Była jak żmija, która owijała się względem lukratywnego tematu, chęci pokazania się i zdobycia tej atencji, dla której przędły jej żywot okrutne Mojry – nie było dla niej tematów niewygodnych, a plotki, nawet te urągające jej godności, obchodziła z uśmiechem pełnym wyższości. Była wszak Lorettą Lestrange, tą równo popierdoloną wiedźmą, która żywiła się uwagą i tym, że o niej mówiono. A bywała na ustach niebywale często, mrugała z okładek Proroka, brylowała na bankietach, otoczona naprzemiennie wianuszkiem panien oraz względnych adoratorów. Niech Leander Yaxley spoczywa na dnie rzeki Styks, tam gdzie jego miejsce – była przecież w stanie w mgnieniu oka znaleźć kandydata bardziej godziwego; bo przecież nigdy go nie kochała, a toksyna ich wypełnionej przemocą relacji, powodowała jedynie niewiadomą, kłębiącą się w żołądku ekscytację.
Przymknęła oczy, a po pergaminie powiek przebiegł jeszcze raz widok jego; całego w brudnej, szkarłatnej posoce. I właśnie to, rozsunęło jej wargi w uśmiechu niekrytej ekstazy.
– Czy to wyzwanie? – spytała półgłosem, skracając ich dystans o kolejne, zmniejszające się gwałtownie centymetry. Mogła poczuć duszność jego wody kolońskiej i tę charakterystyczną woń, którą nosił każdy człowiek, lecz na inny sposób.
Zachowywała względną powagę, patrząc mu w oczy głębiej, niż ktokolwiek by sobie tego życzył, tylko aby po chwili kąciki zewnętrzne oczu zarysowały się drobnymi zmarszczkami, a ona sama wybuchła cichym, perlistym śmiechem.
– Ja i atencja? No co ty – odparła miękko.
Otuliła wzrokiem ponownie ciżbę zgromadzoną w sekcji, jedynie aby intensywnością spojrzenia powrócić do Bellamy’ego. Pozwoliła okapturzonej szacie opaść z ramion, a pod nim samym, ukazywała się prawdziwa i namacalna Lestrange. Pstrokata koszula z falami żabotu, owijającymi się wstążką wokół smukłej szyi; wysoko w talii umieszczone proste, czarne spodnie i, nieodłącznie i odwiecznie, wysokie obcasy, których stukot zapowiadał jej duszną obecność.
Uniosła wzrok na pytanie Duponta.
– Mamy dwóch kandydatów – zaczęła tonem spikerki radiowej, która miałaby opiniować rozgrywkę. – Jeden profesjonalnie dosiada kija, drugi też. Jednak jeden z nich jest moim bratem, a drugiego utopiłabym w łyżce wody. Wiem, że to zadanie trudne, ale może zgadniesz, któremu z nich kibicuję – urwała, przekrzywiając nieznacznie głowę.