08.10.2023, 00:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2023, 00:49 przez Florence Bulstrode.)
– Niestety. Atri nie słuchał mnie specjalnie nawet, gdy miał jedenaście lat, nie będzie więc chyba tego robił i teraz – skwitowała Florence, rzucając bratu nieco rozbawione spojrzenie, jakby ten grymas raczej wywołał w niej odrobinę wesołości niż złości. Podobnież jak próba manipulacji Orionem: Bulstrode nie zdziwiłaby się, gdyby miała okazać się udana.
Ona sama nie czuła się winna. Tak, zastanawiała się, co byłoby, jeżeli by tam została, ale nie należała do ludzi, którzy obwiniali się nadmiernie i przepraszali za sam fakt istnienia.
– Ależ skąd. Jest po prostu moim bratem – powiedziała, tym razem uśmiechając się do Oriona. Uśmiechy Florence adresowane do ludzi w szpitalu często były podszyte odrobiną ironii albo chłodu, ale do braci uśmiechała się całkiem szczerze. – A to znacznie gorsze, Orionie. Sam powinieneś wiedzieć o tym po tylu latach. I nie widzę przeciwwskazań, by pracował… Ale mam zamiar prowadzić dalsze badania.
Nie znali w końcu pełnych konsekwencji tego, co stało się podczas Beltane. A ten chłód sprawiał, że drżała nie tylko dłoń Florence, ale i serce. Nawet jeżeli teraz nie przeszkadzało to Atreusowi, chciała znaleźć sposób na to, aby przywrócić go do normalności. Nie mogło po prostu być inaczej.
Za to gdy brat wspomniał, że nie spodziewali się czegoś na taką skalę…
Jej mina się nie zmieniła. Za to aura na krótki moment zadrżała w pewnym wzburzeniu. Nie było to mocno widoczne, bo Florence nie należała do tych osób ulegających gwałtownym emocjom, ale słowa brata zbiły ją z tropu i sprawiły, że kilka kolejnych elementów wskoczyło na swoje miejsca.
Informacje, które posiadał Patrick, nie pochodziły więc od Ministerstwa. I nic z tego, co przydarzyło się Arabelli, tam nie dotarło. A Florence musiała zastanowić się, co z tym zrobić. Najlepiej byłoby porozmawiać ze Stewardem, ale problem polegał na tym, że nie była jeszcze pewna, czy chce poznać odpowiedzi na swoje pytania. Potrzebowała przemyśleć ten problem przynajmniej do jutra.
– Pójdę to zabezpieczyć. Jeśli czegoś się dowiem, poinformuję cię – obiecała, podnosząc się z miejsca, wciąż z fiolką w ręku. Odruchowo wygładziła spódnicę, a potem sięgnęła po torbę, aby przerzucić ją sobie przez ramię. – Cieszę się, że wróciłeś do domu – dodała jeszcze miękko nim ruszyła do wyjścia z salonu, z zamiarem wejścia po schodach do części kamienicy, którą zajmowała.
Ona sama nie czuła się winna. Tak, zastanawiała się, co byłoby, jeżeli by tam została, ale nie należała do ludzi, którzy obwiniali się nadmiernie i przepraszali za sam fakt istnienia.
– Ależ skąd. Jest po prostu moim bratem – powiedziała, tym razem uśmiechając się do Oriona. Uśmiechy Florence adresowane do ludzi w szpitalu często były podszyte odrobiną ironii albo chłodu, ale do braci uśmiechała się całkiem szczerze. – A to znacznie gorsze, Orionie. Sam powinieneś wiedzieć o tym po tylu latach. I nie widzę przeciwwskazań, by pracował… Ale mam zamiar prowadzić dalsze badania.
Nie znali w końcu pełnych konsekwencji tego, co stało się podczas Beltane. A ten chłód sprawiał, że drżała nie tylko dłoń Florence, ale i serce. Nawet jeżeli teraz nie przeszkadzało to Atreusowi, chciała znaleźć sposób na to, aby przywrócić go do normalności. Nie mogło po prostu być inaczej.
Za to gdy brat wspomniał, że nie spodziewali się czegoś na taką skalę…
Jej mina się nie zmieniła. Za to aura na krótki moment zadrżała w pewnym wzburzeniu. Nie było to mocno widoczne, bo Florence nie należała do tych osób ulegających gwałtownym emocjom, ale słowa brata zbiły ją z tropu i sprawiły, że kilka kolejnych elementów wskoczyło na swoje miejsca.
Informacje, które posiadał Patrick, nie pochodziły więc od Ministerstwa. I nic z tego, co przydarzyło się Arabelli, tam nie dotarło. A Florence musiała zastanowić się, co z tym zrobić. Najlepiej byłoby porozmawiać ze Stewardem, ale problem polegał na tym, że nie była jeszcze pewna, czy chce poznać odpowiedzi na swoje pytania. Potrzebowała przemyśleć ten problem przynajmniej do jutra.
– Pójdę to zabezpieczyć. Jeśli czegoś się dowiem, poinformuję cię – obiecała, podnosząc się z miejsca, wciąż z fiolką w ręku. Odruchowo wygładziła spódnicę, a potem sięgnęła po torbę, aby przerzucić ją sobie przez ramię. – Cieszę się, że wróciłeś do domu – dodała jeszcze miękko nim ruszyła do wyjścia z salonu, z zamiarem wejścia po schodach do części kamienicy, którą zajmowała.
Koniec sesji