06.10.2023, 17:00 ✶
Florence nie używała imion stażystów - zazwyczaj mówiła do nich "ty", niekiedy dodając "panie X" i "panno Y", mniej więcej tak jak nauczyciele w Hogwarcie. Zapewne gdyby Leo spróbował nazwać ją Florence, zmierzyłaby go chłodnym spojrzeniem i wspomniała, że nie przypomina sobie, aby byli przyjaciółmi. Jak dotąd tylko do jednej stażystki zwracała się po imieniu i to nie w szpitalu, a sytuacja, jaka wynikła, była nieco... specyficzna.
Nie była zasadniczo ich szefową, bo przecież nie zarządzała oddziałem (chociaż gdyby ktoś ją spytał, powiedziałaby, że "jeszcze" nie zarządzała oddziałem, miała zamiar do tego dążyć, bo jej zdaniem wiele spraw w szpitalu należałoby ułożyć inaczej). Ale już w pewnym sensie przełożoną - owszem, skoro udzielała wykładów i opiekowała się nimi podczas praktyk.
- Jeżeli twoim życzeniem byłoby jechanie tu rowerem aż z Londynu i z powrotem, następnym razem proszę się nie krępować, panie O'Dwyer - powiedziała krótko, kiedy poinformował, że zabrałby ze sobą rower. Wątpiła, by specjalista od teleportacji łącznej zechciał taki zabrać ze sobą, nie wspominając już o tym, że teraz byłoby ciężko wciągnąć rower ze sobą do kominka...
Kolejne słowa Leo sprawiły, że doczekał się tego, że rzuciła mu spojrzenie.
- Mam wrażenie, że któreś z nas musi mieć błędne informacje - stwierdziła spokojnie. - Sądziłam, że niejaki Helios O’Dwyer jest stażystą na oddziale urazów pozaklęciowych i leczenia klątw. Czy może zaszła tu pomyłka i jednak ubiegał się pan o miejsce na wydziale chorób zakaźnych, a tutaj zabłąkał przypadkiem?
Oczywiście, wiedziała, że nie ma mowy o żadnej pomyłce, bo przecież znała jego papiery - znała wszystkie papiery każdego stażysty i uzdrowiciela na jej oddziale. Może akurat z Leo nie miała tak wielu kontaktów, jak z Fernah czy Cameronem, ale jego oceny z Hogwartu mogłaby wyrecytować z pamięci. I doskonale wiedziała, jakie podania złożył w zakresie specjalizacji...
- Czy może jednak to pan zapomniał o tak istotnej sprawie, jak oddział, na którym pracuje...? Jeśli tak, sugeruję eliksir wspomagający pamięć. Przyda się zwłaszcza, że nie, zdecydowanie nie wystarczy wiedzieć, że "klątwy mogą przenosić się na przedmiotach" - dodała, a potem nie czekając na odpowiedź odwróciła się i skierowała dalej, ku budynkowi, z którego jak miała nadzieję, zaraz wyruszą do Londynu...
Nie była zasadniczo ich szefową, bo przecież nie zarządzała oddziałem (chociaż gdyby ktoś ją spytał, powiedziałaby, że "jeszcze" nie zarządzała oddziałem, miała zamiar do tego dążyć, bo jej zdaniem wiele spraw w szpitalu należałoby ułożyć inaczej). Ale już w pewnym sensie przełożoną - owszem, skoro udzielała wykładów i opiekowała się nimi podczas praktyk.
- Jeżeli twoim życzeniem byłoby jechanie tu rowerem aż z Londynu i z powrotem, następnym razem proszę się nie krępować, panie O'Dwyer - powiedziała krótko, kiedy poinformował, że zabrałby ze sobą rower. Wątpiła, by specjalista od teleportacji łącznej zechciał taki zabrać ze sobą, nie wspominając już o tym, że teraz byłoby ciężko wciągnąć rower ze sobą do kominka...
Kolejne słowa Leo sprawiły, że doczekał się tego, że rzuciła mu spojrzenie.
- Mam wrażenie, że któreś z nas musi mieć błędne informacje - stwierdziła spokojnie. - Sądziłam, że niejaki Helios O’Dwyer jest stażystą na oddziale urazów pozaklęciowych i leczenia klątw. Czy może zaszła tu pomyłka i jednak ubiegał się pan o miejsce na wydziale chorób zakaźnych, a tutaj zabłąkał przypadkiem?
Oczywiście, wiedziała, że nie ma mowy o żadnej pomyłce, bo przecież znała jego papiery - znała wszystkie papiery każdego stażysty i uzdrowiciela na jej oddziale. Może akurat z Leo nie miała tak wielu kontaktów, jak z Fernah czy Cameronem, ale jego oceny z Hogwartu mogłaby wyrecytować z pamięci. I doskonale wiedziała, jakie podania złożył w zakresie specjalizacji...
- Czy może jednak to pan zapomniał o tak istotnej sprawie, jak oddział, na którym pracuje...? Jeśli tak, sugeruję eliksir wspomagający pamięć. Przyda się zwłaszcza, że nie, zdecydowanie nie wystarczy wiedzieć, że "klątwy mogą przenosić się na przedmiotach" - dodała, a potem nie czekając na odpowiedź odwróciła się i skierowała dalej, ku budynkowi, z którego jak miała nadzieję, zaraz wyruszą do Londynu...