06.10.2023, 15:37 ✶
Loretta rzeczywiście mogła zrobić wiele rzeczy – zniknąć, zaszyć się i przeczekać wszystko w zaciszu domu, który obrała za swoją siedzibę. Mogła, ale nie zrobiła tego. Bellamy nie chciał być wścibskim, nie interesowało go nawet to, co nią kierowało i dlaczego zdecydowała się tutaj przyjść. Pewnie na jej miejscu zrobiłby dokładnie to samo. Wiedział, że kobieta lubiła znajdować się w centrum uwagi, chłonęła wszelkiego rodzaju atencję i była ucieleśnieniem powiedzenia, że nie miało znaczenia to, co się mówiło, ważne, że mówiło się ogólnie. Pod tym względem byli całkowitymi przeciwieństwami, bo chociaż wiele ich łączyło, to pociąg do bycia tematem rozmów zdecydowanie nie. Dupont od długiego już czasu starał się nie wychylać, nie być na ustach lokalnej społeczności. Miał jednak ku temu konkretne powody. Wiele groziło mu, jak i jego rodzinie, gdyby te powodu ujrzały światło dzienne. Nie rozumiał też, jak ktoś może świadomie poszukiwać tej atencji. Co miałaby ona zastąpić? Bo ewidentnie czegoś takim osobom brakowało. Loretta jednak nie sprawiała wrażenia, jakby brakowało jej czegokolwiek.
– Tak… wbrew pozorom trudno jest mnie zszokować – zaśmiał się cicho, aby dotarło to jedynie do uszu Loretty. Nie potrzebował ściągać tutaj spojrzeń. Dopiero zrobiłaby się sensacja. W końcu chwilę temu dostał od Philipa jego pelerynę, by po chwili zająć się rozmową z osobą, która była powodem tego pojedynku. Trochę go śmieszyło, że nie chcąc uczestniczyć w żadnych sprawach tej społeczności, w jakiś sposób stał się jej niewielką częścią. Nie kłamał jednak. Rzadko był zaskoczony czymkolwiek. Z uwagi na swój stan, wiele rzeczy musiał zakładać z góry. Przewidywał więc najróżniejsze scenariusze, nieraz ekstremalne w swojej naturze. Nie było więc mowy o tym, by coś go zszokowało.
– Och, widzę, że atencja ci jednak służy – powiedział, w odpowiedzi na uśmiech Loretty. Uśmiech ten całkowicie zmienił jej osobę, stał się idealną maską, która zakrywała wszelkie zmiany, które zaszły w jej ciele na przestrzeni tych kilku tygodni. Wyglądała bowiem zupełnie tak, jak wyglądać powinna.
– Czy mam pytać, kto jest twoim faworytem w tym pojedynku? – zażartował. Oczywiście domyślał się, kogo Loretta chciałaby zobaczyć jako zwycięzcę.
– Tak… wbrew pozorom trudno jest mnie zszokować – zaśmiał się cicho, aby dotarło to jedynie do uszu Loretty. Nie potrzebował ściągać tutaj spojrzeń. Dopiero zrobiłaby się sensacja. W końcu chwilę temu dostał od Philipa jego pelerynę, by po chwili zająć się rozmową z osobą, która była powodem tego pojedynku. Trochę go śmieszyło, że nie chcąc uczestniczyć w żadnych sprawach tej społeczności, w jakiś sposób stał się jej niewielką częścią. Nie kłamał jednak. Rzadko był zaskoczony czymkolwiek. Z uwagi na swój stan, wiele rzeczy musiał zakładać z góry. Przewidywał więc najróżniejsze scenariusze, nieraz ekstremalne w swojej naturze. Nie było więc mowy o tym, by coś go zszokowało.
– Och, widzę, że atencja ci jednak służy – powiedział, w odpowiedzi na uśmiech Loretty. Uśmiech ten całkowicie zmienił jej osobę, stał się idealną maską, która zakrywała wszelkie zmiany, które zaszły w jej ciele na przestrzeni tych kilku tygodni. Wyglądała bowiem zupełnie tak, jak wyglądać powinna.
– Czy mam pytać, kto jest twoim faworytem w tym pojedynku? – zażartował. Oczywiście domyślał się, kogo Loretta chciałaby zobaczyć jako zwycięzcę.