09.10.2023, 04:04 ✶
- No już już, przecież ci wierzę - uśmiechnął się do Stanleya, w sposób który perfidnie mógł sugerować, że wcale tak nie było, ale było to zagranie absolutnie celowe, bo przecież Bulstrode nie mógł Staszkowi nie wierzyć. Po tym co ten ostatnio odstawił, pokazując jak wspaniałym potrafił być czasami nieprzyjacielem, nie było innej opcji. Jakaś część niego, ta tak dobrze wspominająca szkolne czasy, nigdy nie przestała ubolewać nad tym, że Borgin był aż tak chujowy, jeśli chodziło o poprawne trzymanie kija między nogami, bo byłoby coś absolutnie wspaniałego w tym, gdyby we trójkę mogli latać w ślizgońskich barwach.
- Jeśli kiedyś o tym zapomnę, strzel mnie w mordę - odpowiedział mu, patrząc na niego jakby ten stracił nieco rozum. Jeśli była jakaś rzecz na świecie, w którą bardzo wierzył, to akurat to jaki świetny był jeśli chodziło o używanie siły, czy to fizycznej czy to przy machani różdżką. To natomiast przekonanie przekładało się także na ludzi, w których towarzystwie przebywał najczęściej, czyli dokładnie tak jak mówił Stanley - na ślizgońskich chłopaków, nawet jeśli już dawno wyszli z Hogwartu i samo bycie w domu węża było raczej wspomnieniem.
- Czy ja ci wyglądam na kukłę treningową? - zmarszczył brwi w pewnej dezaprobacie, ściszając głos na wzór Staszka, tylko po to, by zaraz kiwnąć głową. - Oczywiście, że tak. Kazałem mu parę razy machnąć różdżką, żeby sprawdzić czy od tego siedzenia nad świstoklikami w biurze nie zapomniał jak się rzuca zaklęcia - chociaż przecież wcale nie musiał, bo oboje wciąż regularnie brali udział w spotkaniach Srebrnych Różdżek.
Tak samo jak Borgin zdawał sobie sprawę z tego, że Lestrange chyba by się załamał w obliczu przegranej, tak Atreus oczyma duszy widział, jak po wszystkim musieli by się w trzech zebrać i w jakimś ciemnym zaułku obić Nottowi mordę w imię większej sprawiedliwości. Posunięcie to wydawało się tak samo nierozsądne, jak i prawdopodobne, bo głupio tak było zostawić honor Loretty wiszący na włosku po tym jak jej brat dostał w dupę od jakiejś miernoty, która wybrała zawodową karierę gracza Quidditcha tylko dlatego, że nie wychodziły jej na lekcjach zaklęcia. Podejście to mogło wydawać się dziwne, ale Bulstrode tak samo łatwo był w stanie brać umiejętność latania na miotle za atut jak i absolutną wadę u niektórych ludzi. Jak widać, absolutnie mu ta niespójność nie przeszkadzała.
- Powiem ci też, że zaprosiłem Seraphinę, żeby się pojawiła, niesubtelnie sugerując jej, żeby zorganizowała zakłady i cholera, aż szkoda że nie znalazła chwili. A samemu nieco mi głupio było je zbierać.
- Jeśli kiedyś o tym zapomnę, strzel mnie w mordę - odpowiedział mu, patrząc na niego jakby ten stracił nieco rozum. Jeśli była jakaś rzecz na świecie, w którą bardzo wierzył, to akurat to jaki świetny był jeśli chodziło o używanie siły, czy to fizycznej czy to przy machani różdżką. To natomiast przekonanie przekładało się także na ludzi, w których towarzystwie przebywał najczęściej, czyli dokładnie tak jak mówił Stanley - na ślizgońskich chłopaków, nawet jeśli już dawno wyszli z Hogwartu i samo bycie w domu węża było raczej wspomnieniem.
- Czy ja ci wyglądam na kukłę treningową? - zmarszczył brwi w pewnej dezaprobacie, ściszając głos na wzór Staszka, tylko po to, by zaraz kiwnąć głową. - Oczywiście, że tak. Kazałem mu parę razy machnąć różdżką, żeby sprawdzić czy od tego siedzenia nad świstoklikami w biurze nie zapomniał jak się rzuca zaklęcia - chociaż przecież wcale nie musiał, bo oboje wciąż regularnie brali udział w spotkaniach Srebrnych Różdżek.
Tak samo jak Borgin zdawał sobie sprawę z tego, że Lestrange chyba by się załamał w obliczu przegranej, tak Atreus oczyma duszy widział, jak po wszystkim musieli by się w trzech zebrać i w jakimś ciemnym zaułku obić Nottowi mordę w imię większej sprawiedliwości. Posunięcie to wydawało się tak samo nierozsądne, jak i prawdopodobne, bo głupio tak było zostawić honor Loretty wiszący na włosku po tym jak jej brat dostał w dupę od jakiejś miernoty, która wybrała zawodową karierę gracza Quidditcha tylko dlatego, że nie wychodziły jej na lekcjach zaklęcia. Podejście to mogło wydawać się dziwne, ale Bulstrode tak samo łatwo był w stanie brać umiejętność latania na miotle za atut jak i absolutną wadę u niektórych ludzi. Jak widać, absolutnie mu ta niespójność nie przeszkadzała.
- Powiem ci też, że zaprosiłem Seraphinę, żeby się pojawiła, niesubtelnie sugerując jej, żeby zorganizowała zakłady i cholera, aż szkoda że nie znalazła chwili. A samemu nieco mi głupio było je zbierać.