08.10.2023, 19:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2023, 19:38 przez Mavelle Bones.)
- Chyba – podkreśliła. W teorii nie powinni byli móc do niej wejść, niemniej życie uczyło, że branie czegoś za pewnik bywało czasem bardzo mylące. I generalnie, lepiej jest założyć najgorszy możliwy scenariusz aniżeli potem być bardzo, ale to bardzo zaskoczonym, bowiem sprawy obrały zupełnie niespodziewany kierunek.
Który to dało się przewidzieć, jeśli swoje przewidywania rozszerzyłoby się na „co najgorszego może się wydarzyć”?
Roześmiała się cicho. Tak, zdecydowanie nie było co mówić o przyjaźni pomiędzy nieproszonymi lokatorami a Brenną. Te przerażające istoty nie zaliczały się do tych, które można by w jakikolwiek sposób poskromić, a przynajmniej nie pozwalał na to obecny stan wiedzy; Mavelle generalnie zdawała sobie sprawę z tego, iż te cholerstwa wysysały życie, jakby były bardzo, bardzo głodne. A to jednak nie nastrajało do zadzierzgnięcia bliższych więzi. Tak, prędzej wywar żywej śmierci…
… o ile - przy wzięciu tego na poważnie – byłyby w stanie w ogóle się w tym rozsmakować. Tak dożywotnio.
- Bardzo oburzające, pierwszorzędny skandal – zgodziła się z kuzynką – Dajesz im jak na tacy materiał do badań, a ci tylko patrzą, biorą co chcą i zamykają się w Departamencie niczym jakaś księżniczka w wieży. W zasadzie, jak tak myślę, to te widma jeszcze czynsz powinny ci płacić, a coś mam wrażenie, że specjalnie skore do tego nie są... – westchnęła, niby to z ubolewaniem. Znaczy, ubolewanie jako takie generalnie w tym wszystkim się kryło – bo widma były Problemem przez duże P. Co się stanie, gdy zdecydują się na opuszczenie tego domku? Gdzie wtedy powędrują? Na kogo napadną…?
… że też nie mieli jeszcze sposobu pozbycia się ich, co za złośliwość losu po prostu. Ale żywiła nadzieję, że prędzej czy później – coś takiego się pojawi, a lasy znów staną się bezpieczne. No dobrze, może nie w pełni bezpieczne, bo nadal należało brać poprawkę na wszelaką zwierzynę zamieszkującą ostępy, niemniej w porównaniu z „las pełen widm” brzmiało to jak najbezpieczniejsze miejsce pod słońcem i księżycem.
Hm, wyglądało na to, że nie natknęły się na te paskudne istoty, ale na… ludzi. Strój w teorii wskazywał na mugoli, z drugiej jednak strony – czarodzieje (co znała z autopsji przecież) też sięgali po mugolskie modowe rozwiązania, choćby po to, żeby wtopić się w tłum. A i jeszcze to patrzenie się w niebo…? Sama również nie omieszkała unieść spojrzenia ku górze; dość szybko jednak je opuściła. Patrzenie w słońce nie należało do szczególnie mądrych rzeczy, a poza lśniącą kulą widziała w zasadzie jedynie bezmiar błękitu. I czubki drzew.
Słowem: nic szczególnego, nic, co byłoby jakimś wielkim odkryciem, mającym wywrócić jakiś porządek do góry nogami. A jednak… jednak.
Podeszła bliżej nieznajomych, przyglądając się im uważniej. Z jakiegoś powodu zdawali się być zafascynowani. Wstrząśnięci. Czym, dlaczego? Przecież, do cholery, było to tylko niebo, słońce i trochę drzew, więc…
- Nie widzicie tego? Przecież tam jest słońce i księżyc. Jednocześnie. – wyjaśnił mężczyzna. Bones zmarszczyła brwi. Pełnia nadchodziła, to generalnie był ten czas w miesiącu, gdy księżyc wschodził za dnia. Ale… mogła szukać Srebrnego Globu po całym niebie i za cholerę go nie widziała. Za żadną cholerę.
- Gdzie pan dokładnie widzi księżyc? – spytała po chwili wahania. Bo może jednak nie patrzyła tam, gdzie trzeba…?
Który to dało się przewidzieć, jeśli swoje przewidywania rozszerzyłoby się na „co najgorszego może się wydarzyć”?
Roześmiała się cicho. Tak, zdecydowanie nie było co mówić o przyjaźni pomiędzy nieproszonymi lokatorami a Brenną. Te przerażające istoty nie zaliczały się do tych, które można by w jakikolwiek sposób poskromić, a przynajmniej nie pozwalał na to obecny stan wiedzy; Mavelle generalnie zdawała sobie sprawę z tego, iż te cholerstwa wysysały życie, jakby były bardzo, bardzo głodne. A to jednak nie nastrajało do zadzierzgnięcia bliższych więzi. Tak, prędzej wywar żywej śmierci…
… o ile - przy wzięciu tego na poważnie – byłyby w stanie w ogóle się w tym rozsmakować. Tak dożywotnio.
- Bardzo oburzające, pierwszorzędny skandal – zgodziła się z kuzynką – Dajesz im jak na tacy materiał do badań, a ci tylko patrzą, biorą co chcą i zamykają się w Departamencie niczym jakaś księżniczka w wieży. W zasadzie, jak tak myślę, to te widma jeszcze czynsz powinny ci płacić, a coś mam wrażenie, że specjalnie skore do tego nie są... – westchnęła, niby to z ubolewaniem. Znaczy, ubolewanie jako takie generalnie w tym wszystkim się kryło – bo widma były Problemem przez duże P. Co się stanie, gdy zdecydują się na opuszczenie tego domku? Gdzie wtedy powędrują? Na kogo napadną…?
… że też nie mieli jeszcze sposobu pozbycia się ich, co za złośliwość losu po prostu. Ale żywiła nadzieję, że prędzej czy później – coś takiego się pojawi, a lasy znów staną się bezpieczne. No dobrze, może nie w pełni bezpieczne, bo nadal należało brać poprawkę na wszelaką zwierzynę zamieszkującą ostępy, niemniej w porównaniu z „las pełen widm” brzmiało to jak najbezpieczniejsze miejsce pod słońcem i księżycem.
Hm, wyglądało na to, że nie natknęły się na te paskudne istoty, ale na… ludzi. Strój w teorii wskazywał na mugoli, z drugiej jednak strony – czarodzieje (co znała z autopsji przecież) też sięgali po mugolskie modowe rozwiązania, choćby po to, żeby wtopić się w tłum. A i jeszcze to patrzenie się w niebo…? Sama również nie omieszkała unieść spojrzenia ku górze; dość szybko jednak je opuściła. Patrzenie w słońce nie należało do szczególnie mądrych rzeczy, a poza lśniącą kulą widziała w zasadzie jedynie bezmiar błękitu. I czubki drzew.
Słowem: nic szczególnego, nic, co byłoby jakimś wielkim odkryciem, mającym wywrócić jakiś porządek do góry nogami. A jednak… jednak.
Podeszła bliżej nieznajomych, przyglądając się im uważniej. Z jakiegoś powodu zdawali się być zafascynowani. Wstrząśnięci. Czym, dlaczego? Przecież, do cholery, było to tylko niebo, słońce i trochę drzew, więc…
- Nie widzicie tego? Przecież tam jest słońce i księżyc. Jednocześnie. – wyjaśnił mężczyzna. Bones zmarszczyła brwi. Pełnia nadchodziła, to generalnie był ten czas w miesiącu, gdy księżyc wschodził za dnia. Ale… mogła szukać Srebrnego Globu po całym niebie i za cholerę go nie widziała. Za żadną cholerę.
- Gdzie pan dokładnie widzi księżyc? – spytała po chwili wahania. Bo może jednak nie patrzyła tam, gdzie trzeba…?