07.10.2023, 17:29 ✶
Loretta była zjawą i marą, którą pewnie wielu mężczyzn widziało, gdy tylko zamykali oczy. Bellamy mógł zrozumieć, dlaczego wzbudzała ich zainteresowanie i pewnie, gdyby on sam był inny, to czułby się w jej obecności podobnie. Podziwiał ją, jednak nie kryły się w tym żadne namiętne umiejętności czy pożądanie. Była to czysta fascynacja, którą obdarowywał każdą osobę, która uważał za wyjątkową. A Lestrange nie można było tej niezwykłości odmówić. Wydawało się bowiem, że każdy jej krok był wydarzeniem, na które powinno się oczekiwać i przyglądać z zachwytem. Doprawdy intrygujące. Z tego tez powodu nie dziwiło go, ani też nie szokowało, że to ona była powodem tego wydarzenia. Nie mogło być przecież inaczej.
– Ależ proszę, możesz próbować – dawał jej pozwolenie. Zszokowanie go było trudne, nie było jednak niemożliwe. Zapewne gdyby Loretta wyciągnęła teraz zza swojej peleryny jednorożca, to z pewnością udałoby jej się to osiągnąć. Bądźmy jednak szczerzy – pewne rzeczy się niemożliwe nawet dla największych cudotwórców. Sama ta myśl przyciągnęła na twarz Duponta uśmiech. Lestrange z jednorożcem wzbudziłaby zainteresowanie większe niż pojedynek… zapewne nie zniknęłaby z ust Londynu przez długie, długie miesiące, stając się legendą większą, niż była obecnie.
– Och proszę, skromność ci nie pasuje – skrzywił się udawanym grymasem, po czym roześmiał cicho. Ciągle mówili dość cicho. Podobała mu się ta odrobina prywatności w miejscu, w którym prywatnie nie było.
– Cóż… ja już pożyczyłem Philipowi szczęścia – odparł, oglądając się przez ramię, próbując dostrzec przyjaciela, jednak zarówno on, jak i jego towarzysz zniknęli już z pola widzenia. – To może przyjacielski zakład? Co ty na to? – zaproponował, chociaż nie wiedział, jak Loretta mogłaby na to zareagować, biorąc pod uwagę, że ten pojedynek chyba był poważnym wydarzeniem.
– Ależ proszę, możesz próbować – dawał jej pozwolenie. Zszokowanie go było trudne, nie było jednak niemożliwe. Zapewne gdyby Loretta wyciągnęła teraz zza swojej peleryny jednorożca, to z pewnością udałoby jej się to osiągnąć. Bądźmy jednak szczerzy – pewne rzeczy się niemożliwe nawet dla największych cudotwórców. Sama ta myśl przyciągnęła na twarz Duponta uśmiech. Lestrange z jednorożcem wzbudziłaby zainteresowanie większe niż pojedynek… zapewne nie zniknęłaby z ust Londynu przez długie, długie miesiące, stając się legendą większą, niż była obecnie.
– Och proszę, skromność ci nie pasuje – skrzywił się udawanym grymasem, po czym roześmiał cicho. Ciągle mówili dość cicho. Podobała mu się ta odrobina prywatności w miejscu, w którym prywatnie nie było.
– Cóż… ja już pożyczyłem Philipowi szczęścia – odparł, oglądając się przez ramię, próbując dostrzec przyjaciela, jednak zarówno on, jak i jego towarzysz zniknęli już z pola widzenia. – To może przyjacielski zakład? Co ty na to? – zaproponował, chociaż nie wiedział, jak Loretta mogłaby na to zareagować, biorąc pod uwagę, że ten pojedynek chyba był poważnym wydarzeniem.