— W takim razie doskonale. Przyniesienie ich może trochę zająć, ale to nie jest nic, z czym byśmy sobie nie poradzili. — Stwierdził z zadowoleniem, jednocześnie nie palił się do tego aby wstać z kanapy i poświęcić się przyniesieniu, jak i wertowaniu wszystkich posiadanych przez Laurenta map. Miał za sobą długi lot, przy swoim boku Laurenta i siedział na wygodnej kanapie z kuflem kremowego piwa w dłoni. To wystarczyło, aby nie chciał w tym momencie robić nic innego. Było mu za dobrze.
— Powierzenie swojego losu przypadkowi mogłoby mnie pozytywnie zaskoczyć. — Odpowiedział na tę zaczepkę, kierując się w tym momencie, że w towarzystwie byłoby raźniej zmierzyć się z nieznanym tego rodzaju i zawsze mógłby dostrzec w tym coś dobrego. Laurent naprawdę go dobrze znał i naprawdę lubił mieć kontrolę nad wydarzeniami wokół siebie, co nie zawsze mu się udawało. Nie oznaczało to, że nie próbował utrzymywać tego rodzaju. Rozważając zaplanowanie wycieczki krajoznawczej w ten sposób musiał liczyć się z tym, że wybrana destynacja nie spełniłaby jego oczekiwań. — Słucham Cię. Podoba mi się ta propozycja. Tak zrobimy. — Postanowił na nią przystać, ponieważ we wspomnianym przez Laurenta atlasie nie będzie brzydkich miejsc i którekolwiek wylosuje, spełni ich oczekiwania odnośnie wstępnie zaplanowanej przez nich wycieczki po Wielkiej Brytanii.
— Wiem... będę cierpliwy. Wtedy nie poszlibyśmy na ten spacer. — Uwierzył w tę słodką obietnicę, wiedząc, że będzie wyczekiwać tych wszystkich doznań, jakie płynęły z bliskości ich ciał. Obietnica ta została przypieczętowana tym krótkim i delikatnym pocałunkiem. Naprawdę chciał zobaczyć więcej, niż sufit sypialni Laurenta, którego nadal miał przy swoim boku i poświęcającego mu pełnię swojej uwagi. Wszystko, co miało tutaj miejsce, nosiło znamiona szczęścia. Tego rodzaju prywatność i powiązane z nią bezpieczeństwo było tym, czego bardzo potrzebował w swoim życiu. Przez wzgląd na to, że ceną sławy było przyzwolenie na odarcie się z niej, wyeksponowanie sporej części swojego życia na widok publiczny. Musiało istnieć na tym świecie miejsce, schronienie, do którego nie mieli wstępu inni ludzie i media.
— Ekstremalnie nudne. — Podsumował. Prowadzenie takich interesów, jakie prowadził Laurent, wymagało prowadzenia skrupulatnej księgowości. Do Ministerstwa musiał biegać każdy, nawet on. Za podatki odpowiadała zatrudniona przez niego księgowa. Za odpowiednią ilość galeonów kupował sobie święty spokój. — Dla Ciebie wszystko. Dziesięć minut i idziemy. — Zapewnił go z ciepłym uśmiechem, podkreślającym dołeczki w jego policzkach. Nie mógł zawieść jego oczekiwań. Dziesięć minut z powodzeniem wystarczyło mu na wypicie całego kufla kremowego piwa, który doskonale spełnił swoje zadanie. Zrobiło mu się przyjemnie ciepło. Liczył, że rześkie powietrze nie odbierze mu tak szybko tego przyjemnego ciepła. Nie czuł się jednak poganiany. Po przechadzce będą mieli sposobność do zasłużonego odpoczynku i cieszenia się sobą nawzajem.