08.10.2023, 02:44 ✶
Kolejne schody.
Tym razem ciaśniejsze niż poprzednie i prowadzące w głąb jeszcze większej ciemności. Schodząc jako pierwszy, Stanley musiał sobie przyświecać różdżką a i tak niewiele widział – najwyżej trochę poczerniałych, przesiąkniętych wilgocią ścian i… wodę.
Kiedy statek wynurzał się z dna oceanu, nie wylała się z niego cała. Na najniższym pokładzie, tam gdzie znajdowała się kotłownia i ładownia trochę pozostało. Nie aż tyle, by Stanley musiał pływać, ale gdy wreszcie zszedł po schodach i stanął na najniższym pokładzie, woda sięgała mu aż do połowy ud.
Początkowo nic nie zwróciło jego uwagi – choć podskórnie czuł, że coś się zmieniło. Potem, po przejściu kilku kroków wąskim korytarzem ku jedynym w tym miejscu pozostałościom po drzwiach, dotarło do Stanleya – że jak wyżej było parnie, cuchnąco i dusznie tak tutaj… tutaj było inaczej: dużo zimniej, ale też bardziej rześko? Sól morska uderzała go w nos, ale zniknął smród gnijących glonów. A chwilę później… nie, nie zobaczył pereł, zobaczył… dziurę w burcie. Wielką wyrwę zasklepioną jedynie siłą jakiejś magii – przez to, że istniała w pomieszczeniu, w którym się znalazł, wszystko było skąpane w błękitnej poświacie. Widział wyraźnie unoszące się na wodzie przegniłe, rozmokłe deski i resztki skrzyń. A między coś, co się na tym tle wyraźnie się odróżniało. Na wprost wyrwy stało coś, co wyglądało jak przemieniające się w czarny dym dziecko.
Wchodzący za nim Anthony, dostrzegł dokładnie to samo co Stanley. A potem w ich obydwu uderzyły ciche wibracje? Tak, jakby coś powoli, bardzo powoli… ożywało? A gdy skupili spojrzenie na stojącym chłopcu to zrozumieli, że to on wibrował? I jakby powoli, bardzo powoli, ale naprawdę przemieniał się w czarny dym?
Laurent rozpoznał w nim jakiś rodzaj obscurusa, ale nie miał szans by w tym momencie przyjrzeć się mu bliżej, bo metaliczne szepty atakowały teraz jego umysł z każdej strony. Chodź do nas! Uratuj nas! Oddaj nas morzu! – już nawet nie prosiły, a krzyczały. Całym ciałem czuł, w którą stronę miał iść (nie, oczywiście, że nie tam, gdzie był dzieciak, ale w zupełnie drugą stronę) i wreszcie zobaczył: naszyjnik z pereł unosił się w powietrzu, mniej więcej trzydzieści, może czterdzieści centymetrów nad taflą wody. Oddaj nas morzu! Uratuj nas! – szeptały natarczywie głosy, ale… ale wokół naszyjnika, na wodzie Laurent widział cztery dryfujące ciała, w tym dwa wyglądające na ciała trytonów. Nie był pierwszym, który został tu sprowadzony...
Tym razem ciaśniejsze niż poprzednie i prowadzące w głąb jeszcze większej ciemności. Schodząc jako pierwszy, Stanley musiał sobie przyświecać różdżką a i tak niewiele widział – najwyżej trochę poczerniałych, przesiąkniętych wilgocią ścian i… wodę.
Kiedy statek wynurzał się z dna oceanu, nie wylała się z niego cała. Na najniższym pokładzie, tam gdzie znajdowała się kotłownia i ładownia trochę pozostało. Nie aż tyle, by Stanley musiał pływać, ale gdy wreszcie zszedł po schodach i stanął na najniższym pokładzie, woda sięgała mu aż do połowy ud.
Początkowo nic nie zwróciło jego uwagi – choć podskórnie czuł, że coś się zmieniło. Potem, po przejściu kilku kroków wąskim korytarzem ku jedynym w tym miejscu pozostałościom po drzwiach, dotarło do Stanleya – że jak wyżej było parnie, cuchnąco i dusznie tak tutaj… tutaj było inaczej: dużo zimniej, ale też bardziej rześko? Sól morska uderzała go w nos, ale zniknął smród gnijących glonów. A chwilę później… nie, nie zobaczył pereł, zobaczył… dziurę w burcie. Wielką wyrwę zasklepioną jedynie siłą jakiejś magii – przez to, że istniała w pomieszczeniu, w którym się znalazł, wszystko było skąpane w błękitnej poświacie. Widział wyraźnie unoszące się na wodzie przegniłe, rozmokłe deski i resztki skrzyń. A między coś, co się na tym tle wyraźnie się odróżniało. Na wprost wyrwy stało coś, co wyglądało jak przemieniające się w czarny dym dziecko.
Wchodzący za nim Anthony, dostrzegł dokładnie to samo co Stanley. A potem w ich obydwu uderzyły ciche wibracje? Tak, jakby coś powoli, bardzo powoli… ożywało? A gdy skupili spojrzenie na stojącym chłopcu to zrozumieli, że to on wibrował? I jakby powoli, bardzo powoli, ale naprawdę przemieniał się w czarny dym?
Laurent rozpoznał w nim jakiś rodzaj obscurusa, ale nie miał szans by w tym momencie przyjrzeć się mu bliżej, bo metaliczne szepty atakowały teraz jego umysł z każdej strony. Chodź do nas! Uratuj nas! Oddaj nas morzu! – już nawet nie prosiły, a krzyczały. Całym ciałem czuł, w którą stronę miał iść (nie, oczywiście, że nie tam, gdzie był dzieciak, ale w zupełnie drugą stronę) i wreszcie zobaczył: naszyjnik z pereł unosił się w powietrzu, mniej więcej trzydzieści, może czterdzieści centymetrów nad taflą wody. Oddaj nas morzu! Uratuj nas! – szeptały natarczywie głosy, ale… ale wokół naszyjnika, na wodzie Laurent widział cztery dryfujące ciała, w tym dwa wyglądające na ciała trytonów. Nie był pierwszym, który został tu sprowadzony...
Tura trwa do 12.10.2023 roku do godziny 21.00