Philip nie miał najmniejszych problemów z postawieniem pewnych granic w relacjach ze swoimi kochankami, choć z jakiegoś powodu nie wznosił ich w towarzystwie Laurenta, pozwalając mu raczyć się tymi wspaniałymi komplementami. Słuchanie ich sprawiało mu wiele przyjemności i chociaż dobrze wiedział, co ich łączyło, to pozwalał temu trwać. Wyłącznie podczas tych wszystkich spotkań, ale tyle mógł mu zaoferować. Pozostawali w tej kwestii wyjątkowo zgodni. Nie chciał aby ta relacja dobiegła końca. Na tle wszystkich jego dotychczasowych związków, ta była wyjątkowo udana i bardzo satysfakcjonująca. Nie poszukiwał w swoim życiu stałych związków, niezależnie od płci potencjalnego partnera.
— Masz mapę? Moglibyśmy stukać różdżką w mapę z zamkniętymi oczami i wybrać się tam, gdzie spocznie jej koniec. W zasadzie jestem, ale zwykle wybieram zagranicę, nieco rzadziej samą Anglię. Jest jeszcze Irlandia, Szkocja i Walia. — Zaproponował całkiem skuteczny i zarazem zabawny sposób na wybór destynacji ich wycieczki. Udało mu się zwiedzić kawał świata i ułamek samej Anglii, do której nie chciał się teraz ograniczać. Wycieczka do Irlandii albo Szkocji wchodziła jak najbardziej w grę. Wszyscy kochali opowieści o zagranicznych wycieczkach. Niekiedy towarzyszyła temu zazdrość. Skrzętnie skrywana, jednak obecna. Może kiedyś przyjdzie mu napisać swoją biografię, w której poświęci kilka albo kilkanaście stron swoim wszystkim podróżom.
— Wystarczy w zupełności. — Roześmiał się dźwięcznie. Chciał aby Laurent usiadł obok niego na tej kanapie. Sam zwrócił się w jego stronę, chcąc utrzymywać z nim kontakt wzrokowy. — Nie muszę być księgową aby widzieć, że jakoś przędzie. To dobrze, bo je uwielbiam. Piłem je za każdym razem, ilekroć w czasach szkolnych wybierałem się do Hogsmeade. — Zażartował, w rzeczywistości dobrze wiedząc, że to miejsce generowało spore przychody. Gdyby tak nie było to Laurent zamknąłby je już lata temu. On dobrze wiedział, co to znaczy uniezależnić się od rodziny. Przez wszystkie lata swojej kariery zgromadził w swoim prywatnym skarbcu tyle galeonów, że trudno byłoby się doliczyć, ile ich tam jest. Nie oznaczało to, że nie ma dostępu do rodowego skarbca. Pozwolił sobie na lekkie nawiązanie do czasów szkolnych, które pomimo posiadania przez niego obowiązków szkolnych i kładących się cieniem na nich problemami z ojcem, były najlepszymi czasami w tamtym momencie jego życia.
Pozwolił na to aby Laurent odsunął jego dłoń z kuflem kremowego piwa, czego nie pożałował. Zamruczał z wyraźnym zadowoleniem, rozchylając delikatnie wargi z zamiarem sprowadzenia tak miłych muśnięć do prawdziwego, krótkiego pocałunku. Po pierwszym łyku tego ciepłego rumieńce na jego policzkach nieznacznie się pogłębiły, w czym również miało swój udział te muśnięcia składane na jego wargach. Nie oznaczało to, że naprawdę się skrępował.
Opuszczając spojrzenie na usta młodszego mężczyzny, przygryzł dolną wargę. Mógł całkiem uroczo się rumienić w danym momencie i jednocześnie zacząć myśleć o tym, że mogliby skończyć w sypialni. Zdradzał to lekko dwuznaczny uśmiech błąkający się po jego ustach. Postara się trzymać tego, że przyszedł tutaj na przechadzkę. Potem się zobaczy. Brał na to sporą poprawkę, bo wiedział, jak to się skończy. Najpierw spacer, bo jeśli skończą w sypialni, to potem nie będzie w stanie przekroczyć granicy łóżka Laurenta do czasu zakończenia tego spotkania.
— Zadziwiające, co wiosna z Tobą robi. — Stwierdził niefrasobliwie. — Same nudne rzeczy! Nic dziwnego, że mnie zaprosiłeś. Kto by chciał coś takiego robić! — Philip ze wszystkich rzeczy na świecie nie znosił biurokracji, którą zajmowanie się uważał za karę za swoje wszystkie grzechy. Piekło na ziemi.