10.11.2022, 20:41 ✶
- Mój brat posiada wiele ukrytych pasji - przyznał z umiarkowaną powagą, która kazała wietrzyć w tych słowach jakichś podstęp. - Jestem jednak absolutnie przekonany, że o większości z nich nie ma jeszcze pojęcia - dodał, rozwiewając wszelkie wątpliwości co do powodów, które nim kierowały przy wyborze jakiegokolwiek upominku dla Oriona. Skromnym zdaniem Atreusa, jego brat zbyt dużo pracy poświęcał pracy, nie wspominając o tym, że często kiedy z niej wychodził, nie wyjmował przy okazji przysłowiowego kija z dupy, który zdawał się na tym etapie życia być już permanentnie przyspawanym do niego. Młody Bulstrode wciąż miał jednak nadzieję, że któregoś dnia Orion obudzi się jako nowy człowiek, oczywiście z jego pomocą. Że stanie się o wiele bardziej skory do szeroko pojętej zabawy. Zegar, lub też waza, które rozważał Atreus, były przedmiotami tak samo nudnymi jak jego brat, jednak żywił w tym wszystkim nadzieję, że ofiarowanie ich jako prezent uświadomi Orionowi, gdzie popełnia błędy. Zawsze też, waza mogła robić za bardzo poręczny, fenomenalnie wyglądający kosz na papiery.
Łypnął na Florence nawet nieco rozbawiony, wyraźnie się też rozluźniając, bo jakby nie patrzeć - spodziewał się chociaż odrobiny sprzeciwu. Mogła przecież się z nim zacząć droczyć, odwlekać odpowiedź, a rzuconony w odpowiedzi żarcik, przynajmniej jego zdaniem, nie zwiastował podobnej sytuacji.
- Dokładnie to samo pomyślałem - uśmiechnął się szelmowsko - Słyszałem że tego typu kolor tylko uwydatniałby barwę moich oczu, przez co byłbym jeszcze bardziej zniewalający - podrapał się po czole, mimowolnie przysłaniając dłonią twarz przed przypadkowymi podsłuchiwaczami, którzy mogliby zrozumieć te słowa na milion niewłaściwych sposobów. - Jasne, jasne. Będę pamiętał - a jeśli nie, to Florence pewnie i tak mu o tym przypomni. Od tego przecież miało się starsze siostry, prawda? - Jesteś wielka - rzucił jeszcze, spojrzeniem wędrując do Alice, która postanowiła przyłączyć się do jego siostry. On jednak miał inne zobowiązania, więc tylko uśmiechnął się do kuzynki, puścił jej oczko i kiwając im obu głową, wreszcie odwrócił się i ruszył w kierunku z którego przyszedł. Tym razem jednak nie śpiesząc się.
Gdzieś po drodze znalazł kolejną tacę niesioną przez kelnera, z której zaopatrzył się w nowy kieliszek. Tak uzbrojony i wyraźnie z siebie zadowolony, wreszcie ruszył prosto do miejsca, gdzie zostawił Elaine. Miał nadzieję, że nie miała mu za złe tego chwilowego zniknięcia, a nawet jeśli, nie pozostawało mu nic innego, jak zignorowanie tego, bo przecież zrobił to w szczytnym celu, prawda?
- Przepraszam, że cię zostawiłem, ale już jestem. Moja siostra wymagała ode mnie drobnych konsultacji - ułożył na moment dłoń na jej plecach, jakby chcąc utwierdzić ją w przekonaniu, że mówił jakkolwiek szczerze. Dopiero potem spojrzała na ludzi, z którymi zdawała się aktualnie prowadzić jakąś rozmowę, kiwając im na przywitanie głową i rozpoznając przede wszystkim Malfoya, który również pracował w ministerstwie.
Łypnął na Florence nawet nieco rozbawiony, wyraźnie się też rozluźniając, bo jakby nie patrzeć - spodziewał się chociaż odrobiny sprzeciwu. Mogła przecież się z nim zacząć droczyć, odwlekać odpowiedź, a rzuconony w odpowiedzi żarcik, przynajmniej jego zdaniem, nie zwiastował podobnej sytuacji.
- Dokładnie to samo pomyślałem - uśmiechnął się szelmowsko - Słyszałem że tego typu kolor tylko uwydatniałby barwę moich oczu, przez co byłbym jeszcze bardziej zniewalający - podrapał się po czole, mimowolnie przysłaniając dłonią twarz przed przypadkowymi podsłuchiwaczami, którzy mogliby zrozumieć te słowa na milion niewłaściwych sposobów. - Jasne, jasne. Będę pamiętał - a jeśli nie, to Florence pewnie i tak mu o tym przypomni. Od tego przecież miało się starsze siostry, prawda? - Jesteś wielka - rzucił jeszcze, spojrzeniem wędrując do Alice, która postanowiła przyłączyć się do jego siostry. On jednak miał inne zobowiązania, więc tylko uśmiechnął się do kuzynki, puścił jej oczko i kiwając im obu głową, wreszcie odwrócił się i ruszył w kierunku z którego przyszedł. Tym razem jednak nie śpiesząc się.
Gdzieś po drodze znalazł kolejną tacę niesioną przez kelnera, z której zaopatrzył się w nowy kieliszek. Tak uzbrojony i wyraźnie z siebie zadowolony, wreszcie ruszył prosto do miejsca, gdzie zostawił Elaine. Miał nadzieję, że nie miała mu za złe tego chwilowego zniknięcia, a nawet jeśli, nie pozostawało mu nic innego, jak zignorowanie tego, bo przecież zrobił to w szczytnym celu, prawda?
- Przepraszam, że cię zostawiłem, ale już jestem. Moja siostra wymagała ode mnie drobnych konsultacji - ułożył na moment dłoń na jej plecach, jakby chcąc utwierdzić ją w przekonaniu, że mówił jakkolwiek szczerze. Dopiero potem spojrzała na ludzi, z którymi zdawała się aktualnie prowadzić jakąś rozmowę, kiwając im na przywitanie głową i rozpoznając przede wszystkim Malfoya, który również pracował w ministerstwie.