Samo karmienie okolicznego ptactwa Sebastianowi wydawało się całkiem przyjemną czynnością, którą można było praktykować w przerwie od pracy albo podczas spaceru. Stanowiło to zajęcie dla miłośników natury i za jednego z nich wziął tego zmęczonego życiem młodzieńca w przydużych ubraniach. Niewykluczone, że ruszyłby dalej, gdyby nie to, że dostrzegł w jego dłoni różdżkę. Miał do czynienia z czarodziejem, postępującym w dodatku bardzo lekkomyślnie. Obserwujący go Sebastian nie musiał być czarodziejem, tylko mugolem. W ich obecności nie należało posługiwać się magią bez ważnego powodu.
Jako czarodziej sam dobrze wiedział, że nie wszyscy czarodzieje są zdolni do posługiwania się magią bezróżdżkową. On miał ten luksus i bardzo często z niej korzystał. Przypatrując się temu dostrzegał jak trawa splatała się wokół nóżek szukających pożywienia gołębi i wróbli. Niektóre zdołały uciec, inne pozostawały uwięzione w pułapce. W momencie jak czarodziej zaczął wypuszczać wróble, postanowił zareagować. Nie potrafił określić motywów, jakie kierowały tym młodym człowiekiem, jednak nie wydawało mu się to właściwe. Gołębie nie stanowiły jadalnego ptactwa również w jego odczuciu i postrzegał to jako niestosowną zabawę.
— Niech mnie ponurak porwie... dlaczego Pan robi coś takiego?! W okolicznych gospodarstwach znalazłby Pan co najmniej jedną kurę.— Podchodzący sceptycznie do wszystkich złych omenów Sebastian mógł sobie pozwolić na taki dobór słów. Zdecydowanie nie spodziewał się, że będzie świadkiem polowania tego rodzaju i skręcania karku gołębiowi. Dostrzegał w tym geście wyraźną wprawę. Nie zdążył nawet użyć magii aby uwolnić dwa pozostałe przy życiu gołębie, które zdecydowanie miały skończyć jako posiłek tego osobliwego mężczyzny.
!pęknięcia