Wewnętrzna ciekawość została zabita przez obecność Perseusa. Wolała z nim spędzić czas niż szukać bezgłowego ducha. Widziała ich multów w Hogwarcie, ale ten wywołał u niej więcej sprzecznych emocji i ciekawości. Posłała swojemu kochankowi blady uśmiech i pozwoliła się odprowadzić do Lecznicy. Oglądała się jeszcze kilka razy za zjawą, ale nie pobiegła tam jej szukać. Nie była typem osoby, który biega po lesie, ale czasami miała sytuacje, gdzie była zmuszona do przeczesywania lasów i nie była w tym szczególnie zła. Zerknęła na niego gdy wspomniał o powiązaniu ducha z którymś z pacjentów. Ciekawe, co mogli mieć wspólnego z tego rodzaju duchem. Chętnie by zbadała jakiś przedmiot z tym związany, aby zaspokoić ludzką ciekawość. W Dolinie po Beltane działo się sporo dziwnych rzeczy, ale nie miała okazji ich badać, ani sprawdzać.
– Rozumiem, nie musisz tłumaczyć mi się z takiego kłamstwa, mój Perseusu – odpowiedziała delikatnym szeptem. Lubiła jego imię, lubiła się do niego zwracać po imieniu i nazywać go swoim, mimo że doskonale zdawała sobie sprawę, że ich status związku jest bardziej nieokreślony i niepewny.
Jej usta wygięły się w delikatnym uśmiechu. Nie musiał się jej tłumaczyć, doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak ludzie potrafili być głupi, jak potrafili narażać swoje życie, aby ich imię po prostu zasłynęło. Vepsera również lubiła być na językach innych osób, ale robiła to w sposób przebiegły i odpowiedni dla swoich celów.
Odwróciła się w jego kierunku, gdy tylko usłyszała kliknięcie zamka w drzwiach i można było zauważyć, że się rozluźniła. Lubiła z nim przebywać w jednym pomieszczeniu z dala od oczu innych ludzi. Łapała się na tym, że wtedy mniej udawała, była bardziej sobą, rozluźnioną i czuła się przy nim bezpiecznie. Zarzuciła mu dłonie na kark delikatnie go głaszcząc palcem wskazującym i odwzajemniając pocałunek. Czuła jak krew napływa jej do twarzy, a w podbrzuszu delikatny i przyjemny ucisk. Zamknęła oczy i zdała się całkowicie na niego. Gdy tylko się oderwał westchnęła cicho czując niedosyt jego osoby. Spojrzała mu w oczy czując jak serce na kilka chwil zamiera. Opanuj się Vespero. – powiedziała do siebie w myślach nie chcąc wyjść na jakąś desperatkę, która tak szybko na niego poleciała. Miała być sama sobie, miała już nie szukać nikogo na stałe.
– A co możesz zaproponować? – usiadła na jego biurku w miejscu, gdzie nie było żadnych dokumentów i zarzuciła nogę na nogę obserwując go uważnie. – Czemu… się o mnie bałeś? – zapytała wodząc za nim spojrzeniem.