Krew zadudniła mu w uszach. Mimowolnie zamarł, jakby w ten sposób mógł ochronić się przed wpływem srebrnej tarczy na niebie. Naturalny mechanizm obronny, zupełnie jakby księżyc był drapieżnikiem, a on sam ofiarą, którą przed śmiercią mógł ocalić jedynie brak ruchu i wstrzymanie oddechu. Wyrok srebrnej tarczy jednak nie nadszedł; Erik nie obrósł futrem i nie wydał z siebie przeciągłego skowytu. To była niespodzianka, nawet dla niego. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia taki łut szczęścia zdecydowanie wpisywałby się w dosyć nietrafioną passę Longbottomów w przeciągu kilku ubiegłych tygodni.
— Korci, żeby zaprzeczyć, ale obawiam się, że tak. Teraz mamy kosmiczną anomalię na głowie. — Zaśmiał się nerwowo, powoli pakując sobie kolejną porcję sałatki w usta. — To jest to co twierdzili, że widzą? — Zerknął na kuzynkę z nadzieją, że ta być może wie nieco więcej od niego o tym, co się działo z mugolami w Dolinie Godryka. — Nie podoba mi się. — Wskazał widelczykiem na nieboskłon. — Urok? Manipulacja rzeczywistością? Zakłócenia magiczne po Beltane?
Każda z tych odpowiedzi mogła być nieprawidłowa, a nawet Erik nie wiedział, czy chciał mieć w tej kwestii rację. Jeśli działania Czarnego Pana zdołały do tego stopnia wpłynąć na Dolinę Godryka, aby objawić mugolom taką iluzję to... Co jeszcze mógł napsuć? Nie licząc grzebanie w magicznych zaświatach. Westchnął głęboko, jednak zanim zdołał kontynuować swój monolog, w jego polu widzenia zjawił się Perseus.
— Może dla przyjezdnych — skomentował, starając się zbytnio nie krzywić. — Wyobrażasz sobie, żeby Londyn spotkała taka seria zdarzeń? Mieszkańcy ledwo przeszli do porządku dziennego z tym, że nie mogę ot tak wchodzić do Kniei, a teraz wystarczy, że wyjrzą przez okno i zobaczą to. — Oczy Erika zabłysły w zrozumieniu, gdy dostrzegł piersiówkę w kieszeni marynarki Blacka. — Piękna anomalia, ale... niepokojąca. Jak praktycznie wszystko ostatnimi czasy.
Ponownie zawiesił spojrzenie na górującą ponad ich głowami tarczą księżyca, jednak wtedy – zupełnie niespodziewanie – zaszczycił ich swoją obecnością kolejny gość. Erik zamrugał zdziwiony, gdy Ururu nazwał Perseusza mugolem. Longbottom zagryzł dolną wargę, starając się powstrzymać śmiech i nałożył sobie kolejną porcję sałatki. Miał tylko nadzieję, że Black będzie łaskawy dla tego chłopaka.
Im dłużej obserwował księżyc, tym mniej się martwił. Pojawienie się słońca na nieboskłonie było niespodziewane, jednak teraz – gdy widok ten nie przyniósł za sobą negatywnych efektów – stawało się to bardziej... znośne. Akceptowalne. Cichy głosik w głowie Erika zdawał się podpowiadać mu, że może ta anomalia to szczyt dziwactw na tę noc. A to na swój sposób go nawet... uspokajało?
— Myślicie, że naprawdę o wszystkim zapomną? — spytał niespodziewanie, obserwując małą Ray Palmer i magiczne dzieci Goshawków. — Wiem, że to powinno zadziałać, ale taka dziura w historii? Coś będzie musiało ją wypełnić, prawda Perseuszu? — Zerknął na Blacka. Bądź co bądź, z racji pełnionego zawodu, musiał wiedzieć na ten temat nieco więcej niż oni.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞