Takie zaangażowanie się przez niego stanowiło w jego przypadku prawdziwy ewenement w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Posiadana przez niego pewność siebie odgrywała istotną rolę w realiach z drugim człowiekiem, jednak dotąd nie stworzył z kimś stałego związku. Nie przeszkadzało mu to, że Laurentowi brakuje pewności siebie i jest jego przeciwieństwem, co nie umniejszało jego wyjątkowości. Nie znał nikogo innego, kto potrafił być pijany wiosną i tak mu o tym wszystkim opowiadać. Stanowiło to tylko jeden z doskonałych przykładów.
— Miło mi to słyszeć. — Zapewnił go z delikatnym uśmiechem. Starał się podejść do tego tak odpowiednio jak to tylko możliwe, chcąc przekazać swoje wsparcie temu mężczyźnie i docenienie jego starań okazało się naprawdę miłe. Gdyby Laurent potrzebował specjalistycznej porady w sprawie problemów z feniksem to skorzystałby z możliwości zaczerpnięcia informacji od magizoologów z państw, w których feniksy występują w naturalnym środowisku.
— Feniks nie mógł trafić w lepsze ręce. — Philip nie spotkał dotąd wielu magizoologów, jednak każdy pobyt w tym miejscu uświadamiał go, że Laurent jest prawdziwym specjalistą w swojej dziedzinie. W końcu potrafił oswoić i wytresować takiego ogara, jakim jest Duma. Hodowane przez niego Abraksany prezentowały się doskonale i pozostawały w dobrej kondycji. O nic tak naprawdę nie musiał się martwić. New Forest stanowiło idealną ostoję dla wszystkich magicznych stworzeń, które zostały okrutnie potraktowane przez innych ludzi albo doświadczone przez los.
— Będziesz informować mnie o poczynionych przez Was postępach? Chciałbym zobaczyć z bliska feniksa, może nawet dotknąć jego upierzenia. Dałbyś mi jego pióro, jeśli jakieś uroniłby? — Wyrażając zainteresowanie podejmowanymi przez Laurenta staraniami o dobrobyt tego mistycznego ptaka, chciałby być informowany na bieżąco o ich postępach. Zdecydowanie chciał coś takiego zrobić, gdyby nadarzyła się ku temu taka możliwość. Niewiele osób na świecie mogło doświadczyć czegoś takiego i na coś takiego warto byłoby czekać miesiące albo nawet lata. Przywiązałby sobie je do miotły albo ogólnie zachowałby na pamiątkę.
— Spodoba Ci się. — Zapewnił. Pieniądze otwierały wiele drzwi, a skoro przekazywał hojne dotacje na kolejny rezerwat, to mógł w zamian poprosić o tego rodzaju wdzięczność. Chciał tylko obserwować znikacze i nie zamierzał na nie polować w ramach chorej rozrywki.
— Wiesz jak się lata na miotle, miałeś w Hogwarcie lekcje latania. Słusznie. — Starał się wierzyć w zapewnienia Laurenta, w oparciu o posiadane przez niego podstawowe umiejętności w zakresie latania na miotle i to, że to było zaledwie uniesienie się w górę, a nie podobne wyczyny, których on się dopuszczał podczas meczów czy treningów. Obserwował jak wsiada na należącą do niego miotłę i podlatuje w górę układając to gniazdo na swoim miejscu.
O tym, że coś zaczęło być nie tak, przekonał się, jak miotła szarpnęła niczym narowisty koń. Chwycenie się jej było słuszne. Upadek z trzech metrów nie należałby do przyjemnych. Zaniepokoiło go to, zwłaszcza że miotła szarpnęła ponownie a sam Laurent się pochylił dla pewnego uchwytu.— To Ty panujesz nad miotłą, a nie ona nad Tobą! — Zawołał do niego z ziemi. Z tego miejsca to wyglądało jakby Laurent po prostu poczuł się wyjątkowo niepewnie te trzy metry nad ziemią i miotła zdawała się to wyczuwać. Nie za bardzo rozumiał to zjawisko, jednak to się zdarzało. Jego sugestia na wiele się zdała, ponieważ Laurent już całkiem stracił kontrolę nad miotłą i krzycząc wznosił się jeszcze wyżej w powietrze. Przez wzgląd na to, że oddał mu swoją miotłę, nie mógł po niego polecieć i dlatego sięgnął po swoją różdżkę, starając się wycelować w rozbrykaną miotłę z zamiarem zatrzymania miotły w powietrzu i jak najbardziej bezpiecznego sprowadzenia jej na dół.
Rzucam 2k100 na translokację - zatrzymanie miotły i sprowadzenie jej na dół
Sukces!
Akcja nieudana