06.10.2023, 16:40 ✶
Bellamy wyrwany był z innego świata, wyraźnie odznaczał się na tle bawiącej się gawiedzi, chociaż starannie udawał, że jednak tutaj pasuje. Trzymał się jednak z boku, rzadko podchodząc do ludzi, jeśli już nie musiał. Często uczepiając się wybranych i znanych mu osób, które wiedział, że będą w stanie zająć jego czas. Nie lubił bowiem wszystkich i nie czuł się komfortowo przy ludziach. Loretta była więc dla niego wybawieniem i jej pojawienie się, chociaż nieoczekiwane, czymś, co wyjątkowo uradowało ciemnowłosego. Domyślał się jednak, że kobieta dużo bardziej wolałaby teraz stać na samym środku sali i pozwalać zgromadzonym jeść ją wzrokiem. Bo właśnie takim typem osoby była – osoby, której pewności siebie Bellamy zazdrościł i chciałby jej posiadać chociaż odrobinę.
– Darujmy sobie – zgodził się, uśmiechając lekko. Szybko wypił resztę swojego szampana, po czym odłożył pusty kieliszek na najbliższy stolik. Momentalnie w jego dłoni pojawił się kolejny. Dupont nawet nie zarejestrował momentu, w którym zgarnął naczynie. Wiedział, że nie był to najlepszy pomysł, bo jego tolerancja na alkohol była godna pożałowania i zapewne nastoletni czarodzieje wykazują się większą odpornością od niego. Nie przeszkadzało mu to jednak w tym momencie.
– Myślałem, że żyjesz dla tego typu przyjęć, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach – zauważył. Nie wyobrażał sobie, żeby jego przyjaciółka mogła opuścić to miejsce, nie dowiadując się, co też się o niej mówiło. A z całą pewnością się o niej mówiło. – Na pewno wszystko z tobą w porządku? – zapytał jeszcze, chcąc się upewnić, czy z Lorettą jest wszystko w porządku. On sam nie miał oczywiście żadnych oporów przed tym, by stąd zniknąć.
– Oboje wiemy, jak Philip lubi triumfować – zaśmiał się jeszcze, sięgając dłonią po butelkę szampana, który leżał na stoliku. Wiedział, że robi potężny błąd, niemniej jednak wieczór ten z pewnością będzie dużo przyjemniejszy, jeśli w organizmie będzie płynąć odpowiednia ilość alkoholu. – Prowadź – powiedział.
– Darujmy sobie – zgodził się, uśmiechając lekko. Szybko wypił resztę swojego szampana, po czym odłożył pusty kieliszek na najbliższy stolik. Momentalnie w jego dłoni pojawił się kolejny. Dupont nawet nie zarejestrował momentu, w którym zgarnął naczynie. Wiedział, że nie był to najlepszy pomysł, bo jego tolerancja na alkohol była godna pożałowania i zapewne nastoletni czarodzieje wykazują się większą odpornością od niego. Nie przeszkadzało mu to jednak w tym momencie.
– Myślałem, że żyjesz dla tego typu przyjęć, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach – zauważył. Nie wyobrażał sobie, żeby jego przyjaciółka mogła opuścić to miejsce, nie dowiadując się, co też się o niej mówiło. A z całą pewnością się o niej mówiło. – Na pewno wszystko z tobą w porządku? – zapytał jeszcze, chcąc się upewnić, czy z Lorettą jest wszystko w porządku. On sam nie miał oczywiście żadnych oporów przed tym, by stąd zniknąć.
– Oboje wiemy, jak Philip lubi triumfować – zaśmiał się jeszcze, sięgając dłonią po butelkę szampana, który leżał na stoliku. Wiedział, że robi potężny błąd, niemniej jednak wieczór ten z pewnością będzie dużo przyjemniejszy, jeśli w organizmie będzie płynąć odpowiednia ilość alkoholu. – Prowadź – powiedział.