08.10.2023, 16:48 ✶
Doceniał w Perseusu wiele rzeczy, ale bez wątpienia jedną z najważniejszych było to, że mężczyzna potrafił słuchać. Na pewno wynikało to z doświadczenia, które nabył podczas pracy, niemniej jednak doświadczenie to jedno, ale umiejętność jego wykorzystania to drugie. Black był wyjątkowym mężczyzną, który potrafił wyciągnąć z Bellamy’ego różne rzeczy, tak samo jak potrafił go uspokoić samym tylko spojrzeniem. Być może było to spowodowane tym, co wspólnie udało im się przeżyć oraz informacjami, którymi się ze sobą dzielili. Dupont nie zwierzał się ze swoich problemów byle komu, ale jeśli już to robił, to znaczyło, że bardzo tej osobie ufał. I Perseus zaliczał się do wąskiego grona takich osób.
Uśmiechnął się w odpowiedzi. Lubił jego towarzystwo. Był przekonany, że rozmowa z nim poprawi mu nastrój.
– No proszę – odpowiedział nieco zaskoczony. Uśmiechnął się jednak. Cieszył się oczywiście z tego, że jego przyjaciel znalazł sobie wybrankę, chociaż pamiętał doskonale poprzednie małżeństwo Blacka, które nie było udane. Miał więc nadzieję, że mężczyzna nie paskuje się w podobne problemy, pchnięty jedynie chwilowym uczuciem.
– Jesteś pewien, że to dobry pomysł? Poznawać kogoś tak szybko? – zapytał. On sam nigdy nie wchodził w żadne poważniejsze związki i relacje. Nie uważał tego za coś szczególnie potrzebnego. Nie był dziedzicem rodu i ze względu na swoją przypadłość nie musiał przejmować się naleganiami ze strony rodziny, by sprawiać sobie potomków. Dupontowie nie mogli bowiem pozwolić na to, by przypadłość ich najmłodszej pociechy rozeszła się w genach dalej.
– A o kim mówisz takie piękne rzeczy? – zastanowił się. Nie miał pojęcia, czy znałby tę kobietę, bo oczywiście nie znał każdego. Nigdy nie interesował się lokalną społecznością. Znał bowiem jedynie te osoby, które znać powinien, a że sam nie należał do szczególnie popularnych, to również nie cieszył się wielką popularnością. Ludzie znali jego nazwisko, jednak nie jego samego. To mu odpowiadało, bo odsłaniało te rzeczy, które powinno.
– Za wszystkie nadzieje – zawtórował, stukając lekko swoim kieliszkiem o naczynie w dłoniach mężczyzny.
Uśmiechnął się w odpowiedzi. Lubił jego towarzystwo. Był przekonany, że rozmowa z nim poprawi mu nastrój.
– No proszę – odpowiedział nieco zaskoczony. Uśmiechnął się jednak. Cieszył się oczywiście z tego, że jego przyjaciel znalazł sobie wybrankę, chociaż pamiętał doskonale poprzednie małżeństwo Blacka, które nie było udane. Miał więc nadzieję, że mężczyzna nie paskuje się w podobne problemy, pchnięty jedynie chwilowym uczuciem.
– Jesteś pewien, że to dobry pomysł? Poznawać kogoś tak szybko? – zapytał. On sam nigdy nie wchodził w żadne poważniejsze związki i relacje. Nie uważał tego za coś szczególnie potrzebnego. Nie był dziedzicem rodu i ze względu na swoją przypadłość nie musiał przejmować się naleganiami ze strony rodziny, by sprawiać sobie potomków. Dupontowie nie mogli bowiem pozwolić na to, by przypadłość ich najmłodszej pociechy rozeszła się w genach dalej.
– A o kim mówisz takie piękne rzeczy? – zastanowił się. Nie miał pojęcia, czy znałby tę kobietę, bo oczywiście nie znał każdego. Nigdy nie interesował się lokalną społecznością. Znał bowiem jedynie te osoby, które znać powinien, a że sam nie należał do szczególnie popularnych, to również nie cieszył się wielką popularnością. Ludzie znali jego nazwisko, jednak nie jego samego. To mu odpowiadało, bo odsłaniało te rzeczy, które powinno.
– Za wszystkie nadzieje – zawtórował, stukając lekko swoim kieliszkiem o naczynie w dłoniach mężczyzny.