• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre

[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
08.10.2023, 19:13  ✶  

Przy Rowle robienie założeń i strzelanie było bardzo niebezpiecznym zajęciem. Ale Laurent trzymał łuk. I strzelał. Mierzył prosto w czerwoną kropkę, która miała być najwięcej punktowana. Mierzył prosto w umysł, prosto w serce, chociaż przecież interesowało go też wsyzskto co dookoła. To nie ważne. Nie przejmował się błędami, mógł pudłować, wtedy wiedział, gdzie i jak wziąć poprawkę. Co zrobił źle, co powiedział nie tak, co źle zinterpretował. Tylko że Esme bardzo starał się udowodnić, że... nie, zaraz, on się starał? Czy może nie starał wcale? Te puzzle, te obrazy i ramy, w końcu łatwo było odnaleźć zadziwiającą prawdę, że tutaj nawet nie było do czego strzelać. Zbyt wiele czerwonych kropek zaczynało pojawiać się przed oczami, bo mężczyzna sam je zaczynał wokół siebie rozrzucać. Wtedy powiemy sobie: w tym szaleństwie był plan. Laurentowi chyba nie będzie dane go poznać. Poczucie zamieniania się z tego, który tworzył sieć w tego, który dawał się w tą sieć oplątywać często nie było wcale złe - wręcz przeciwnie. Blondyn bardzo lubił, kiedy druga strona chciała prowadzić, a nie być prowadzoną. Kiedy to druga strona polowała... tak długo, jak to polowanie było tak ekscytujące jak pogoń wilka za łanią, który nie chciał w łanię wbijać zębów. Dopóki kły kłapały tylko przy jej chudych nogach, a nie chciały pogruchotać kości. Laurentowi przyjdzie zaraz opuścić łuk z tym zdumieniem, że chyba w nic tu nie trafi. A nawet jeśli trafi, to strzała może się odbić i trafi z całą pewnością w coś za nim. Osłoniętego - tak pozornie, bo w końcu to była gra pozorów. Jego gra obłudy kontra gra Esme, który zagrywał prawdą. Świat kłamstw był śmiesznie prosty do zburzenia, jeśli napompujesz go wystarczającą dawką faktów, obdzierając mity i zadeptując obłudę. Bo widzisz - Prewett uważał kłamstwo za potrzebne. Uważał potrzebne przemilczenia, uważał, że te wszystkie grzeczności były niezbędne. Ponieważ prawda była zazwyczaj zbyt ciężka do dźwigania. A jego własne ramiona zbyt wątłe, żeby każdy kosz z faktami życia ponieść.

- Tak... lubię. - Odpowiedział z lekkim ociąganiem, przyglądając się uważniej swojemu rozmówcy przez tę krótką chwilę. Wywołany dyskomfort z powodu tego okrutnego słowa nakreślił jego ciało koniecznością poprawienia się, jakby zwłoki właśnie koło niego usiadły i teraz musiał się dopasować, jak plastelina, do jego rozmiarów, kształtów i wszystkich zagięć. Lubił to robić - ale na pewno nie przy zwłokach. Miło byłoby zaprzeczyć. Powtórzyć: przykro mi, bo najwyraźniej bawiło to Esme. Dawało jasno do zrozumienia, że okej - przyjmuję do wiadomości, że jest ci przykro. Po mnie to spływa. Woda przesuwająca się po kaczych piórach była tak samo zainteresowana tymi lotkami jak Esme współczuciem. To też było przykre. Rysowało dla blondyna jednak granicę, której z trupem najwyraźniej lepiej było nie przekraczać dla komfortu. Swojego. Bo towarzysz chyba... Laurent zaryzykował stwierdzenie, że Esme był gotów przyjąć bardzo wiele tych strzał, celnych czy niecelnych, nie ważne. Ale nie zamierzał na wszystkie reagować. Wybierał, dobierał, zbierał swój własny arsenał, z którego sam będzie zadowolony. To był chyba ten moment, w którym Laurent zastanowił się, jak bardzo niebezpieczna była to rozmowa. Nie w sensie fizycznym. Psychicznym. Serce uderzyło mu mocniej w klatce piersiowej, dając ostrzegawczy sygnał. Jak werbel wojenny, który gotował się do walki. Krew w jego żyłach przyśpieszyła, jakby zobaczył przed sobą tego wilka, ale przy tym nie zmienił się w gotową do ucieczki łanię. Tak, to prawda. Byli wężami. Jaka szkoda, że nawet jako wąż ustępowałeś pola i pozwalałeś zadeptać wszystkim to bezpieczne miejsce uważane za dom tylko dlatego, że na wszystko było zawsze za mało sił. Za mało ognia. Wiary? Wierzyć można w Boga - wiesz, że Laurent w niego wierzył? Wierzyć można w innych, w to, że Ministerstwo nadal pozostanie nadęte i pełne papierologii, albo w to, że Nobby Leach w końcu zostanie zepchnięty ze swojego stołka, jeśli tak dalej to pójdzie. W to Laurent mógł wierzyć. Lecz... w siebie? Cóż, to dopiero byłaby pusta wiara. - Jeśli człowiek w swoim życiu powinien się czegoś wystrzegać to żywych trupów. W końcu kto szukałby liścia wśród koron drzew. - Chciał w zasadzie zaprzeczyć. Chciał powiedzieć, że to nieodpowiednie, że nie powinien tak określać siebie samego, ale w zasadzie... kim on był, żeby to mówić? Znów to poczuł - zmęczenie. Po tym jednym uderzeniu serca zmęczenie i znużenie, głos w głowie mówiący, że niektórzy naprawdę tacy byli, bo przekonałeś się już o tym. Okrutni. Źli. Pozbawieni duszy. Żywe trupy. Czy Esme należał do grona tych ludzi? - Być może ocenię, czy to sekcja... zwłok i czy rzeczywiście blisko ci do takiego określenia. Na razie odmawiam przyjęcia takiej koncepcji. - W gruncie rzeczy tym cytatem przeczytanym w jednej z poezji, nieco przerobionym, kupił sobie tylko odrobinę czasu, podzielił jedną myślą, ale chciał to bardzo szybko wykalkulować w swojej głowie, jakie podejście powinien zrobić do Esme. Bo zgubił rytm. Zadał pytanie, które sprawiło, że coś w Esme się zmieniło. Albo to było kolejne ze złudzeń. Zaintrygował go za to tym, co zapowiedział. Tak jak zostało powiedziane - strzała została puszczona, rozmówca nadał wiadomość, niekoniecznie bezpośrednią, więc ciężko mówić o trafieniu. A potem w końcu zapytał. Laurent się roześmiał. Tkwił w takim punkcie życia, że chyba tylko tutaj mogło go tak rozbawić to pytanie. Bo owszem, znał na nie odpowiedź, ale Esme błędnie zakładał, że próbował sobie wmówić, że jest inaczej. Laurent ciągle siebie samego pytał, dlaczego tak jest. I sam fakt braku odpowiedzi unieszczęśliwiał go jeszcze bardziej. - Dawno nie miałem okazji porozmawiać z kimś, kto lubiłby strzelać w wyznaczony cel równie mocno, jak ja. - Odparł z rozbawianiem, zamiast dać tą oczywistą i prostą odpowiedź. Bo odpowiadać nie musiał. Oczywiście, że nie musiał. Kusiło tak to pozostawić w ramach małego zadośćuczynienia za zwrotny brak odpowiedzi. W zasadzie... czemu nie? - Nie jestem, Esme. Nigdy nie byłem. - A czy będzie? Jutro było jedną wielką niewiadomą i niespodzianką. Ale Laurent... nie potrafił uwierzyć nawet w to, że będzie. Mimo całej tej szarpaniny, jaką urządzał, mimo tego, jak strasznie starał się znaleźć sobie miejsce. Były chwile, w których szczęśliwy był - oczywiście, że tak. Ale one nie przesądzały o całym życiu. - Nie uważam, żeby moje pytanie było trudne. Trudna może być co najwyżej odpowiedź, kiedy samemu się nie wie, gdzie się znajduje w swoim życiu. - Te jego gesty, jego chwiejność - czy on w tym wszystkim naprawdę wiedział, gdzie ma być? Gdzie kończył się jego akt a zaczynała ta ukochana przez niego prawda? Znów - był ciekaw reakcji.

- To nie jest moje życzenie, Esme. To klątwa. - Przypatrywał się tej twarzy, z której nagle odeszły emocje. Och, cześć, Wilku... Było w tym coś niepokojącego, tak... ten niepokój Esme budował, może chciał, żeby jego "przeciwnik" wytężał swój umysł, swoje zmysły? Żeby gotował się na to, co zaraz nadejdzie i będzie dalej? Zmiana była przecinająca zimnym dreszczem o tyle, że jeszcze przed chwilą Esme się naprawdę wręcz uroczo uśmiechał. Ta zdradliwa część mózgu Laurenta szepnęła obojętne mi... Niech się dzieje wola Piekła. Co było zabawne to to, że wydawało mu się kosmicznie realna mimika, jaką Esme przybrał. Sztyletem, który przeciął ich bajkę. Obrzydliwe było to, co po drugiej stronie, na samą myśl Laurentowi robiło się niedobrze i podparł się teraz o blat, spoglądając nawet z twarzy rozmówcy na tego rozchełstanego papierosa na dłuższy moment, nim znów niebieskie oczęta podniósł. Fakt był taki, że nie wypadało. Nie zasługiwał. Nie mógł. Starał się stanąć na swoich nogach, nie być lalką przerzucaną z kąta w kąt od tylu lat, że... Ale wszystko wracało na ten sam punkt, w którym stawał i szedł dalej. Podciągał się na tych, którzy dali się skusić wężowi z raju na słodkie jabłko, którzy chcieli w zamian za podniesienie kilka tych piór. Niektórzy chcieli całych skrzydeł.

Fakt, pokazywanie innych paluszkiem było całkiem niegrzeczne, ale zamiast jakiegokolwiek boczenia się za zwrócenie uwagi czy przepraszania pojawił się tylko niewinny uśmiech na jego ustach, szeroki. A czy szczery? Hm... Ale Laurent trochę przygasł, jakby już w tym punkcie zostawił to, co był w stanie z siebie wydobyć i nie miał wiele więcej do zaoferowania.

- Gdyby przyszedł do mojego Raju wąż przywitałbym go z otwartymi ramionami. - Ciekawiło go to, co tak bardzo rozbawiło Esme dokładnie, gdzie plątało się znaczenie między Rajem a Koszmarem, ale nie pytał nie dlatego, że zupełnie nie rozumiał. Nie pytał dlatego, że po głowie chodziły mu podobne słowa. Przyrównania. Ostrzeżenia siebie samego. Tylko że Laurent mówił to ze swojej perspektywy osoby znającej wiele szczegółów, a Esme... co wiedział Esme i czego doświadczył, co myślał o Rajach i Koszmarach? - Jestem teraz zaintrygowany, co myślisz o Raju i Koszmarze. Kogo koszmarem mógłby stać się mój Raj. - Kłusowników, na ten przykład? Być może. Osób, które chciały się wzbogacić kosztem innych istnień? Z pewnością. Bo mimo swoich słów Laurent wcale by tak chętnie każdego węża nie wpuścił. Uśmiechnął się pod nosem. Nie, nie miała tu znaczenia. Esme mówił, że to miał być Raj Laurenta. To miał być Raj dla wszystkich innych. Dla Laurenta to była ucieczka. I, o zgrozo, miało się stać jego Koszmarem. - Jestem człowiekiem o wątpliwie dobrym zdrowiu szarpiącym się z biurokracją i aranżacją policzalnych marzeń ludzkich, jakim są galeony. Nawet nie musnąłem palcami boskości. A dziś jestem człowiekiem o wątpliwym zdrowiu, który znalazł to, co ponoć mu niezbędne. - Wyciągnął wyżej kąciki ust, spoglądając na Esme z chwilowym rozbawieniem, jakby zaraz miał się roześmiać. Nie zrobił tego jednak. - Czujesz się wystarczająco zaintrygowany tą opowieścią? - Odsłanianie pleców w naiwności, co... Laurent mało rzeczy mówił bez zastanowienia, choć przy tym człowieku ewidentnie powinien stać na najwyższym stopniu uwagi. Z tym, że jakoś nie mógł się na to zdobyć nawet mimo chwilowego ostrzeżenia własnego serca. Trzymał ostrzegawczy sygnał w swojej głowie, ale nie miał ochoty tego przerywać. To było prawie jak eksperyment - tylko właściwie na kim tutaj eksperymentowano?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (13428), Laurent Prewett (13150)




Wiadomości w tym wątku
[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 26.09.2023, 17:21
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 27.09.2023, 04:03
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 27.09.2023, 08:59
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 30.09.2023, 18:20
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 30.09.2023, 20:22
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 01.10.2023, 02:57
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 01.10.2023, 10:27
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 08.10.2023, 18:15
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 08.10.2023, 19:13
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 14.10.2023, 11:41
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 14.10.2023, 13:04
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 05.11.2023, 03:35
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 05.11.2023, 17:34
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 16.11.2023, 03:00
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 16.11.2023, 22:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa