To nie tak, że Laurent nie myślał o stałych związkach. Myślał. Nie pozwalał sobie o tym myśleć jednak za dużo, nie pozwalał sobie, żeby tym myślom poświęcić energię. Jego romantyzm i marzycielstwo było zgniatane przez racjonalne myślenie, które tkwiło w jego głowie i nakazywało trzeźwo spojrzeć na ten świat i wszystko, co można było w nim osiągnąć. To, o czym on marzył, było nieosiągalne. Dlatego cieszył się z tego, co mógł mieć, po co mógł sięgnąć i co wypełniało jego serce i dodawało mu energii do tego, żeby być, trwać i uzupełniać to, czego mu brakowało. Nie zawsze każdy był przez to zadowolony, chociaż blondyn naprawdę starał się nie krzywdzić ludzi. Łatwo było o tym mówić, kiedy mimo wszystko brało się na tapetę zabawę ludzkimi emocjami. I to też nie tak, że tego nie widział, że nie zdawał sobie sprawy. Wiedział. Nie mógł się usprawiedliwić tym, że nie wiedział. A nawet jeśli to kogo to niby pocieszało? Zasłanianie się "nie miałem złych intencji" też brzmiało nad wyraz żałośnie. Choć faktycznie - nie miał.
- Mam cały zapas map. - Zarówno ich okolic, Londynu, całej Anglii, jej niektórych regionów. Jedne były pokreślone i wymagały wyczyszczenia, inne były pokreślone, ale zaklęcie transmutujące dawno z niej spadły. Akurat map było u niego pod dostatkiem. Potrafił bez problemu przemieszczać się po dziczach, ale przemieszczanie się z mapą zapewniało bezpieczeństwo i umożliwiało przede wszystkim organizację pracy. - Aż taki z ciebie hazardzista, żeby swój los powierzyć przypadkowi? - Zaczepił go troszeczkę. Philip lubił przygodę, ale raczej lubił mieć kontrolę nad tym, co się dzieje, dlatego to w zasadzie było coś trochę... nowego. Pokazywało, że przypadki potrafią być przyjmowane z całkiem dobrym rezultatem. Może dlatego, że dotyczyło to wycieczek, które z samego założenia oplatałyby przyjemnością? Prawie. Philip nie myślał do końca perspektywicznie o tym. Ponieważ takim sposobem można było trafić do miejsca, które było zupełnie nieciekawe, stracić czas i przeżyć zawód. - Mam dla ciebie lepszą propozycję. Mam atlas pięknych miejsc Wielkiej Brytanii. Może to tam otworzysz go na losowej stronie i wybierzesz podróż? - Laurent starał się zawsze robić tak, żeby nakierunkowywać Philipa na lepsze pomysły, ale jednocześnie nie podcinać mu broń Boże skrzydeł. Wilk syty, owca cała.
- Hahaha, spokojnie, Philipie... wszystko w swoim czasie. - Przyobiecał słodkim głosem, wyłapując spojrzenie blondyna. To przyjemne uczucie w nim narosło - oczekiwania, wyczekiwania na te doznania, które wznosiły człowieka ponad codzienność skrywając się między westchnieniami i bliskością ciał. Ucałował krótko, delikatnie jego usta, zanim się odsunął, ale tylko troszkę, by z bliska móc spoglądać na te zadowolone, łagodne, niebieskie oczy. Nie było piękniejszego lustra, w którym mógłby się przeglądać. Świat był naprawdę odepchnięty za ramkę tego, co tworzyli będąc razem. Liczyli się tylko oni, zaklęci w bezpieczeństwie własnej prywatności. - Prawda, że nudne? - Zawtórował z rozbawieniem mężczyźnie apropo księgowości i wszystkich innych papierów, które przeijały się przez jego ręce. Dla niego były codziennością, czuł tylko frustrację, kiedy przez papierki i konieczności latania do Ministerstwa coś mu się przesuwało, psuło, utrudniało znacząco, a w ogóle nie miało przy tym sensu. - Dlatego zostałeś moim dzisiejszym bohaterem. Tylko teraz, bohaterze, musisz się szybko rozprawić z tym piwem kremowym, bo się nie doczekam. - Nie była to do końca prawda, Laurent był bardzo cierpliwą osobą i wcale nie było mu tak śpieszno na przechadzkę. Bardziej chciał po prostu podtrzymać ten nastrój żywiołowości, chęci, obietnicy przygody.