Strasznie to nieekonomiczne, pomyślał Erik, gdy przysłuchiwał się wyjaśnieniom Aveline. Tak latać z jakimiś przyczepkami z jednego końca pola na drugi i jeszcze może zaczepić o pobliskie gospodarstwo, tylko po to, żeby użyźnić ziemię? Wydawało mu się to strasznie czasochłonne. Nie wychował się w wielkiej metropolii, więc chcąc nie chcąc wiedział co nieco o tym, jak wyglądało życie na wsi. Przynajmniej tak mu się wydawało. Aż do teraz. Bo porównanie mugolskiej wsi, a takiej, w której mieszkali czarodzieje, było najwyraźniej zupełnie nieadekwatne. Różnice były zbyt duże, aby wskazać tutaj punkty wspólne. Najwyraźniej mieszkańcy robili to co uznawali za stosowne, aby ogarnąć swoją robotę.
— Jesteś pewna? — Obrócił instrukcję obsługi do góry nogami, porównując rysunek poglądowy z prawdziwą stacyjką. — No może faktycznie, tylko...
Zamilkł, gdy traktor zaczął rzęzić i wydawać dosyć niepokojące odgłosy. Serce Erika momentalnie zaczęło szybciej bić. Bądź co bądź, miotły były stosunkowo ciche. Nawet Błędny Rycerz nie był tak głośny! Już miał skomentować, że mugole chyba jednak przejęli coś od czarodziejów skoro utworzyli jakiś system „sterowania na życzenie”, jednak wtedy odezwała się Avelina. Wystarczyła jedna wymiana spojrzeń między nimi, aby Longbottom zrozumiał, że i ona nie panowała nad sytuacją.
— ZAHAMUJ CZY COŚ W TYM STYLU! — Zaczął nerwowo przerzucać kolejne strony instrukcji, próbując znaleźć rozwiązanie. Mimowolnie pochylił głowę, gdy minęli jedno z drzew na działce Paxtonów.
Zanim zdołali podjąć jakieś działanie, Brennie udało się jednak rzucić zaklęcie transmutujące na kolejną przeszkodę, która stała na ich drodze. Erik zamknął oczy, jednak starcie z drzewem... przeżyli. Zamrugał zdziwiony, oglądając się przez ramię.
— Dobry Merlinie — wyszeptał, jednak wtedy traktor zaczął ponownie wydawać głośne dźwięki.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞