. Chociaż... jeśli ci spoglądali w ich kierunku, było całkiem prawdopodobne, że gdy skończą powitania, to do kogoś zaraz podejdzie.
Choćby po to, by tutaj, ostatniego dnia pamięci, nie czuli, że czarodzieje kompletnie ich ignorują.
Umilkła, gdy nawiedziło ją to przedziwne uczucie. Dość nerwowym gestem szarpnęła kosmyk włosów, ale zaraz opuściła rękę. W jej poczynaniach nie było bieli, a tylko mnóstwo odcieni szarości. Nawet w tym, że była tu tutaj, tuż obok tych mugoli. Mimo to czuła tę nienaturalną emocję, po raz kolejny w ostatnich tygodniach czując, jak manipuluje nią magia. I chociaż później na pewno będzie ją to irytować... to teraz jakoś nie zdawało się złe.
Brenna rozpromieniła się na widok Laurenta. Uścisnęła go serdecznie, a potem posłała przyprowadzonej przez niego kobiecie przyjazne spojrzenie i wyciągnęła rękę, gotowa uścisnąć jej dłoń.
– Cześć, witamy w deszczowej Anglii, nad którą jak widać świecą słońca i księżyce – powiedziała, na moment odrywając spojrzenie od egzotycznej twarzy Guinevere, by znów spojrzeć na niebo. Ten widok przyciągał jak magnes, fascynował i jednocześnie przyprawiał o niemiły skręt żołądka. – Jak wspomniał Laurent, Brenna, ale reaguję też na ej ty, gdyby imion było za dużo do zapamiętania. Polecam pączki. Podobno dobre też są śledzie.
Gdy nadciągnął Dagur, odruchowo sięgnęła dłonią ku dłoni Nory. Może zauważyła jej nerwowość, może przeczuła, że ta może umykać, a może tylko był to jeden ze zwykłych gestów Brenny. Sama nie przestraszyła się postury półolbrzyma – Dolina Godryka nie była na tyle duża, aby nigdy go nie zobaczyła, nawet jeżeli nigdy nie utrzymywali zażyłych stosunków i znacznie lepiej znała jego dzieci.
Gdyby się zastanowić, z całego tego towarzystwa to ona była najmniej kolorowa. Egzotyczna Guinevere, Laurent z morzem zaklętym w oczach, dwóch wikingów, śliczna Nora a barwnym stroju. Ale też Brennie zupełnie to nie przeszkadzało, a chociaż znaleźli się w małym tłumku, starała się nie tylko żadnego z nich nie zignorować, ale też kątem oka zerkać na innych.
– Dzień dobry, panie Nordgersim. Patrz, Norka, Dolina Godryka stała się chwilowo centrum świata, ściągają tu do nas czarodzieje ze wszystkich stron. Nordgersimowie są z Islandii.
Nie wspominając już o tym drugim świecie, dalszym niż Egipt. Mugoli, będących tuż koło nich. Brenna wcale nie rwała się do rozmowy - ani z ojcem małej Ray, ani z narzeczeństwem o smutnych minach, ani z nikim innym. Bo wiedziała, że czyszczenie im pamięci wcale nie jest fair, a jednocześnie było to coś, co robili od zawsze i będą robić tak długo, jak to możliwe, by nie doprowadzić do kolizji dwóch światów. Bo nie miała pojęcia, co mogłaby im powiedzieć: że przeprasza. A i niegrzeczne byłoby odbiec stąd po prostu, gdy stali już w małej grupie. Zadowoliła się na razie posłaniem pozdrowień do tych mugolskich sąsiadów, których znała, a którzy znaleźli się gdzieś w pobliżu. Chociaż... jeśli ci spoglądali w ich kierunku, było całkiem prawdopodobne, że gdy skończą powitania, to do kogoś zaraz podejdzie.
Choćby po to, by tutaj, ostatniego dnia pamięci, nie czuli, że czarodzieje kompletnie ich ignorują.
Umilkła, gdy nawiedziło ją to przedziwne uczucie. Dość nerwowym gestem szarpnęła kosmyk włosów, ale zaraz opuściła rękę. W jej poczynaniach nie było bieli, a tylko mnóstwo odcieni szarości. Nawet w tym, że była tu tutaj, tuż obok tych mugoli. Mimo to czuła tę nienaturalną emocję, po raz kolejny w ostatnich tygodniach czując, jak manipuluje nią magia. I chociaż później na pewno będzie ją to irytować... to teraz jakoś nie zdawało się złe.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.