06.10.2023, 11:42 ✶
Wzdrygnęła się wewnętrznie. Odebranie części ich energii i zastąpienie jej czymś innym? To brzmiało, brzmiało… Nie, co by to oznaczało, gdyby właśnie tak się stało? Wiedziała, że traciła siebie, w tamtej chwili naprawdę traciła siebie, wszystko, co się na nią składało, rozmywała się w cyklu. Cyklu, który jakoś odwróciła, żeby…
… żeby odzyskać siebie.
Poza tym cholernym chłodem i wspomnieniami, których mieć nie powinna, nie zauważyła nic więcej, nic, co by wskazywało na to, że utraciła jakąś część siebie. A to była bardzo niepokojąca myśl. Bo co, jeśli faktycznie coś zgubiła i do tego nie miała świadomości, że tak się stało? Jeśli zgubiła – to co dokładnie? Wspomnienia? Coś innego?
Czy w takim razie na pewno była Mavelle, a nie… czymś innym?
Obracała kubek w dłoniach, w milczeniu się przysłuchując. Relacja Atreusa generalnie pokrywała się z tym, co sama z Limbo pamiętała; tu nie było żadnej niespodzianki. Ale wnioski… przekazanie energii niewiele dawało? Skupiła na Bulstrode spojrzenie pełne namysłu.
Może powinna była spytać, poprosić o wyjaśnienie, co dokładnie kryło się pod tymi słowami. Z drugiej strony… czasem lepiej było nie wiedzieć, zwłaszcza w świecie, w którym pewne praktyki pozostawały zakazane. Czy słusznie – to już inna sprawa, niemniej odwrócenie wzroku i puszczenie rzeczy mimo uszu bywało bezpieczniejsze niż pociągnięcie za język.
Wiedza bywała niebezpieczna.
A ponowna wymiana energii z limbo, bez wchodzenia do niego? Brzmiało w tej chwili jak coś z kosmosu. Czy to było w ogóle możliwe? I jakby… wyglądało na to, że w ten czy inny sposób, ścieżki Zimnych – niezależnie od siebie – obierały dość podobny kierunek. Kiedyś może by się uśmiechnęła, dochodząc do takiego wniosku, teraz zaś – pociągnęła łyk kawy, rozważając swoje słowa.
- Owszem, poza Brytanią jest inaczej w tych kwestiach – zgodziła się z Victorią – Niebawem wyjeżdżam za granicę na konsultację – przyznała, myśląc o czekającej na nie („nie” – bo nie była to podróż w pojedynkę; ba, nawet jeśli by tego chciała, to nie mogła być, biorąc pod uwagę, że przewidzenie, czy znowu nie powtórzą się wszelkie „atrakcje”, jakich doświadczyła, stanowiło w zasadzie niemożliwość. A to już ryzyko, na którego podjęcie nie mogła sobie pozwolić) wyprawie. Generalnie to też frustrowało – powinni mieć możliwość znalezienia pomocy bez konieczności spoglądania poza granice Brytanii, a wychodziło, jak wychodziło. Czyli chujowo.
- Dam wam znać, jeśli dowiem się czegoś sensownego – dodała po chwili. Podzielenie się odkryciami z Patrickiem było akurat oczywistością; Victoria i Atreus już do takiej oczywistości nie należeli. Niemniej wszyscy siedzieli w jednym dołku i… raczej mieli ten sam cel.
Wrócić do normalności.
Jakakolwiek by ona nie była.
… żeby odzyskać siebie.
Poza tym cholernym chłodem i wspomnieniami, których mieć nie powinna, nie zauważyła nic więcej, nic, co by wskazywało na to, że utraciła jakąś część siebie. A to była bardzo niepokojąca myśl. Bo co, jeśli faktycznie coś zgubiła i do tego nie miała świadomości, że tak się stało? Jeśli zgubiła – to co dokładnie? Wspomnienia? Coś innego?
Czy w takim razie na pewno była Mavelle, a nie… czymś innym?
Obracała kubek w dłoniach, w milczeniu się przysłuchując. Relacja Atreusa generalnie pokrywała się z tym, co sama z Limbo pamiętała; tu nie było żadnej niespodzianki. Ale wnioski… przekazanie energii niewiele dawało? Skupiła na Bulstrode spojrzenie pełne namysłu.
Może powinna była spytać, poprosić o wyjaśnienie, co dokładnie kryło się pod tymi słowami. Z drugiej strony… czasem lepiej było nie wiedzieć, zwłaszcza w świecie, w którym pewne praktyki pozostawały zakazane. Czy słusznie – to już inna sprawa, niemniej odwrócenie wzroku i puszczenie rzeczy mimo uszu bywało bezpieczniejsze niż pociągnięcie za język.
Wiedza bywała niebezpieczna.
A ponowna wymiana energii z limbo, bez wchodzenia do niego? Brzmiało w tej chwili jak coś z kosmosu. Czy to było w ogóle możliwe? I jakby… wyglądało na to, że w ten czy inny sposób, ścieżki Zimnych – niezależnie od siebie – obierały dość podobny kierunek. Kiedyś może by się uśmiechnęła, dochodząc do takiego wniosku, teraz zaś – pociągnęła łyk kawy, rozważając swoje słowa.
- Owszem, poza Brytanią jest inaczej w tych kwestiach – zgodziła się z Victorią – Niebawem wyjeżdżam za granicę na konsultację – przyznała, myśląc o czekającej na nie („nie” – bo nie była to podróż w pojedynkę; ba, nawet jeśli by tego chciała, to nie mogła być, biorąc pod uwagę, że przewidzenie, czy znowu nie powtórzą się wszelkie „atrakcje”, jakich doświadczyła, stanowiło w zasadzie niemożliwość. A to już ryzyko, na którego podjęcie nie mogła sobie pozwolić) wyprawie. Generalnie to też frustrowało – powinni mieć możliwość znalezienia pomocy bez konieczności spoglądania poza granice Brytanii, a wychodziło, jak wychodziło. Czyli chujowo.
- Dam wam znać, jeśli dowiem się czegoś sensownego – dodała po chwili. Podzielenie się odkryciami z Patrickiem było akurat oczywistością; Victoria i Atreus już do takiej oczywistości nie należeli. Niemniej wszyscy siedzieli w jednym dołku i… raczej mieli ten sam cel.
Wrócić do normalności.
Jakakolwiek by ona nie była.