Zgadza się, po profesjonalne porady już wręcz sięgnął, bo Laurent nie miał w zwyczaju udawania, że jest największym mędrcem tego świata i że skoro z książek nauczył się trochę teorii to teraz sobie ze wszystkim poradzi. Nie. Kontaktował się z czarodziejami zza granicy, żeby chociażby znaleźć dom Fuego, a kiedy stało się jasne, że ten nie zamierza się nigdzie wybierać i już się usadowił na grzędzie to pozostawało mu proszenie o wsparcie merytoryczne - ze wszystkimi wskazówkami, które mógłby pominąć, albo których nie podawał podręcznik. Ciężko raczej o książkę, która powie ci: ze straumatyzowanym feniksem postępuj TAK. No nie, tego nie uczyli w szkole i nie uczyli tego w książkach, chociaż Laurent starał się ciągle poszerzać swoją wiedzę i jak najbardziej interesować wszystkimi stworzeniami, jakie miał pod swoją pieczą, to naturalnie nie dało się wiedzieć wszystkiego. Zawsze było miejsce do uzupełnienia luki. Czasem ta luka nie potrzebowała mądrości w postaci wiedzy. Czasem potrzebowała zapewnienia, że sobie z tym poradzisz.
- Oczywiście, chciałem cię zabrać dzisiaj do niego, ale najwyraźniej nie ma ochoty wychodzić. - Pewnie jak kot - zadowolony, że on widział ich, a oni nie widzieli jego. Albo akurat gdzieś poleciał, bo potrafił się kręcić po "swoich" okolicach. Tak czy siak ze spotkaniem raczej nie było problemu, z piórem... - Hm... To dość mocna prośba... - Zawahał się nieco. Pióra feniksa były bardzo cenne i nie były takie łatwe do dostania. Poświęcał je Ollivanderom chociażby, w końcu stanowiły one serce różdżek, a i tych piór nie wypadało nie wiadomo ile z ogonów czy skrzydeł. Lepiej, żeby nie wypadały wcale. - Przemyślę to, jeśli jakieś złoży w moje ręce. - Obiecał. Może to byłby dobry pomysł na prezent dla Philipa na urodziny? Poważnie zamierzał tę prośbę rozważyć, bo akurat Philipa nie posądzał o to, że miałby się brać za jakieś tajemnicze eliksiry czy robienie nowej różdżki, podejrzewał, że to mają być wyłącznie cele ozdobne.
Nie raz i nie dwa młody koń czy abraksan poniósł go na swoim grzebiecie. Różnica polegała na tym, że nad nimi wiedział, jak zapanować, jak sobie poradzić. Z tym, co się działo tutaj - nie wiedział. Miotła nie była żywym stworzeniem, które mógłby wyczuć i nie wiedział, czy to jest moment, który trzeba przeczekać i co się w ogóle dzieje. A lot w nieznane wcale nie brzmiał jak coś, czego chciałby doświadczyć w swoim życiu. Szczególnie mając przed oczami wizję, jak spada. Krzyk za Philipem był pierwszym odruchem, bo to w końcu jego miotła! Jego, do cholery! Pobierał nauki w Hogwarcie, oczywiście! Nie lubił ich, wolał nie, ale nie znaczy, że był wielce na "nie" z miotłami i że nie potrafił przelecieć nią kawałek, czy po prostu... unieść się. Walczenie jednak z miotłą, która oszalała? Oj nie. Nieee, zdecydowanie nie!
- No właśnie nie! - Odkrzyknął, choć widzenie siebie stało się trudne, kiedy miotła wystrzeliła spomiędzy gałęzi, które pochłostały go w skórę. Sparaliżował go strach w pierwszym momencie, kiedy miotła błyskawicznie nabrała na wysokości i skierowała się w stronę najbliższej mugolskiej wioski, by lecieć wzdłuż wybrzeża - ale tego też dokładnie Laurent nie dojrzał, bo zamknął powieki na tych parę sekund, kiedy wysokość była nabierana i skupił tylko na tym, żeby się na tej miotle utrzymać i z niej nie spaść. A to nie tak, że miał wiele sił, żeby z tym walczyć, bo starał się mimo wszystko nadal to robić - zmusić tę cholerną latawice do posłuszeństwa! Nie chciała... albo! Zatrzymała się. Drżała, miotała się w miejscu, ale przynajmniej się zatrzymała. Laurent powoli się uniósł, starając się wyczuć to, co się dzieje... Ewidentnie chciała lecieć dalej. Spojrzał w dół, widział między gałęziami Philipa z różdżką. Wyciągnął ostrożnie i z drżącą ręką swoją, żeby nadać swojemu ciału lekkości piórka. - Philipie... czy ci się to podoba czy nie... łap mnie! - Czy Laurenta można było podejrzewać o takie szaleństwa? Nie, raczej niekoniecznie. Ale nie dał czasu Philipowi do zastanowienia, stresowania siebie i jego - zsunął się z miotły. Nie leciał jednak z zawrotną prędkością, bo jego ciało teraz nie ważyło tyle, ile powinno. Tak jakby wcześniej ważyło odpowiednią ilość...
Poleciał w dół.
Sukces!
Sukces!