09.10.2023, 13:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.10.2023, 17:18 przez Brenna Longbottom.)
- Nie na martwych przedmiotach. Na tym, co zostało na nich po ludziach - sprostowała Brenna, tak dla formalności. Miała wrażenie, że tak jak ona w kręgu szukała ech po Mildred, tak to samo robiły widma. - I skoro kupuję ten dom, będę mogła to sprawdzić. Napiszę też do tej dziennikarki, wpadłyśmy kiedyś na siebie.
Prawie dosłownie, bo Daisy wpadła prosto w ramiona Brenny z drabinki przeciwpożarowej przy Pokątnej.
- I pytanie brzmi, czy zwierzęta uciekają, bo te istoty żerują też na nich, czy... po prostu czują to samo, co my i umykają instynktownie - dodała, odruchowo zerkając na Michaela. Bo może on mógł rzucić nieco światła na tę sprawę? To znaczy nie w zakresie pożywiania się, a uciekania. Duma przecież ostatecznie też niezbyt chciał się do nich zbliżyć.
Uśmiechnęła się tylko blado, kiedy Laurent zapowiedział walkę z ministerstwem w sprawie nekromancji. Nie zamierzała go do tego zniechęcać, bo o tym, że sama sięgała po patronusy, gdy uważała to za konieczne, mieli okazję wszyscy ledwo co się przekonać. Wszystko, co dotyczyło energii, było jednak cholernie skomplikowane. Z jednej strony rozpaczliwie potrzebowali tych zaklęć i wiedzy, z drugiej Voldemort dzięki takiej wiedzy wdarł się do limbo... a w dodatku ministerstwo było straszliwie twardogłowe.
- Przeszukiwania Kniei - rzuciła Brenna, kiedy Victoria zaczęła dopytywać, o co chodzi. Być może informacje do niej nie dotarły, ponieważ przebywała jakiś czas na urlopie, a w Biurze panował przecież chaos. - Niektóre rzeczy... były dziwniejsze od innych? Niektórzy wolontariusze uciekali prawdopodobnie przed tymi widmami. Nie widzieli ich, ale mówili o czymś, czego obecność zdawała się odbierać siły. Przyniesiono podobno jakąś kobietę, która zasnęła z niewiadomych powodów i przy niej ludzie czuli się jakoś… dziwnie. A do tego dochodzi jeszcze znalezione w Kniei ciało. W złym stanie. Człowiek, który tego dnia był na Polanie, wyglądał… wyglądał jakby był martwy od bardzo dawna – dodała z pewnym zmęczeniem. To nie była żadna wielka tajemnica, bo wszak ciało widziało sporo osób, a potem trafiło do biura koronera, raporty były więc w Ministerstwie. Ale nie było to też coś, o czym Brenna chciała wiele mówić. Chodziło przecież o jej wuja, a ta żałoba była jeszcze świeża. Wolała nie rozmawiać o jego śmierci na prawo i lewo, nie pozwolić, by wszędzie szerzyły się plotki. Poza tym Brenna o pewnych rzeczach nie chciała rozmawiać. Z nikim.
– Z tego powodu zaczęłam w zeszłym tygodniu trochę grzebać w sprawie, szukać, co to mogło być. Myślałam nawet, że może jakieś zaklęcia, klątwy, czarna magia albo dziwna transmutacja, ewentualnie właśnie jakieś istoty... specjaliści dość zgodnie zasugerowali magiczne stworzenia. Nowe stworzenia, jeszcze nie sklasyfikowane, ale w naturze podobne do dementorów. Jeśli ktoś wcześniej natknął się na jakieś ich ślady… to nic o tym nie słyszałam… do dziś. Dlatego mam wrażenie, że mogły wyleźć z samego Limbo – mruknęła, obracając się w stronę lasu. Nie miała jeszcze pojęcia, że to zasadniczo jeszcze nie koniec. To dopiero początek. Że kiedy oni byli w lesie, to gdzieś dalej aurorzy oglądali ciała, wyglądające na bardzo, bardzo stare, choć tych dwóch mieszkańców Doliny zaginęło dopiero niedawno. Że znajdą wkrótce Charliego Dafoe, postarzałego. Że gdzieś w Kniei zginęły dwie osoby i jedna z nich zamieniła się w ducha, ale drugiej… drugiej nie ma nigdzie.
Te wszystkie informacje dopiero przyjdzie jej zbierać, po trochu, każdy strzęp informacji, jaki zdołają dopadnąć.
– Będę po prostu grzebała w tym dalej. To co spotkało Mildred sugeruje, że sytuacja jest jeszcze poważniejsza niż się obawiałam. Zwłaszcza jeśli te stwory faktycznie wyszły z Limbo – uzupełniła. – Departament Tajemnic na pewno też będzie chciał się tym zająć, więc mam nadzieję, że ustalą więcej niż ja.[/b]
To w końcu nie była jej specjalizacja. A chociaż Brenna nie wahała się prosić o pomoc i szła prawie do każdego, kto mógł dostarczyć jej informacji, to w większości nie były osoby, mające naprawdę duże możliwości.
- Może uda mi się jeszcze dopaść jakiegoś spirytystę. Poza tym... pewnie informacje niedługo same się pojawią. Te widma pewnie nie znikną same z siebie... W każdym razie, chyba pora lecieć do Ministerstwa i to wszystko zgłosić.
Prawie dosłownie, bo Daisy wpadła prosto w ramiona Brenny z drabinki przeciwpożarowej przy Pokątnej.
- I pytanie brzmi, czy zwierzęta uciekają, bo te istoty żerują też na nich, czy... po prostu czują to samo, co my i umykają instynktownie - dodała, odruchowo zerkając na Michaela. Bo może on mógł rzucić nieco światła na tę sprawę? To znaczy nie w zakresie pożywiania się, a uciekania. Duma przecież ostatecznie też niezbyt chciał się do nich zbliżyć.
Uśmiechnęła się tylko blado, kiedy Laurent zapowiedział walkę z ministerstwem w sprawie nekromancji. Nie zamierzała go do tego zniechęcać, bo o tym, że sama sięgała po patronusy, gdy uważała to za konieczne, mieli okazję wszyscy ledwo co się przekonać. Wszystko, co dotyczyło energii, było jednak cholernie skomplikowane. Z jednej strony rozpaczliwie potrzebowali tych zaklęć i wiedzy, z drugiej Voldemort dzięki takiej wiedzy wdarł się do limbo... a w dodatku ministerstwo było straszliwie twardogłowe.
- Przeszukiwania Kniei - rzuciła Brenna, kiedy Victoria zaczęła dopytywać, o co chodzi. Być może informacje do niej nie dotarły, ponieważ przebywała jakiś czas na urlopie, a w Biurze panował przecież chaos. - Niektóre rzeczy... były dziwniejsze od innych? Niektórzy wolontariusze uciekali prawdopodobnie przed tymi widmami. Nie widzieli ich, ale mówili o czymś, czego obecność zdawała się odbierać siły. Przyniesiono podobno jakąś kobietę, która zasnęła z niewiadomych powodów i przy niej ludzie czuli się jakoś… dziwnie. A do tego dochodzi jeszcze znalezione w Kniei ciało. W złym stanie. Człowiek, który tego dnia był na Polanie, wyglądał… wyglądał jakby był martwy od bardzo dawna – dodała z pewnym zmęczeniem. To nie była żadna wielka tajemnica, bo wszak ciało widziało sporo osób, a potem trafiło do biura koronera, raporty były więc w Ministerstwie. Ale nie było to też coś, o czym Brenna chciała wiele mówić. Chodziło przecież o jej wuja, a ta żałoba była jeszcze świeża. Wolała nie rozmawiać o jego śmierci na prawo i lewo, nie pozwolić, by wszędzie szerzyły się plotki. Poza tym Brenna o pewnych rzeczach nie chciała rozmawiać. Z nikim.
– Z tego powodu zaczęłam w zeszłym tygodniu trochę grzebać w sprawie, szukać, co to mogło być. Myślałam nawet, że może jakieś zaklęcia, klątwy, czarna magia albo dziwna transmutacja, ewentualnie właśnie jakieś istoty... specjaliści dość zgodnie zasugerowali magiczne stworzenia. Nowe stworzenia, jeszcze nie sklasyfikowane, ale w naturze podobne do dementorów. Jeśli ktoś wcześniej natknął się na jakieś ich ślady… to nic o tym nie słyszałam… do dziś. Dlatego mam wrażenie, że mogły wyleźć z samego Limbo – mruknęła, obracając się w stronę lasu. Nie miała jeszcze pojęcia, że to zasadniczo jeszcze nie koniec. To dopiero początek. Że kiedy oni byli w lesie, to gdzieś dalej aurorzy oglądali ciała, wyglądające na bardzo, bardzo stare, choć tych dwóch mieszkańców Doliny zaginęło dopiero niedawno. Że znajdą wkrótce Charliego Dafoe, postarzałego. Że gdzieś w Kniei zginęły dwie osoby i jedna z nich zamieniła się w ducha, ale drugiej… drugiej nie ma nigdzie.
Te wszystkie informacje dopiero przyjdzie jej zbierać, po trochu, każdy strzęp informacji, jaki zdołają dopadnąć.
– Będę po prostu grzebała w tym dalej. To co spotkało Mildred sugeruje, że sytuacja jest jeszcze poważniejsza niż się obawiałam. Zwłaszcza jeśli te stwory faktycznie wyszły z Limbo – uzupełniła. – Departament Tajemnic na pewno też będzie chciał się tym zająć, więc mam nadzieję, że ustalą więcej niż ja.[/b]
To w końcu nie była jej specjalizacja. A chociaż Brenna nie wahała się prosić o pomoc i szła prawie do każdego, kto mógł dostarczyć jej informacji, to w większości nie były osoby, mające naprawdę duże możliwości.
- Może uda mi się jeszcze dopaść jakiegoś spirytystę. Poza tym... pewnie informacje niedługo same się pojawią. Te widma pewnie nie znikną same z siebie... W każdym razie, chyba pora lecieć do Ministerstwa i to wszystko zgłosić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.