Psidwaki wydawały się urocze, ale nie miała zamiaru ich bardziej denerwować, dlatego nie ruszyła się z miejsca, a jedynie uśmiechnęła się przepraszająco. Wiedziała doskonale, dlaczego tak zareagowały, wiedziała, że był to ich instynkt, ale miała nadzieję, że uspokoją się, gdy tylko zauważą, że nie ma zamiaru im zrobić krzywdy. Nie znała się za bardzo na instynkcie zwierząt i nie była pewna, czy strach przed nią zniknie, ale mieć nadzieję nigdy nie jest niczym złym, prawda?
– Nigdy bym ich nie skrzywdziła – odpowiedziała nie przestając się uśmiechać. Elaine zawsze obdarzała ludzi ciepłym i przyjemnym uśmiechem. – I raczej by mnie nie pogryzły – dodała jeszcze mając ochotę je pogłaskać, ale zamiast tego dalej stała przyglądając się mężczyźnie. Uczucie, że go skądś znała nie znikało, a ciekawość narastała z każdym jego uśmiechem, który prezentował na przystojnej twarzy.
– Oh, tak! – przyznała z entuzjazmem. – Pogoda jest niesamowita jak na miejsce, w którym się znajdujemy – potrząsnęła energicznie jego dłoń, gdy odwzajemnił uścisk. Elaine całą sobą prezentowała pozytywny promyk, niczym pani Lato. Stąpała z nogi na nogę lekko się czasami kołysząc na boki. Nie umiała długo stać, ani leżeć. W tej trawie znajdowała się zaledwie parę minut i miała zamiar niedługo się przejść. Czekanie na Alexandra w tym miejscu było zdecydowanie zbyt nudne, więc cieszyła się, że spotkała teraz nowego towarzysza.
– Zabrzmi to dziwnie, ale mam wrażenie, że skądś pana kojarzę i nie mogę przestać o tym myśleć… – powiedziała w końcu mając nadzieję, że mężczyzna uratuje ją od natrętnych myśli.