07.10.2023, 17:14 ✶
Najpierw było tak, jak być powinno. Czyli trafiła na ciało. Pierwszy krok, po którym mogła podjąć kolejne, tyle że nie. Bo nagle ciało stało się wodą, a ona sama – w tej wodzie wylądowała. Nie, nie tak to powinno być; ludzie nie zamieniali się przecież w ciecz, nie przeobrażali w kałuże (czy kałuża mogła być matką Fawley? Czy też zadziało się tu jeszcze coś innego?
Nie powstrzymała przekleństwa cisnącego się na usta, gdy mokra podnosiła się z podłogi. Woda, jeszcze więcej wody, skąd, do cholery, tyle tu wody?! I jeszcze ten szum w głowie, aż uniosła dłoń do skroni, jakby to miało w jakikolwiek sposób pomóc.
Wspomnienia.
Żadna z niej Bishop, tylko Bones, a siostra… siostry nigdy nie miała, a przynajmniej nie z jednej krwi i kości. Szlag. Tkwiła więc w cudzym kłamstwie, wtłoczona w jakąś rolę – po co, na co, dlaczego, czy to miało jakiś większy sens niż jedynie wyłączenie jej z walki? A Brenna? Atreus? Co z nimi?
Też zostali uwięzieni czy…? Nie, nie mogła zakładać, że już było po nich. Potrzeba energii. Może w tym kryło się coś więcej, może to wykraczało poza sen…? Co Atreus mówił o aurach? Po prostu zabicie, tak o, po zastanowieniu nieszczególnie brzmiało jak pasująca opcja. Bardziej jak… marnotrawstwo?
Co nie znaczyło, że była spokojniejsza.
Obudź się, nakazała sobie otwórz te cholerne oczy.
Dość odruchowo sięgnęła dłonią tam, gdzie powinna mieć różdżkę, rozglądając się po kajucie. Wody nadal przybywało? Zaraz, trzy chluśnięcia, trzy osoby? I jeszcze Marianne, nadal leżała na tym cholernym łóżku. Może nie powinna była.
Może należało sobie usiąść i się koncentrować na wyswobodzeniu z sieci snu.
Może… ale też koniec końców podeszła bliżej, nie planowała jednak jej dotykać.
Przede wszystkim chciała się obudzić.
Nie powstrzymała przekleństwa cisnącego się na usta, gdy mokra podnosiła się z podłogi. Woda, jeszcze więcej wody, skąd, do cholery, tyle tu wody?! I jeszcze ten szum w głowie, aż uniosła dłoń do skroni, jakby to miało w jakikolwiek sposób pomóc.
Wspomnienia.
Żadna z niej Bishop, tylko Bones, a siostra… siostry nigdy nie miała, a przynajmniej nie z jednej krwi i kości. Szlag. Tkwiła więc w cudzym kłamstwie, wtłoczona w jakąś rolę – po co, na co, dlaczego, czy to miało jakiś większy sens niż jedynie wyłączenie jej z walki? A Brenna? Atreus? Co z nimi?
Też zostali uwięzieni czy…? Nie, nie mogła zakładać, że już było po nich. Potrzeba energii. Może w tym kryło się coś więcej, może to wykraczało poza sen…? Co Atreus mówił o aurach? Po prostu zabicie, tak o, po zastanowieniu nieszczególnie brzmiało jak pasująca opcja. Bardziej jak… marnotrawstwo?
Co nie znaczyło, że była spokojniejsza.
Obudź się, nakazała sobie otwórz te cholerne oczy.
Dość odruchowo sięgnęła dłonią tam, gdzie powinna mieć różdżkę, rozglądając się po kajucie. Wody nadal przybywało? Zaraz, trzy chluśnięcia, trzy osoby? I jeszcze Marianne, nadal leżała na tym cholernym łóżku. Może nie powinna była.
Może należało sobie usiąść i się koncentrować na wyswobodzeniu z sieci snu.
Może… ale też koniec końców podeszła bliżej, nie planowała jednak jej dotykać.
Przede wszystkim chciała się obudzić.