O ile była świetną aktorką, co Stanley docenił już przed laty, tak kłamanie na zawołanie przychodziło jej z pewną dozą nieporadności. Stella nie brzmiała jakby w ogóle próbowała być spokojna, a to wszystko po prostu ją przerastało. Borgin nie chcąc roztrząsać tego tematu dalej po prostu pokiwał głową na zgodę ale i w jego reakcji było widać zawahanie, zupełnie jakby niedowierzał w to co mówiła mu Avery - a tak też przecież było.
Subtelna próba zwrócenia uwagi zakończyła się niestety porażka. Należało więc przejść do bardziej radykalnych metod - Mogłabyś lekko puścić? Nie chcę być niemiły ani szczególnie marudzić ale posiadanie sprawnej dłoni jest całkiem przydatne w życiu - zauważył, spoglądając wprost na jej dłoń albo i nawet ostrze w tym momencie - Wracając jednak do Twojego pytania to nie. Nie będzie to dla mnie żaden problem tak długo jak pozwoli Ci się czuć bezpiecznej czy lepiej - odpowiedział. Stanley zdawał sobie sprawę, że w tym jego marnym życiu zostało mu już tylko tyle - zapewnienie aby Stelli nic się nie stało dopóki będzie w stanie zrobić cokolwiek. Już nic więcej się chyba dla niego nie liczyło, wszak każdy dzień mógłbyć dla niego ostatnim - Tam gdzie Ci będzie wygodnej tam będę spać - dodał, nie mając z tym żadnego problemu. Jeżeli to miało pozwolić Avery spędzić noc beż żadnych problemów, nie był to dla niego żaden problem. W końcu jej problemy były jego problemami, a on był aby pomóc je rozwiązać.
No właśnie... kłamstwo. Tutaj był ten przysłowiowy pies pogrzebany. Kłamstwo, trzymanie prawdy w zamkniętym gronie własnej osoby albo unikanie odpowiedzialności jak to niektórzy trafnie, lecz całkiem przypadkiem określili, było obecne w tej relacji od niemal dwóch lat. Śmierć Anne była tylko początkiem tej wielkiej śnieżnej kuli, która z dnia na dzień, tygodnia na tydzień i miesiąca na miesiąc, stawała się coraz większą, a co gorsza coraz trudniejsza do operowania i unikania zderzenia z rzeczywistością. I to chyba było w tym wszystkim najgorsze - chęć bycia szczerym ale niemoc aby to urzeczywistnić, a szansa, że prawda ujrzy światło dzienne malała z każdą chwilą - Tak - zgodził się po raz kolejny z premedytacją sięgając po kłamstwo. Stanley nie mógł jej tego wszystkiego wyznać, a na pewno tak to sobie tłumaczył. Dużo prościej było coś założyć i się tego trzymać, niż zderzyć się z rzeczywistością - bardzo dobrze o tym wiedział. Można by stwierdzić, że już się w tym zatracił, a kolejne nieszczerości przychodziły mu coraz prościej, co go przerażało na swój sposób. Zdał też właśnie sobie sprawę, że to on sam sprowadzał na siebie największe ryzyko spełnienia się tego, czego bał się najbardziej na świecie - samotności.
- Nie wiem tego jeszcze Stella. Nie mam, a nawet nie mamy jeszcze pojęcia. Chciałbym aby tak właśnie było. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo - przejechał dłonią po twarzy - Pociesza mnie tylko to, że ten drugi nie ma złych zamiarów - a tak przynajmniej się wydawało Stanleyowi. Prawda była też taka, że gdyby wybór zależał tylko od niego to wolałby aby ten drugi miał przyjść skoro już musiał. Ten chociaż nie zostawiał ran i śladów na psychice, a już na pewno nie w takim stopniu jak ten pierwszy.
- Trochę lepiej? Mam Ci jakichś ziółek przygotować albo dolać trochę wina zanim wrócę do Ministerstwa? - zapytał z troski, wstając i mimo wszystko podchodząc do okna. Niby wszystko było w porządku ale wołał się przyjrzeć im na wszelki wypadek, w imię zasady - przezorny zawsze ubezpieczony - A I jeszcze jedno bo mi się przypomniało. Na początku czerwca muszę pojechać do Szkocji, aby pomóc w rodzinnych sprawach, także może mnie nie być kilka dni. Mówię Ci abyś się nie przejmowała, że coś mi się mogło stać... - dodał, wracając z inspekcji do kanapy przy której się zatrzymał. Stanley liczył, że tak właśnie będzie z tą "wyprawą" do północnej części Wielkej Brytanii. Wyprawy, która po raz kolejny pchnęła tą wielką kulę kłamstwa do przodu.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972