08.10.2023, 16:16 ✶
Różnili się od siebie diametralnie, niczym ogień i woda. Loretta – żywiołowa, o prawdziwie płomiennym charakterze i Bellamy – spokojny, potrafiący się dopasować do naczynia sytuacji, w której się znalazł. Mogli stanowić więc mieszankę niemal idealną, ale również taką, która w odpowiednich warunkach doprowadziłaby do unicestwienia ich obu… chociaż nic na to nie wskazywało. Uśmiech jednak wykwitł na jego czerwieniejących wargach. Jego twarz zawsze nabierała rumieńców, gdy w żyłach krążył alkohol. Ot takie były uroki posiadania niemalże alabastrowej skóry. Gdyby przyjrzeć się bliżej, dałoby się z niej wyczytać ulice naczyń krwionośnych i wszelkie nieliczne co prawda niedoskonałości. Bo jak na szlachcica przystało, Bell odznaczał się wyjątkowym brakiem niedoskonałości. Nie było to coś, czym powinien chwalić się mężczyzna, niemniej jednak dla Duponta wygląd jego stanowił ważny element jego osoby. Był zadowolony ze swojego wyglądu, wiedział, że działał on na jego korzyść, bo wiele osób na podstawie obserwacji wysnuwało wnioski na jego temat. Jakie to były wnioski Dupont mógł się tylko domyślać, bo nigdy nie dopytywał.
– Tylko nie pęknij z przejedzenia – zażartował. On sam również uwielbiał sekrety i tajemnice. Nie przebywał w towarzystwie zbyt często, by móc ich usłyszeć nieco więcej.
– Nigdy nie zależało mi na byciu dżentelmenem – przyznał. Co prawda jego rodzice dobrze go wychowali, więc potrafił się zachowywać kurtuazyjnie i odpowiednio do każdej sytuacji. Nie zachowywał się nigdy inaczej. Starał się być bowiem przykładnym człowiekiem, bo tak wypadało robić. Na szczęście obecnie nie byli w towarzystwie. Nie musiał więc silić się na kurtuazję. Prawdą było jednak to, że jeśli coś stałoby się Lorettcie, to na pewno by jej pomógł, nawet jeśli oznaczałoby to niesienie jej na barana.
Spojrzał na nią, gdy już znaleźli się na polanie. Zrobiło się ciszej. Nie było słychać ani dźwięków dochodzących z przyjęcia, ani szumu gałęzi i innych odgłosów wydawanych przez las. Na polanie dało się jednak usłyszeć cichutkie cykanie świerszczy, które było tak eteryczne, że równie dobrze mogłoby nie istnieć.
– Zamieniam się w słuch – powiedział, uśmiechając się lekko. Oczywiście ciekawiło go to, co działo się obecnie w życiu kobiety, ale domyślał się, że na pewno nie było to nic nudnego. – Myślę, że na razie zachowujemy się jak znudzeni i pijani dorośli – odpowiedział jej szybko. W ich zachowaniu nie było nic dziecinnego. Po prostu z butelkami w ręku wyszli na spacer. Dziecinnie to dopiero mogło się stać, gdy alkohol faktycznie na dobre w nich uderzy.
– Tylko nie pęknij z przejedzenia – zażartował. On sam również uwielbiał sekrety i tajemnice. Nie przebywał w towarzystwie zbyt często, by móc ich usłyszeć nieco więcej.
– Nigdy nie zależało mi na byciu dżentelmenem – przyznał. Co prawda jego rodzice dobrze go wychowali, więc potrafił się zachowywać kurtuazyjnie i odpowiednio do każdej sytuacji. Nie zachowywał się nigdy inaczej. Starał się być bowiem przykładnym człowiekiem, bo tak wypadało robić. Na szczęście obecnie nie byli w towarzystwie. Nie musiał więc silić się na kurtuazję. Prawdą było jednak to, że jeśli coś stałoby się Lorettcie, to na pewno by jej pomógł, nawet jeśli oznaczałoby to niesienie jej na barana.
Spojrzał na nią, gdy już znaleźli się na polanie. Zrobiło się ciszej. Nie było słychać ani dźwięków dochodzących z przyjęcia, ani szumu gałęzi i innych odgłosów wydawanych przez las. Na polanie dało się jednak usłyszeć cichutkie cykanie świerszczy, które było tak eteryczne, że równie dobrze mogłoby nie istnieć.
– Zamieniam się w słuch – powiedział, uśmiechając się lekko. Oczywiście ciekawiło go to, co działo się obecnie w życiu kobiety, ale domyślał się, że na pewno nie było to nic nudnego. – Myślę, że na razie zachowujemy się jak znudzeni i pijani dorośli – odpowiedział jej szybko. W ich zachowaniu nie było nic dziecinnego. Po prostu z butelkami w ręku wyszli na spacer. Dziecinnie to dopiero mogło się stać, gdy alkohol faktycznie na dobre w nich uderzy.