09.10.2023, 16:55 ✶
Florence nie była tą jednostką straceńczo odważną, która biegłaby z różdżką na barykady i nie uciekała przed smokiem. Ale nigdy nie była tchórzem, gdy szło o problemy. Tym stawiała czoło, obojętnie, czy dotyczyły jej samej czy jej bliskich. Nie zamierzała uciekać - ani z mieszkania, ani na fotel - kiedy potrzebował jej najlepszy przyjaciel, jej bratnia dusza, równie bliska, jak ci rodzenia bracia.
- Też niewiele wiem o limbo. Może odbiera wspomnienia, by tam już zostały, gdy dusza wędruje dalej? Albo nie ma żadnej duszy, pozostają tylko te wspomnienia? Lub są śladem po kimś, kto przeszedł dalej? - mruknęła Florence. Tak, interesowała się nekromancją, ale było to z jej strony zainteresowanie sprowadzające się do konkretnych zagadnień, związanych z udzielaniem pomocy w nagłych wypadkach i klątwami. Niewiele wiedziała o limbo, o tamtejszej energii: tych rzeczy zaczęła szukać stosunkowo niedawno, pod wpływem Beltane. - Obawiam się, że rownie dobrze mogli pragnąć wam pomóc wrócić, jak pójść dalej. Być może nie pojawili się tam, żeby was ratować, ale poprowadzić na drugą stronę.
Obie wersje zdawały się jej równie prawdopodobne. I tak czy inaczej, mogła jedynie się cieszyć, że w ostatecznym rozrachunku wrócili cali i zdrowi, i Patrick, I Atreus. Nawet jeżeli wypełnieni tym przedziwnym chłodem.
Nie kierowała nią wdzięczność. Nie uważała nawet, by miała wielki dług, bo ktoś udzielił pomocy Arabelli. Raczej sądziła, że ta znalazła się w takim stanie, bo chciała sama pomóc komuś innemu. Florence pytała z wielu powodów. Bo były w to zamieszane bliskie jej osoby. Bo wojna Voldemorta nie była już tylko wojną z nieczystą krwią, a podczas Beltane mogła zginąć ona i mogli zginąć jej bracia. Bo w namiotach medyków widziała, jakie skutki miały działania mrocznego czarodzieja. I przede wszystkim: bo tak należało. Florence nigdy nie spoufalała się z mugolami, a mugolaki jej zdaniem stały nieco na granicy światów i nie do końca potrafiły wtopić się w czarodziejską rzeczywistość. Ale wszystko, co robił Voldemort w ostatnim czasie, jasno pokazywało pannie Bulstrode, co jest słuszne, a co nie.
A ona nigdy nie zastanawiała się długo, jeśli sądziła, że coś powinno zostać zrobione.
- Jeśli więc będziecie potrzebowali medyka, macie go. I nie będę zadawała pytań - powiedziała po prostu.
- Też niewiele wiem o limbo. Może odbiera wspomnienia, by tam już zostały, gdy dusza wędruje dalej? Albo nie ma żadnej duszy, pozostają tylko te wspomnienia? Lub są śladem po kimś, kto przeszedł dalej? - mruknęła Florence. Tak, interesowała się nekromancją, ale było to z jej strony zainteresowanie sprowadzające się do konkretnych zagadnień, związanych z udzielaniem pomocy w nagłych wypadkach i klątwami. Niewiele wiedziała o limbo, o tamtejszej energii: tych rzeczy zaczęła szukać stosunkowo niedawno, pod wpływem Beltane. - Obawiam się, że rownie dobrze mogli pragnąć wam pomóc wrócić, jak pójść dalej. Być może nie pojawili się tam, żeby was ratować, ale poprowadzić na drugą stronę.
Obie wersje zdawały się jej równie prawdopodobne. I tak czy inaczej, mogła jedynie się cieszyć, że w ostatecznym rozrachunku wrócili cali i zdrowi, i Patrick, I Atreus. Nawet jeżeli wypełnieni tym przedziwnym chłodem.
Nie kierowała nią wdzięczność. Nie uważała nawet, by miała wielki dług, bo ktoś udzielił pomocy Arabelli. Raczej sądziła, że ta znalazła się w takim stanie, bo chciała sama pomóc komuś innemu. Florence pytała z wielu powodów. Bo były w to zamieszane bliskie jej osoby. Bo wojna Voldemorta nie była już tylko wojną z nieczystą krwią, a podczas Beltane mogła zginąć ona i mogli zginąć jej bracia. Bo w namiotach medyków widziała, jakie skutki miały działania mrocznego czarodzieja. I przede wszystkim: bo tak należało. Florence nigdy nie spoufalała się z mugolami, a mugolaki jej zdaniem stały nieco na granicy światów i nie do końca potrafiły wtopić się w czarodziejską rzeczywistość. Ale wszystko, co robił Voldemort w ostatnim czasie, jasno pokazywało pannie Bulstrode, co jest słuszne, a co nie.
A ona nigdy nie zastanawiała się długo, jeśli sądziła, że coś powinno zostać zrobione.
- Jeśli więc będziecie potrzebowali medyka, macie go. I nie będę zadawała pytań - powiedziała po prostu.