Uśmiech na buzi Ururu trochę osłabł. Poświęcił kilka sekund na rozważenie słów Perseusa. Nie dlatego, że wyczuł w nich jakąś głębię, ale odpowiedź na jego pytanie była niejasna. Oczekiwał prostego "tak" lub "nie". Wszelkie pochodne tego w stylu "jak najbardziej", czy "jeszcze jak", miały również jednoznaczne brzmienie. Tym razem nie wiedział, co myśleć. Przerwa pomiędzy słowem "chciałbym" i "być" stanowiła potężną zagadkę. Mężczyzna "czasami chciałby" być mugolem i wzdychał na możliwością "bycia nieświadomym zagrożenia"? Czy może w "czasami chciałbym być nieświadom zagrożenia" nie ma w sobie odpowiedzi na pytanie Marqueza?
Ururu potrafił rozdrabniać takie banalne sprawy na części pierwsze i Black z pewnością mógł uznać chłopaka za opóźnionego w rozwoju, gdyż dobrą chwilę zajęła mu zewnętrzna reakcja na odpowiedź.
— Przepraszam więc za przerwanie rozmowy — uśmiechnął się i odszedł.
Chciał zaczepić kolejną grupę ludzi, gdy w oczy wpadł mu stół z jedzeniem. To prawda, troszkę był głodny, ale raczej nie znajdzie tutaj niczego dla osób z jego specyficzną dietą. Rzucił jednak okiem na lokalne przysmaki, kiedy w oczy wpadła mu pudełko Surströmmingu. Dołączona do niego instrukcja sprawiała wrażenie, że w środku schowany był co najmniej dementor.
Ururu podszedł bliżej i otworzył puszkę Pandory. Smród sfermentowanej ryby rozniósł się wokół niego. Z pewnością mało kto w otoczeniu był przyzwyczajony do takich woni, a na pewno nikt nie spodziewał się takiej eksplozji wrażeń. Marquez nieco skrzywił się, ale wytrzymał to lepiej, niż przeciętny człowiek. Może dlatego, że sam był jak sfermentowany śledź.
Zgodnie z instrukcją, przygotował sobie kanapkę, rezygnując z popitku. Następnie ze śmierdzącą potrawą przeszedł znów obok Perseusa, tym razem kierując się do Phillisa.
— Przepraszam, czy jest pan mugolem? A może chociaż potrafiłby mi pan wskazać, kto ze zgromadzonych nim jest? — spytał z uśmiechem pełnym ekscytacji i śmierdzącą kanapką na talerzyku w dłoni.