11.11.2022, 01:35 ✶
Patrick, znowu, spojrzał w stronę okna i uliczki, która się za nim znajdowała. Osobiście był zdania, że nie należało ignorować żadnych umiejętności. Ani tych bojowych, ani tych mniej bojowych. Wszystko sprowadzało się do mniejszej lub większej potrzeby. Siedząca naprzeciwko niego Nora wydawała mu się młoda, ładna, na swój sposób delikatna – choć może za wcześnie było by oceniał ją akurat z tej strony. A poza tym miała dziecko – o którym sama wspomniała – nawet gdyby rwała się do walki, jako członek Zakonu Feniksa, Patrick kierowałby ją do zadań, które nijak bojowe by nie były. Sam był sierotą, nie pozwoliłby by sierotą zostało również jej dziecko.
Uśmiechnął się pod nosem a na jego twarzy pojawił się wyraz szczerego zakłopotania. Nie uważał by robił wszystko, co należało zrobić, ale też nie miał możliwości by zrobić wszystko, co chodziło mu po głowie. Pozostawały doraźne działania. Okropnie doraźne, skupiające się głównie na tym by uratować i ochronić jak najwięcej osób.
Zaczekał aż przyniosła kawę. A potem dość machinalnie, z miejsca, wziął kubek do ręki i napił się trochę. W kącikach oczu miał zmarszczki, jeszcze nieduże, ledwie pojawiające się, które z wiekiem pewnie miały nadać jego twarzy poważnego charakteru.
- Zawsze chciałem być puchonem – zauważył lekko, może po to by na chwilę nadać rozmowie lżejszego tonu. – Ale tiara przydzieliła mnie do Ravenclawu, choć moja dobra znajoma sądzi, że powinienem raczej trafić właśnie do Slytherinu – opisał. Co oczywiście mogło być rodzajem żartu.
Zapatrzył się kubek z kawą. Wróciły do niego myśli o Zakonie Feniksa, o walce z Lordem Voldemortem, o oferowanym przez nią wsparciu.
- Noro, dziękuję ci za zaoferowanie pomocy… - zaczął powoli, najwyraźniej bardzo zastanawiając się nad kolejnymi słowami, które miał wypowiedzieć. – Bardzo to doceniam. Całkiem możliwe, że kiedyś, może nie dzisiaj i nie jutro, przedstawiłbym cię, albo przysłałbym do ciebie, kilka osób związanych z pewną organizacją – opisał, mając nadzieję, że jego słowa nie zabrzmiały dziwnie. – Nazywają się Zakonem Feniksa. Jeśli jesteś zdecydowana by pomagać w walce ze śmierciożercami, to dla Zakonu będziesz przygotowywała zamówienia.
Uśmiechnął się pod nosem a na jego twarzy pojawił się wyraz szczerego zakłopotania. Nie uważał by robił wszystko, co należało zrobić, ale też nie miał możliwości by zrobić wszystko, co chodziło mu po głowie. Pozostawały doraźne działania. Okropnie doraźne, skupiające się głównie na tym by uratować i ochronić jak najwięcej osób.
Zaczekał aż przyniosła kawę. A potem dość machinalnie, z miejsca, wziął kubek do ręki i napił się trochę. W kącikach oczu miał zmarszczki, jeszcze nieduże, ledwie pojawiające się, które z wiekiem pewnie miały nadać jego twarzy poważnego charakteru.
- Zawsze chciałem być puchonem – zauważył lekko, może po to by na chwilę nadać rozmowie lżejszego tonu. – Ale tiara przydzieliła mnie do Ravenclawu, choć moja dobra znajoma sądzi, że powinienem raczej trafić właśnie do Slytherinu – opisał. Co oczywiście mogło być rodzajem żartu.
Zapatrzył się kubek z kawą. Wróciły do niego myśli o Zakonie Feniksa, o walce z Lordem Voldemortem, o oferowanym przez nią wsparciu.
- Noro, dziękuję ci za zaoferowanie pomocy… - zaczął powoli, najwyraźniej bardzo zastanawiając się nad kolejnymi słowami, które miał wypowiedzieć. – Bardzo to doceniam. Całkiem możliwe, że kiedyś, może nie dzisiaj i nie jutro, przedstawiłbym cię, albo przysłałbym do ciebie, kilka osób związanych z pewną organizacją – opisał, mając nadzieję, że jego słowa nie zabrzmiały dziwnie. – Nazywają się Zakonem Feniksa. Jeśli jesteś zdecydowana by pomagać w walce ze śmierciożercami, to dla Zakonu będziesz przygotowywała zamówienia.