06.10.2023, 07:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.10.2023, 10:46 przez Florence Bulstrode.)
Florence wiedziała, że Atreusowi zależy na tym, jak postrzegają go inni. Nie była tylko pewna, czyich wyobrażeń chciałby doścignąć najbardziej. Laurenta? Swoich przyjaciół z Hogwartu, z Domu Slytherina? Wielbicielek, których przybyło mu po Beltane? Rodziców? Innych aurorów? Własnych? Jeszcze kogoś innego? Nie było przecież możliwe, aby wszyscy ci ludzie chcieli widzieć w nim tę samą osobę.
Florence w tej chwili miała niewielkie, przynajmniej we własnym mniemaniu, nadzieje, co do tego, kim był jej brat. Liczyła po prostu, że jest kimś, kto zdoła z tego wszystkiego się pozbierać i nie spaść gdzieś w mrok, obojętnie jak rozumiany. I nie musiał robić tego sam, bo była gotowa udzielić każdego wsparcia, jakie leżało w jej mocy.
Martwiła się tylko, że w jej mocy nie leży tak naprawdę wiele.
Nie oczekiwała niczego więcej. Atreus był jej bratem. Nie musiał być do tego ani bohaterem, ani idealnym synem, ani pewnym siebie królem Londynu, lepszym od tych zwykłych ludzi, pełnym dystansu i ironii wobec życia.
- Pociesza mnie - przyznała. Bo przepraszam nie było magicznym słowem, które mogłoby naprawić wszystkie błędy, ale stanowiło pierwszy krok. A wiedziała, że Atreus bywał jeszcze bardziej uparty od niej, co stanowiło już nielada sztukę. To że przyznał się do błędu i próbował przeprosin było początkiem.
Oddała mu ostatnią czereśnię ze swoich zbiorów, a potem sięgnęła po miseczkę z pestkami i wstała. Nie była pewna, czy ta rozmowa pomogła któremuś z nich czy wręcz przeciwnie. Nawet będąc jasnowidzem nie umiała tego odgadnąć. Ale próbowała. I zamierzała próbować dalej.
- Wracamy do środka? Skrzat pewnie przygotował herbatę - powiedziała. I czy poszedł z nią, czy uznał, że to ten moment, w którym potrzebuje przestrzeni, Bulstrode skierowała się w stronę budynku.
Florence w tej chwili miała niewielkie, przynajmniej we własnym mniemaniu, nadzieje, co do tego, kim był jej brat. Liczyła po prostu, że jest kimś, kto zdoła z tego wszystkiego się pozbierać i nie spaść gdzieś w mrok, obojętnie jak rozumiany. I nie musiał robić tego sam, bo była gotowa udzielić każdego wsparcia, jakie leżało w jej mocy.
Martwiła się tylko, że w jej mocy nie leży tak naprawdę wiele.
Nie oczekiwała niczego więcej. Atreus był jej bratem. Nie musiał być do tego ani bohaterem, ani idealnym synem, ani pewnym siebie królem Londynu, lepszym od tych zwykłych ludzi, pełnym dystansu i ironii wobec życia.
- Pociesza mnie - przyznała. Bo przepraszam nie było magicznym słowem, które mogłoby naprawić wszystkie błędy, ale stanowiło pierwszy krok. A wiedziała, że Atreus bywał jeszcze bardziej uparty od niej, co stanowiło już nielada sztukę. To że przyznał się do błędu i próbował przeprosin było początkiem.
Oddała mu ostatnią czereśnię ze swoich zbiorów, a potem sięgnęła po miseczkę z pestkami i wstała. Nie była pewna, czy ta rozmowa pomogła któremuś z nich czy wręcz przeciwnie. Nawet będąc jasnowidzem nie umiała tego odgadnąć. Ale próbowała. I zamierzała próbować dalej.
- Wracamy do środka? Skrzat pewnie przygotował herbatę - powiedziała. I czy poszedł z nią, czy uznał, że to ten moment, w którym potrzebuje przestrzeni, Bulstrode skierowała się w stronę budynku.
Koniec sesji