Uśmiechnął się przyjaźnie do Nory kiedy ta uścisnęła jego dłoń. Ufff, nie wyszło tak źle Odetchnął z ulgą, ponieważ naprawdę nie chciał zrobić złego wrażenia, wszak wizja pączków naprawdę była bardzo kusząca i nie chciał zostać skreślony z listy osób mogących ich skosztować z powodu takiej błahostki. Nie wybaczyłby sobie tego nigdy... albo do jutra co najmniej.
- Prawda, chociaż bardzo gorąco. Z całym szacunkiem ale nie są to klimaty w których mógłbym przebywać jakoś dłużej. Bardzo gorąco, tak jak sama wspominasz - zgodził się z ojcem odpowiadając przy okazji Guinevere - Chyba... Tam przy piramidach? Kair? - odparł - Nie jestem pewien, a nie chcę też niczego przekręcić plus było to całkiem dawno temu, więc też nie bardzo pamiętam - przyznał, tłumacząc przy okazji swoje zachowanie. Gdyby nie słowa Dagura to nawet by sobie nie przypomniał, że rzeczywiście tam kiedyś byli. Jako miejsce wycieczkowe czy na krótki urlop było jak najbardziej w porządku ale mieszkanie tam na stałe brzmiało co najmniej jak jakieś wyzwanie.
Hjalmar pokiwał głową na zgodę z Laurentem. Byłoby bardzo dobrze gdyby Pandora tutaj była ale nie można było mieć wszystkiego, prawda? Niby coś tam jej wspominał o dzisiejszym wydarzeniu ale z drugiej strony jemu samemu zdarzało się zapominać o wielu rzeczach o których wspominała mu Prewettówna albo w zasadzie ktokolwiek. Ot, takie zrządzenie losu.
Nordgersim postąpił, a może wręcz podkradł pomysł od Brenny i też na razie witał sąsiadów gestem głowy i dłoni. Hjalmar miał zamiar pogadać z nimi przy wielkim stole biesiadnym, gdzie chciał wszystkiego spróbować i otworzyć puszkę Pandory... znaczy nie dosłownie, ponieważ chodzi oczywiście o te śledzie, które sam tutaj przyniósł.
Kiedy poczuł "to" uczucie, przeniósł spojrzenie na niebo. Nie wiedział z czego to wynika, a trochę obawiał się aby przypadkiem nie odezwało się w nim jego drugie ja. Nic się jednak nie działo, a sam zainteresowany czuł po prostu spokój, harmonie, porządek. Było po prostu błogo i wspaniale - każda kolejna sekunda wpatrywania się w tą anomalię sprawiała, że było świetnie - Też to... Czujecie? - zapytał zgromadzonej wokół grupy, przenosząc spojrzenie na Brennę, która była przecież encyklopedią na wszelkie przypadłości, formułki czy reguły prawne - To chyba znak, że pora podejść do stołu aby zobaczyć co tam dobrego zostało naszykowane przez nas wszystkich - zaoferował całej ferajnie z którą aktualnie się znajdował.