07.10.2023, 18:04 ✶
Tak, wszystko miało swoje plusy i minusy. Nawet bycie anonimowym aspołecznikiem, którym dumnie określał się Bell, nie było czymś w stu procentach pozytywnym. Nauczył się tego życia w dobrowolnej izolacji, które całkiem się podobało, ale nie zawsze było tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać. Każdy człowiek potrzebuje innego człowieka, z którym mógłby spędzić trochę czasu. Rozmowa i kontakt fizyczny były bowiem bardzo ważne i samemu ciężko było zaspokoić te potrzeby. Na całe szczęście praca w sklepiku babki Duponta była idealnym zastępstwem, gdyż dzięki niemu Bell miał zapewniony jakiekolwiek możliwości zaspokojenia potrzeb społecznych. Nie narzekał więc zbyt często. Co więcej, dostrzegł, że całkiem nieźle się czuje, gdy przebywa w swoim właśnie towarzystwie.
– Tajemnice to wspaniałe rzeczy – odpowiedział na jej stwierdzenie. Nie przeszkadzało mu to, że nie wiedział o niej wszystkiego. Co prawda lubił dowiadywać się o ludziach różnych informacji, niemniej jednak nie zależało mu na tym, by dowiadywać się absolutnie wszystkiego. Ludzie byli tak złożonymi istotami, że nawet chcą się w nich zagłębić, nie było się w stanie objąć rozumem tego, co się w nich kryło. Niektóre osoby kryły w sobie wyjątkowo wiele różnych cząsteczek i Loretta była właśnie jedną z tych osób. Być może dlatego się tak dobrze dogadywali? Bo oboje nie odsłaniali wszystkich kart, które posiadali.
Był gotowy do ucieczki. Czekał tylko na Lorettę, która i sobie wzięła butelkę szampana. Kradzież alkoholu z całą pewnością była nietaktowna, niemniej jednak był on tutaj po to, by zostać wypitym. Chyba nie robili więc nic złego. Po kilku minutach znaleźli się już na zewnątrz. Przywitało ich ciepłe powietrze. Ciepłe noce były jednym z wielu powodów, dla których uwielbiał lato.
Ta noc była wyjątkowo ciepła. Nie wiedział, czy wynikało to z samej pogody, czy było to wynikiem połączenia zarówno temperatury na zewnątrz, jak i ilością alkoholu, który krążył w ich żyłach. Dupont trochę go już wypił. Ilość nie była duża, jednak ten szybko mieszał mu w głowie.
– Och, chcesz udawać brak dzieciństwa? Że niby twierdzisz, że je miałaś? – zaśmiał się, bo on z pewnością nie miał normalnego dzieciństwa, a przynajmniej takiego, które by chciał. Jego dzieciństwo wypełnione było trzymaniem dyscypliny i ciągłym strachem, że znów będzie powodem kłopotów. Posiadanie typowego dzieciństwa było dla niego zbyt niebezpieczne, dlatego też nie musiał niczego udawać.
– Jak ugrzęźniesz w błocie i zgubisz buty, to będziesz musiała wracać boso, moja droga – zaśmiał się, odgarniając włosy z czoła, zatykając je za ucho.
– Tajemnice to wspaniałe rzeczy – odpowiedział na jej stwierdzenie. Nie przeszkadzało mu to, że nie wiedział o niej wszystkiego. Co prawda lubił dowiadywać się o ludziach różnych informacji, niemniej jednak nie zależało mu na tym, by dowiadywać się absolutnie wszystkiego. Ludzie byli tak złożonymi istotami, że nawet chcą się w nich zagłębić, nie było się w stanie objąć rozumem tego, co się w nich kryło. Niektóre osoby kryły w sobie wyjątkowo wiele różnych cząsteczek i Loretta była właśnie jedną z tych osób. Być może dlatego się tak dobrze dogadywali? Bo oboje nie odsłaniali wszystkich kart, które posiadali.
Był gotowy do ucieczki. Czekał tylko na Lorettę, która i sobie wzięła butelkę szampana. Kradzież alkoholu z całą pewnością była nietaktowna, niemniej jednak był on tutaj po to, by zostać wypitym. Chyba nie robili więc nic złego. Po kilku minutach znaleźli się już na zewnątrz. Przywitało ich ciepłe powietrze. Ciepłe noce były jednym z wielu powodów, dla których uwielbiał lato.
Ta noc była wyjątkowo ciepła. Nie wiedział, czy wynikało to z samej pogody, czy było to wynikiem połączenia zarówno temperatury na zewnątrz, jak i ilością alkoholu, który krążył w ich żyłach. Dupont trochę go już wypił. Ilość nie była duża, jednak ten szybko mieszał mu w głowie.
– Och, chcesz udawać brak dzieciństwa? Że niby twierdzisz, że je miałaś? – zaśmiał się, bo on z pewnością nie miał normalnego dzieciństwa, a przynajmniej takiego, które by chciał. Jego dzieciństwo wypełnione było trzymaniem dyscypliny i ciągłym strachem, że znów będzie powodem kłopotów. Posiadanie typowego dzieciństwa było dla niego zbyt niebezpieczne, dlatego też nie musiał niczego udawać.
– Jak ugrzęźniesz w błocie i zgubisz buty, to będziesz musiała wracać boso, moja droga – zaśmiał się, odgarniając włosy z czoła, zatykając je za ucho.