Stwierdzenia Brenny o tym, że być może nie jest to księżyc ich nieba nie skomentowała. Nie miała na ten temat zbyt wiele do powiedzenia, bo jakoś nigdy szczególnie nie interesowała się gwiazdami, planetami, ogólnie astronomią. Nie czuła się na tyle świadoma, żeby to komentować.
Na polanie było tłoczno, pojawiło się tu również wielu mugoli, póki co jednak nie było jej dane się z nimi bliżej poznać. Została bowiem otoczona całkiem kolorowym kręgiem czarodziejów.
Poczuła, że Brenna sięgnęła po jej dłoń, kiedy pojawił się obok nich olbrzym. Sprawiło to, że strach się ulotnił, jakby sama świadomość, że przyjaciółka jest tuż obok, nigdzie się nie wybiera wystarczała. To nie to, że panna Figg miała jakieś uprzedzenia, pojawił się jedynie lęk przed tym, co nieznane, a sam rozmiar Dagura był imponujący. Mógłby ją najpewniej zdeptać, gdyby jej nie zauważył.
- Właśnie widzę, że pojawiło się tu wiele ciekawych twarzy. To przyjemność poznać wszystkich państwa. - Dodała jeszcze w głos, żeby mieli tego świadomość.
Zarumieniła się, kiedy Laurent zaczął wychwalać jej wypieki. Sprawił jej tym ogromną przyjemność. - Laurent, nie przesadzaj, jeszcze się państwo rozczarują. - Tego oczywiście by nie chciała. Starała się zawsze spełniać oczekiwania wszystkich swoich klientów, jednak nie było osoby, która byłaby w stanie zadowolić każdego. Upodobania bywały różne.
Uniosła głowę, aby przypatrzeć się zjawisku na niebie. Budziło się w niej uczucie dziwnego spokoju, mimo tych wszystkich okropnych wydarzeń, które ostatnio miały miejsce. Wpatrywała się w nie dłuższą chwilą, wtedy odezwał się Hjalmar. - Bardzo dobry pomysł, widzę tutaj wiele obcych twarzy, a chętnie bym się zapoznała z waszymi sąsiadami. Muszą mieć wiele ciekawych historii do opowiedzenia. - Wypadałoby się pobratać z niemagicznymi, póki jeszcze siedzieli tutaj z nimi i pamiętali o wszystkim.